Fasadowa demokracja. W Azerbejdżanie tworzy się jedna z najgorszych dyktatur świata

Oficjalna strona prezydenta Azerbejdżanu.
Oficjalna strona prezydenta Azerbejdżanu. Wizyta Ilhama Aliyeva w Grecji 15 czerwca.
Dyktatura ziemi ognia. Gdy oczy świata zwrócone są ku Ukrainie, Ilham Aliyev tworzy jedną z najgorszych dyktatur w pobliżu Europy. Przez najbliższe sześć miesięcy Azerbejdżan będzie stał na czele Rady Europy

Kiedy przyjeżdżamy do Baku, widzimy odrestaurowane budynki, piękny bulwar nad morzem, drogie samochody i sklepy najlepszych marek odzieżowych. Turysta, który ogląda na ulicach śliczne i zadbane Azerki, nie zastanawia się nad przestrzeganiem praw człowieka i demokracji w tym kraju. I o to właśnie chodzi reżimowi „stałego” prezydenta Ilhama Aliyeva.



Sprawuje on władzę nieprzerwanie od 2003 roku. By umożliwić ponowne reelekcje, zmienił konstytucję. Stara się zagłuszyć krzyk o wolność przepychem i fasadami nowych wieżowców. Ukrywa dysproporcje społeczne, zanieczyszczenia i biedę za wysokim murem, który stoi wzdłuż drogi z lotniska do centrum miasta. „Pas szczęścia” – jak określają ten mur mieszkańcy – ma chronić odwiedzających przed widokiem prawdziwego Azerbejdżanu.

Za „pasem szczęścia” kryje się bowiem jedna z najgorszych dyktatur w pobliżu Europy. Ten niedemokratyczny reżim należy do 47 państw Rady Europy. A przez najbliższe sześć miesięcy Azerbejdżan będzie stał na czele organizacji. Władze dysponujące nieograniczonymi środkami finansowymi uzyskanymi ze sprzedaży ropy zadbają niewątpliwie o jak najlepszy wizerunek kraju w trakcie tego przewodnictwa. Promocja państwa jest ich priorytetem – Azerbejdżan dopiero co wygrał kolejne konkursy na organizacje Europejskich Igrzysk Olimpijskich zaplanowanych na 2015 rok oraz zawodów Formuły 1 w roku 2016. Kosztem dobrobytu mieszkańców powstały kolejne obiekty sportowe. Slogan promocyjny „Azerbejdżan. Ziemia Ognia” można było oglądać nawet na koszulkach Atletico Madrid podczas Finału Ligii Mistrzów.

Oprócz wydawania milionów na promocję kraju, władze Azerbejdżanu skrupulatnie pozbywają się opozycji politycznej i społeczeństwa obywatelskiego. Korzystając z kryzysu na Ukrainie oraz w obawie przed podobnym „powstaniem” w kraju, w ostatnich miesiącach władze nasiliły represje. Organizacje pozarządowe z Baku szacują, że ponad sto osób jest więzionych ze względów politycznych. Wśród nich lider opozycyjnego ruchu na rzecz Republikańskiej Alternatywy „REAL” Ilgar Mammadov, który został skazany na siedem lat więzienia w związku z rzekomą organizacją protestów w mieście Ismailii w styczniu ubiegłego roku (warto zaznaczyć, że polityk przyjechał do miasta ostatniego dnia zamieszek).

Solą w oku władzy stał się jego wpis na blogu, w którym wskazał, że ludzie wyszli na ulicę w związku z szerzącą się korupcją i nierównościami społecznymi. Prokuratura zaraz po zatrzymaniu opozycjonisty w oficjalnym komunikacie prasowym napisała, że jego działania miały na celu polityczną i społeczną destabilizację kraju oraz że „nielegalny akt” będzie podlegał postępowaniu prokuratorskiemu. Pod koniec maja bieżącego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka rozpatrując skargę Mammadova, wskazał, że proces w jego sprawie był nierzetelny oraz że władze dopuściły się naruszenia domniemania niewinności, wydając komunikat prasowy o nielegalności działań polityka przed zakończeniem procesu wobec niego. Władze osiągnęły jednak zamierzony cel – tymczasowy areszt i postępowanie karne uniemożliwiło Mammadovowi udział w wyborach prezydenckich, które odbyły się zeszłej jesieni.

Konsekwencje raportowania o wydarzeniach w Ismaili spotkały Tofiqa Yagublu, dziennikarza gazety „Yeni Musavat” oraz członka opozycyjnej partii Musavat. Został on za to skazany na pięć lat i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Jego proces powiązany był z postępowaniem wobec Mammadova.

Z represjami ze strony władzy spotykają się również działacze społeczni. Pod koniec maja lista więźniów politycznych powiększyła się o dwie osoby. Anar Mammadli, założyciel organizacji monitorującej wybory Election Monitoring and Democracy Centre (EMDC), oraz Bashir Suleymanli, dyrektor wykonawczy organizacji, zostali skazani na karę pięciu lat i sześciu miesięcy oraz trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Podstawą skazania były rzekome sprzeniewierzenie i defraudacja na wielką skalę oraz uchylanie się od podatków w związku z działalnością organizacji. Osoby monitorujące proces nie mają wątpliwości, że realną przyczyną skazania działaczy był przygotowany przez EMDC raport z obserwacji wyborów prezydenckich w Azerbejdżanie w 2013 roku, dokumentujący nieprawidłowości i fałszerstwa wyborcze.

W ostatnim miesiącu administracja prezydenta uniemożliwiła wyjazd z kraju Leyli Yunus i jej mężowi, dwóm działaczom zaangażowanym w dialog Azersko-Ormiański w związku z konfliktem o Górny Karabach. Prawdopodobnie działaczy czeka proces. Prezydent z kolei podpisał ustawę umożliwiającą odebranie obywatelstwa osobom, które działają przeciwko państwu. Celem nowego ustawodawstwa jest pozbywanie się niewygodnych aktywistów z kraju.

Oprócz represji wobec działaczy władze regularnie ograniczają możliwości finansowania organizacji pozarządowych. Międzynarodowe instytucje finansujące działalność na rzecz praw człowieka i demokratyzacji trafiły na czarną listę, a wobec części z nich toczy się postępowanie wyjaśniające pod przykrywką walki z praniem brudnych pieniędzy. Organizacje działające na rzecz praw człowieka zostały zmuszone do rejestracji w Ministerstwie Sprawiedliwości otrzymanego wsparcia finansowego dla swoich projektów. W ostatnich miesiącach ministerstwo zaczęło odmawiać rejestracji, a to uniemożliwia wypłatę z banku przyznanych funduszy. Organizacje pozarządowe zaczęły rozważać – na wzór białoruski – możliwość operowania działalnością i jej finansowaniem w kraju zza granicy. Inspiracją do tego typu polityki jest niewątpliwie Rosja, w której od dłuższego czasu prawo określa organizacje pozarządowe, które otrzymują finansowanie zza granicy, „obcymi agentami”.

Organizacjom utrudnia się rejestrowanie, a ich praca na co dzień wymaga dużej odwagi. Działacze prowadzący szkolenia i warsztaty dla społeczności lokalnych nierzadko padają ofiarą aresztowań i wielogodzinnych przesłuchań. W samym Baku organizacja szkoleń jest praktycznie niemożliwa, hotele i centra konferencyjne regularnie odmawiają wynajmu sali. Źródło takich instrukcji jest jednoznaczne.

Gdy oczy świata zwrócone są ku Ukrainie, Aliyev rozmontowuje społeczeństwo obywatelskie Azerbejdżanu. Jednocześnie przedstawia światu wizerunek bogatego kraju na miarę zachodnich standardów. Widząc sytuację Ukraińców, władze muszą sobie zdawać sprawę, że utrzymanie dotychczasowego modelu represji i ograniczania praw podstawowych – z jednoczesną eksploatacją najuboższych – nie może się utrzymać na dłuższą metę. W żadnym z państw regionu ten model nie zadziałał.

Aby pozostać przy władzy świta Aliyeva prędzej czy później będzie musiała poradzić sobie z redystrybucją dóbr, napięciami społecznymi i powszechną korupcją. Otwartym pozostaje w tym kontekście pytanie, czy do czasu reform w kraju utrzymają się organizacje pozarządowe, które mogłyby je skutecznie wspierać – służąc radą i pomocą w zakresie praw człowieka i demokratycznych standardów. Na dzisiaj scenariusz przedstawia się czarno. Jeśli władze Azerbejdżanu nie zaprzestaną represji, wątpliwe wydaje się przetrwanie niezależnych organizacji w perspektywie najbliższego roku.

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze "W Punkt" – pobierz go bezpłatnie na iPada
Trwa ładowanie komentarzy...