Grupa naTemat

Alibaba.com na nowojorskiej giełdzie. Portal chińskich podrabiaczy warty więcej niż Facebook

Chiński biznes internetowy zaczął produkować miliarderów.
Chiński biznes internetowy zaczął produkować miliarderów. fot. Alibaba.com
Jeszcze niedawno sprzedawali nieudolnie podrabiane iPhone'y, dziś odpalają cygara studolarówkami. Alibaba.com, portal chińskich eksporterów, trafi na nowojorską giełdę. Debiut przyćmi nawet Facebooka. Chińska firma jest wyceniana na więcej niż łączna wartość gigantów e-handlu eBay i Amazon.

Kiedy w styczniu 2010 roku Steve Jobs, szef Apple, zaprezentował światu iPada, chińskim podrabiaczom skopiowanie designu urządzenia zajęło zaledwie pół roku. Chińska wersja tabletu nazywała się ePad. Przy trochę słabszych parametrach procesora i pamięci cena deklasowała oryginał z USA. Produkt Apple kosztował wtedy 499 dolarów, a chińska podróbka 107 (przy zamówieniu 50 sztuk).


Tysiące ePadów mogły pójść w świat dzięki Alibaba.com, podobnej do naszego Allegro.pl platformie handlowej, która stała się oknem wystawowym chińskich producentów. Jej twórca Jack Ma, słusznie przewidywał, że nawet jeśli początkowo świat będzie się obrażał za to kopiowanie, to kiedyś go pokocha. No i stało się, dziś interesy z Alibabą robią tysiące firm z całego świata. 8 milionów sprzedawców oferuje ponad 800 mln produktów, a w 2013 zawarto transakcje o wartości 248 miliardów dolarów.

Gigant e-handlu chce wejść na nowojorską giełdę. Właśnie złożył u amerykańskiego regulatora wniosek o pozwolenie na przeprowadzenie w USA oferty publicznej. Bloomberg i Wall Street Journal twierdzą, że chińska spółka sprzeda 12 procent akcji za 20 mld dolarów. Według amerykańskich analityków debiut przyćmi nawet wejście na giełdę Facebooka i Twittera.


Człowiek zwany koniem
Skąd się to wszystko wzięło? Twórca serwisu 49-letni Jacka Ma (po polsku Jacek Koń) mógłby obdzielić życiorysem niejeden film z Hollywood. W wydanym w 2008 roku wywiadzie rzece „How I Did It" sam biznesmen opowiada, że w połowie lat 90. poleciał na Florydę, by odzyskać długi jednej z chińskich firm. Teraz spójrzcie na jego zdjęcie i powiedzcie, jak taki cherlak mógłby cokolwiek wskórać u cwaniaczka z Miami? Nic. Amerykanin uwięził „windykatora" w piwnicy. Ma wybłagał swoje uwolnienie, bajerując współpracą biznesową w Chinach. Choć nie wiedział o co chodzi, zgodził się na pomoc w założeniu tam firmy internetowej.

Słowa nie dotrzymał, ale zapamiętał, że ten nieznany w Chinach Internet budzi jakieś straszne biznesowe emocje. Dlatego pożyczył 2 tys. dolarów i uruchomił w 1995 roku China Pages, jedną z pierwszych chińskich firm internetowych. W jednym z wywiadów wspomina to tak: „Zaprosiłem przyjaciół i reporterów do swojego domu. Modem był tak powolny, że na załadowanie pierwszej strony czekaliśmy trzy i pół godziny. W tym czasie piliśmy, graliśmy w karty, oglądaliśmy telewizję. Ale i tak byłem dumny, udowodniłem, że internet istnieje".

Serwis Alibaba.com zaczynał jako zwykła tablica ogłoszeniowa. Ale Ma wiedział, że chińskie przedsiębiorstwa, już wówczas nazywane fabryką świata, będą potrzebowały okna wystawowego do prezentowania swoich produktów. Dziś serwis jest miejscem wymiany handlowej dla 54 milionów użytkowników z 200 państw. Żaden z konkurentów nie zbliża się nawet do liczby o połowę mniejszej.

Skąd nazwa Alibaba? – Bo tę bajkę znają chyba wszyscy na świecie. W dodatku Ali Baba to postać niejednoznaczna. Dla jednych jest zwykłym złodziejem, ale dla innych sprytnym przedsiębiorcą. A ja uwielbiam kontrowersje – wyjaśnia Jack Ma.


Jack Ma uznawany jest za jedną z najbardziej wpływowych osób w Chinach. W rankingach opiniotwórczych magazynów plasuje się zaraz za bonzami komunistycznej partii ChRL i tuż obok szefów takich koncernów jak Lenovo Group czy Huawei. Nie obchodzi go polityczna poprawność, nie ogląda się na cenzurę, ma niewyparzoną gębę, a media uwielbiają jego tyrady. Amerykańskie firmy handlowe nazywa w nich krowami, które przekraczając rzekę są pożerane przez krokodyle - i to oczywiście on jest tym krokodylem.

Tak naprawdę jednak to on sam został pożarty. Bo 24 proc. udziałów odsprzedał Yahoo.com a 37 proc. japońskiej firmie telekomunikacyjnej Softbank. Sam zachował 7-procentowy pakiet, ale i tak amerykański Forbes wycenia majątek Jacka Ma na przeszło 8,6 mld dolarów. To co zrobił Ma to przemysłowa rewolucja, bo serwis umożliwia niewielkim firmom z całego świata składanie zleceń nawet na pojedyncze partie produktów bezpośrednio u Chińskich producentów, aby następnie sprzedawać je na lokalnych rynkach. Dzięki takiemu modelowi w Polsce mogły powstać takie firmy jak Manta, producent taniego sprzętu RTV.

Jack Ma kilka lat temu zapowiedział, że jego portal będzie największą platformą handlową świata. Wiele wskazuje na to, że dopiął swego. Najwyższe szacunki wyceniają Alibabę na 250 mld dolarów, a to więcej niż łączna rynkowa wartość amerykańskich gigantów e-handlu eBay - 65 mld dol i Amazon - 137 mld dol.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetFacebookBiznesGiełdaChiny
Skomentuj