1995 - "najgłupszy rocznik od lat". Co jest nie tak z tegorocznymi maturzystami? Szef CKE: Powinni być fighterami

1995 - "najgłupszy rocznik od lat". Co jest nie tak z tegorocznymi maturzystami? Szef CKE: Powinni być fighterami
1995 - "najgłupszy rocznik od lat". Co jest nie tak z tegorocznymi maturzystami? Szef CKE: Powinni być fighterami Fot. Goodluz / Shutterstock.com
W 1995 roku miała miejsce denominacja złotego o cztery zera. Premierem został Józef Oleksy, pojawiła się pierwsza w Polsce płatna telewizja Canal+, a na ekrany kin wchodziła "Faustyna". Na świecie pojawili się też oni - tegoroczni maturzyści.

Coraz więcej osób zadaje dziś pytanie, "co jest nie tak z rocznikiem 1995?". Blisko co trzeci maturzysta nie podołał egzaminowi, a wcześniej słabiutko poszedł im test szóstoklasisty i egzamin gimnazjalny. "Dziennik Gazeta Prawna" pisze nawet: "1995 - najgłupszy rocznik od lat". I choć na końcu tytułu pojawia się znak zapytania, wiele osób postawiło już kropkę – tegoroczni maturzyści po prostu nie są tak dobrzy, jak wcześniejsze roczniki. – Mogliby pogłówkować, ale najwyraźniej im się nie chciało – twierdzi dr Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.



Osiemnastolatkowie znaleźli się dziś na celowniku. Nikt dziś przecież nie przyzna, że ich słabe wyniki mogą być efektem źle działającego sytemu edukacji. "Druga strona" jako winnych złych wyników na maturze wskazuje właśnie uczniów.

Leniwi, pozbawieni determinacji
– Te dzieci zdały gorzej test szóstoklasisty i egzamin gimnazjalny. Zastanawiamy się, co się stało, że cały rocznik przez cały proces nauczania wypadał gorzej – "Dziennik Gazeta Prawna" cytuje wypowiedź minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej. To dobrze postawione pytanie. Tyle tylko, że jak do tej pory uwaga komentatorów koncentruje się w dużej mierze na samych uczniach.

Odpowiedź na nie znalazł dr Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" stwierdza, że arkusze nie różniły się poziomem od tych z poprzednich lat. Różnili się uczniowie. – To nie jest rocznik słabszy w sensie biologicznych umiejętności przyswajania informacji czy w ujęciu socjologicznym. Jest słabszy w stricte pedagogicznym ujęciu i wypadł słabiej z różnych powodów – mówi.
Dr Marcin Smolik

Martwi mnie, że w pewnej całkiem dużej grupie młodzieży nie ma determinacji. A przecież 18-latkom powinno się chcieć, powinni być fighterami. Czytaj więcej

Zdaniem dyrektora CKE, największym winowajcą niepowodzenia tej grupy maturzystów był spadek motywacji. – Wiedziała pani, że wielu z tych oblanych maturzystów w ogóle nie rozwiązywało zadań otwartych? – pyta dziennikarkę Wyborczej. – Mogliby pogłówkować, ale najwyraźniej im się nie chciało. Nie widać było woli walki, podjęcia wyzwania intelektualnego, choćby wypisania danych – punktuje Smolik.
– To nie jest tak, że ludziom nie chciało się rozwiązywać zadań otwartych – mówi tegoroczna maturzystka Gabriela Krawczyk, coraz bardziej oburzona atakiem na urodzonych w 1995 roku. – Po prostu nie umieli tego zrobić, więc co mieli tam pisać? Uważam, że takie ocenianie naszego rocznika jest niesprawiedliwe, bo matura w tym roku była dużo trudniejsza niż w latach poprzednich. Ci, którzy się tak wypowiadają, pewnie nawet nie widzieli i nie rozwiązywali matur z lat wcześniejszych, więc nie mają porównania – mówi maturzystka.

– Nie jest prawdą, że nie mamy determinacji – mówi z kolei 18-letnia Monika Julia Kubiak. Tegoroczna maturzystka zdaje sobie sprawę, że jej rocznik wypadł gorzej na maturach. – Matura w tym roku była dość ciężka i to nie tylko dla uczniów ,,słabszych", ale też i dla tych, którzy naprawdę się starali. Rozwiązując zadania z lat ubiegłych bez problemu zdobywałam 80% punktów, a jak zobaczyłam maturę tegoroczną, byłam w szoku – mówi.

Szkoły chcą istnieć, a nauczyciele mieć pracę
Była minister edukacji Katarzyna Hall poświęciła ostatni wpis na blogu właśnie rocznikowi 1995. Jej zdaniem, słabe wyniki matur biorą się nie ze słabości intelektualnej czy motywacyjnej tych osób, tylko z przyczyn demograficznych. W 1995 roku urodziło się po prostu mniej dzieci, a miejsc w liceach było mniej więcej tyle samo. Jednym słowem, trafili do niej uczniowie, którzy wcześniej nie dostaliby się do liceum.
Katarzyna Hall
menadżerka edukacji

Zdecydowana większość szkół średnich musiała mieć do czynienia z mniejszą niż w latach poprzednich liczbą kandydatów i jeśli zapełniła miejsca, które chciała wypełnić, zrobiła to także kandydatami o relatywnie mniejszym potencjale niż dotychczas, również przyjmowała kandydatów najsłabszych. Czytaj więcej

Gdyby dostosowano liczbę miejsc do realnej liczebności rocznika, być może wyniki utrzymałyby się na podobnym poziomie. Szkoły jednak podjęły się pracy z uczniami, których predyspozycje odstawały od zazwyczaj przyjmowanych. – Programy jeszcze wtedy obowiązujące w szkołach ponadgimnazjalnych nie były dostosowane do potrzeb kandydata zróżnicowanego, nie umożliwiały dostosowania tempa do możliwości konkretnych uczniów – mówi Katarzyna Hall.

– W Polsce przyjęto, że 80 proc. osób powinno zdać maturę. To nieporozumienie – mówi z kolei Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – W Korei Południowej , gdzie edukacja ma status porównywalny do pozycji piłki nożnej w Brazylii, parametr zdawalności matur wynosi 72 proc. Więc przekonanie, że cała polska populacja jest w stanie podjąć trud zdawania egzaminu dojrzałości był po prostu przecenieniem tego kręgu osób – mówi Broniarz.

Będzie jeszcze gorzej?
– Nie uważam, żeby nasz rocznik był głupi i pozbawimy motywacji – mówi Monika Julia Kubiak. Przyznaje jednak, z roku na rok jest coraz gorzej z "poziomem", co zaobserwowała również sama. – Myślę, że nasz rocznik mimo wszystko nie jest taki zły, że jeszcze nie jesteśmy tak zepsuci jak młodsi, którzy mam wrażenie zapatrzeni są coraz bardziej w świat tabletów, iPhone'ów i nowych Converse'ów – mówi tegoroczna maturzystka.
Monika Julia Kubiak

Uważam, że roczniki młodsze np. 97, 98 itd. są hm... Nie chcę rzucać stwierdzeniem, że głupsze, ale po prostu oni już mają bardziej okrojony materiał. Przyszłe roczniki będą naprawdę uboższe w wiedzę, bo za bardzo kombinuje się z reformami. Zamiast wprowadzić coś lepszego to ministerstwo edukacji coraz bardziej komplikuje i przez to potem zdziwienie, że coraz gorzej idzie.

Z tak czarną wizją przyszłości polskiej edukacji nie zgadza się Sławomir Broniarz. Na pytanie, czym rocznik 1995 różni się od pozostałych, odpowiada bez wahania: "niczym proszę pana". To nie jest ocena jakości wina z danego rocznika. Ludzie urodzeni w 1995 nie są ani lepsi, ani gorsi od pozostałych. Nie należy w żaden sposób ich stygmatyzować – podsumowuje szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Trwa ładowanie komentarzy...