Sikanie w miejscach publicznych - dowód chamstwa czy wstydliwa konieczność

Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
Idziesz ulicą, patrzysz, a tam jakiś facet obsikuje ścianę budynku. Wybierasz się do parku i widzisz delikwenta załatwiającego się pod drzewem. W telewizji obserwujesz kolejarza, który sika na Dworcu Centralnym. W internecie czytasz o celebrycie oddających mocz na chodniku. Publiczne załatwianie potrzeb staje się powoli przekleństwem miast. - Kulturalna osoba nie będzie tego robić na mieście - stwierdza specjalista savoir-vivre. - W niektórych przypadkach nie ma wyjścia - odpowiada lekarz urolog.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że problem istnieje, a tradycja publicznego załatwiania swoich potrzeb (najczęściej sikania) jest bardzo rozpowszechniona, szczególnie w dużych miastach. Przykład najświeższy. Sobota, ledwie minęło południe, a przy bramie ambasady Kanady w Warszawie, nie zważając na przejeżdżające samochody, beztrosko sika jakiś mężczyzna. Nagłe parcie, lenistwo, brak kultury? Nie wiadomo.

Podobnych przypadków jest każdego dnia mnóstwo. Czasem, przez wzgląd na funkcję pełnioną przez "sikacza", przebijają się do mediów. Tak było przy okazji ostatniego najazdu związkowców z "Solidarnośći" na Warszawę (z okazji głosowania nad referendum w sprawie wieku emerytalnego). Krzysztofa Knapika, związkowca z PKP, przyłapano na oddawaniu moczu na nowym peronie Dworca Centralnego. Sprawca całego zamieszania tłumaczył się potem, że ma problemy z nerkami i po prostu nie miał innego wyjścia, jak tylko załatwić się tu i teraz.

Liczba seksoholików w Polsce wzrasta co roku o sto procent


Wyjścia nie mieli najwidoczniej znani aktorzy Andrzej Chyra i Jan Wieczorkowski, których dosięgło czujne oko reporterów "Faktu". Pierwszy sikał w metrze, drugi zaś najpierw w okolicach Sejmu, potem niedaleko Telewizji Polskiej (a więc recydywista). Ten sam "Fakt" doniósł jakiś czas temu, że ofiarą pięciu anonimowych "obsikiwaczy" padła palma na Rondzie De Gaulle`a w Warszawie.

Jeśli publicznie sikają celebryci, a sprawa załatwiającego się na dworcu kolejarza przez kilka dni znajduje się w centrum medialnej uwagi, warto zastanowić się nad przyczyną tego interesującego zjawiska. Najłatwiej byłoby zapewne stwierdzić, że winne jest powszechne chamstwo i brak kultury. Ale czy na pewno?

Za jeden z argumentów w dyskusji o publicznym sikaniu niech posłuży napis na kartonie wywieszonym w oknie jednego z samochodów w Tczewie. "To skandal! Nie ma szaletów czynnych! Gdzie turyści mają robić kupę i siku? Pod urzędem?" - brzmiał kartonowy krzyk rozpaczy. I trudno nie przyznać racji zdesperowanemu "turyście". W wielu polskich miastach szalety są likwidowane, a mieszkańcy zostają bez publicznych toalet. Ale czy to dobra wymówka, by wymigać się od statusu miejskiego chama?
Piotr Kłyk
specjalista savoir-vivre

"Kulturalna osoba nie będzie załatwiała potrzeby fizjologicznej na mieście"


- Kulturalna osoba nie będzie załatwiała potrzeby fizjologicznej na mieście. Niszczymy dobro wspólne i to powinien być dobry argument - mówi naTemat Piotr Kłyk, specjalista savoir-vivre.

Problem pojawia się wtedy, kiedy potrzeba okazuje się naprawdę paląca, a my chcemy pozostać kulturalni. - Co zrobić? Wejść do restauracji, baru, jakiegokolwiek innego budynku i poprosić o możliwość skorzystania z toalety, nawet odpłatnie - dodaje Kłyk.

Co nas kręci, co nas podnieca? Seks z eks

Ryszard Hanecki
urolog

"Sikanie w miejscach publicznych jest społecznie usprawiedliwione"

Kultura i szalety swoją drogą, ale okazuje się, że z medycznego punktu widzenia widok sikającego na ulicy starszego mężczyzny nie jest niczym niezwykłym. - Powiem krótko, co drugi mężczyzna po 50. roku życia odczuwa dolegliwość przerostu gruczołu prostaty. Jednym z pierwszych objawów jest wstawanie w nocy, mniej drastyczne społecznie, a drugi objaw to naglące parcie, czyli nagła potrzeba oddania moczu. Sikanie w miejscach publicznych jest więc społecznie usprawiedliwione. Oczywiście nie mówię o lumpach w parku - stwierdza dr Ryszard Hanecki, urolog z Warszawy.

Czy możemy więc rozgrzeszyć wspomnianego kolejarza oddającego mocz na Dworcu? - Z naszego punktu widzenia była alternatywa: albo w spodnie, albo wyjąć siusiaka - dodaje Hanecki.

Trudno stwierdzić, jaką część "sikaczy" stanowią chorzy na prostatę mężczyźni. Pewne jest zaś, że niezależnie od przyczyn - choroba, brak szalet czy brak kultury - za zanieczyszczanie miejsca publicznego grozi mandat. Nawet 500 złotych.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj