O śmiałości, seksie i hemoroidzie. Film „Wilgotne Miejsca”

Materiały prasowe [url=http://www.againstgravity.pl/]Against Gravity [/url]
Materiały prasowe Against Gravity
Nie pisałam jeszcze nigdy recenzji filmu, kino przede wszystkim po prostu konsumuję. „Wilgotne Miejsca” jednak naprawdę chciałabym polecić, bo podobał mi się i uważam, że może być dla wielu osób otwierający. Serio. Reżyserem jest David Wendt, a inspiracją i podstawą scenariusza była skandalizująca powieść Charlotte Roche, o tym samym tytule.

Od pierwszych minut filmu czułam pewien dysonans. Carla Juri grająca nastoletnią bohaterkę dobija już do trzydziestki i zdecydowanie wygląda na dorosłą kobietę. Aktorka jest bardzo w moim typie, ma piękną, charakterystyczną twarz z uroczą mimiką i bystrymi oczami. Burza blond loków dodaje jej młodzieńczego charakteru. W pierwszych scenach filmu dowiadujemy się, że ta chodząca słodycz ma hemoroidy. Chwilę później, żeby ulżyć sobie w bólu wchodzi do publicznego kibla, który jest chyba dosłownym cytatem z najgorszej toalety w Szkocji, pokazanej w „Trainspotting”. Kolejny dysonans.



Wkrótce okazuje się, że tak właśnie będzie wyglądał cały film, a ja mimo wszystko, coraz bardziej zakochuję się w Helen, szczególnie po pięknej scenie „warzywnych eksperymentów”, które przeprowadza w domowej wannie. Jej wzmożone zainteresowanie erotyką i wszelką fizjologią wynika oczywiście z dorastania i jest elementem poznawania, ale laska w tym temacie naprawdę idzie na całość, nie przejmując się tym co wypada, a co nie. Nawet lubi być wyzywająca i eksperymentuje ze wszystkim, co trochę absurdalnie, ale zjednuje jej samych sympatycznych ludzi.



„Jeśli myślicie, że sperma i inne wydzieliny są odrażające to powinniście raz na zawsze zrezygnować z seksu” mówi Helen i oczywiście zgadzam się z nią. Seks po prostu musi być trochę oślizgły, a jego ślady na pościeli są jak trofea. Nie zgodziłaby się z tym jednak na pewno jej filmowa, rozhisteryzowana matka, która ma obsesję na punkcie higieny. Trochę na przekór jej wymaganiom, córka nosi kilka dni te same majtki i bezpruderyjnie sprawdza smak swojej cipki przed wyjściem na randkę. Nie boi się swojego ciała i swojej seksualności i rozumie, że tak jak dla niej, fascynujący jest zapach i smak mężczyzny, tak i dla facetów zapach i smak jej zupełnie niesterylnego ciała może być afrodyzjakiem.



„Wilgotne miejsca”, to nie jest tylko film o seksie. Jest na pewno bezpruderyjnie erotyczny, ale seks jest tutaj tylko jednym z elementów dojrzewania i zdrowienia, trochę jednak autodestrukcyjnej Helen. W filmie pojawia się wątek miłości i fascynacji, urocza chemia pomiędzy bezwstydną nastolatką, a czułym i również raczej zaprzyjaźnionym z ludzkimi wydzielinami pielęgniarzem. Pojawiają się problemy z przyjaciółmi i rodziną, a każdy z tematów jest przedstawiony z perspektywy najintymniejszej. Niczego mi nie brakowało w tym filmie, chociaż zastanawiam się, czy gdyby w rolę bezpruderyjnej Helen wcieliła się aktorka mniej zjawiskowa, to film miałby równie pozytywny wydźwięk. Książkę Charlotte Roche zamówiłam natychmiast po powrocie z kina. Polecam zobaczyć, szczególnie jeżeli macie nastoletnie dzieci :)





ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FilmSeksObyczaje
Skomentuj