Iwona bloguje i biega. Ale nie sama, towarzyszy jej pies-profesjonalista

Iwona i Fado
Iwona i Fado Fot. archiwum prywatne/Iwona Stepajtis
Iwona Stepajtis bloguje i biega. Kilka miesięcy temu dołączyła do naszego teamu PZU #BiegajNaZdrowie i szykuje się do maratonu w przyszłym roku. Ale nie trenuje sama: towarzyszy jej przyjaciel, pupil i bohater bloga, czyli kundelek Fado. - Naprawdę kocham, jak mój pies złapie rytm i tak sobie biegniemy we dwójkę. Świetne uczucie - mówi Iwona. Przy okazji odkryła nowego bzika: na punkcie kolorowych ubrań i butów do biegania.

„Biegać nie lubiłam nigdy, pamiętam szkolne wf-y na osiedlowym boisku i znienawidzony test coopera. Zawsze zostawałam z tyłu” - napisałaś na swoim blogu. Więc jak dałaś się przekonać?

Zaczęło się od silnej motywacji, żeby zacząć się ruszać. W styczniu weszłam na wagę i stwierdziłam: „O Boże? Muszę coś ze sobą zrobić, muszę zacząć ćwiczyć”. Więc zrobiłam postanowienie noworoczne: wystartuję w zawodach dogtrekkingowych z moim psem. Sama chciałam trochę się poruszać i przy okazji zacieśnić więź z Fado. Zależało mi, żeby był bardziej zdyscyplinowany i się usocjalizował. Więc od styczna zaczęliśmy spacery: najpierw krótkie, potem coraz dłuższe. W końcu te marsze trwały po dwie godziny i przestały wystarczać. Mój pies się nie męczył, ja też nie. Potrzebne było większe wyzwanie, więc stwierdziła: „zaczynamy biegać”. I nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale kocham biegać! Naprawdę kocham, jak mój pies złapie rytm i tak sobie biegniemy we dwójkę. Świetne uczucie.
Czyli psiak Cię zmotywował do biegania. To chyba Twoje oczko w głowie, prowadzisz o nim bloga...

Od trzech lat. Fado jest dokładnie w tym wieku. Średniej wielkości kundelek, którego przygarnęliśmy z przytuliska, ma nadmiar energii. Jest „po przejściach” bo został dotkliwie pobity, kiedy był mały. Bardzo dużo czasu i pracy zajęło nam, żeby przystosować go do kontaktu z człowiekiem. Teraz jest niesamowicie żywy, rzuca się na wszystko co tylko się rusza. A na blogu psiewedrowki.pl piszę o przygodach Fado, ale nie tylko. Poruszamy też tematy społeczne, jak adopcja psa ze schroniska, pozbywanie się psiaków w wakacje, akcja „Psia Miska”...

Minęło kilka miesięcy. Widzisz już jakieś zmiany? W sobie albo u Fado?

We mnie zmienił się przede wszystkim wygląd. Co prawda waga pokazała 10 kilo mniej, ale nie tyle schudłam co diametralnie zmieniła mi się sylwetka. Wszyscy to już zauważają. Mniej choruję, lepiej się czuję. Mąż zwrócił mi ostatnio uwagę, że przestałam narzekać - bo do tej pory ciągle narzekałam, że coś mnie boli, coś mi dokucza. A teraz nic. Nie przeziębiam się nawet, kiedy biegam w deszczu. Może to zasługa endorfin? Podobno nie tylko dają szczęście, ale i wzmacniają organizm.

Natomiast Fado jest dużo bardziej zdyscyplinowany. Biegamy z pasem biodrowym, połączeni taką specjalną uprzężą. I na początku to była masakra: Fado leciał gdzie chciał, zatrzymywał się przy każdej kupce trawy żeby ją obwąchać, zawracał... A ja musiałam łapać się ławki, żeby się nie przewrócić. Teraz jest między nami niesamowita współpraca, kiedy tak sobie razem biegniemy. On reaguje na komendy, jest karny, wykonuje polecenia: w lewo, w prawo, stój, wróć... Ludziom na ulicy opada szczęka, kiedy widzą że pies rozróżnia kierunki.
Kondycja się poprawiła? Ile teraz biegacie?

Na ostatnim treningu 7,5 kilometra. A kondycja poprawiła się radykalnie:
i mnie, i Fado.

Wyróżniasz się wśród biegaczy. Ponoć złapałaś lekkiego bzika i jesteś trochę „biegową trendsetterką”?

Moda biegowa to jest coś fantastycznego! Te kolorowe legginsy, dresy, koszulki. Ilość tego na rynku jest oszałamiająca. Ja już powoli zamieniam się w dresa, bo najchętniej chodziłabym ubrana w wygodne buty i kolorowy dres. Potrafię popłynąć, jeśli chodzi o kupowanie nowych rzeczy, choć bardzo staram się o zdrowy rozsądek. Kiedy idę biegać, wyciągam z szafy najbardziej kolorowe rzeczy. Uśmiechy ludzi, których mijam są bardzo przyjemne i dodają mi energii.

Czyli jesteś „biegową zakupoholiczką”?

Trochę tak... Straszne prawda? :)
Ale nie wydaję specjalnie dużo, bo szukam ciekawostek na wyprzedażach, w second-handach i na Allegro. Chociaż wiadomo, że jak zamawiam, to nie jedną rzecz, a kilka. I zamiast 20 zł robi się dwieście...
A pierwsze buty do biegania? Kolorowe czy wygodne?

Jedno i drugie. Kiedy zaczynałam biegać, to oczywiście przeczytałam w sieci mnóstwo „dobrych rad” na start. I wszędzie była informacja, że biegać można w powyciąganym dresie i starych ciuchach, ale buty muszą być wygodne, porządne i dopasowane do stopy. Pierwsze buty do biegania kupiłam jeszcze zanim dołączyłam do teamu PZU #BiegajNaZdrowie.

Kiedy gospodarujesz sobie czas ? Większość osób ma z tym problem, to najlepsza wymówka żeby uciec od biegania.

Najczęściej wieczorem. Mam dużo zajęć, ale jak to mówią: „im człowiek ma więcej obowiązków, tym jest lepiej zorganizowany”. Poranki są potencjalnie ciężkie, bo wtedy ludzie wychodzą na spacer z pieskami. I zamiast biegać, musiałabym pilnować żeby Fado żadnego nie zjadł. Poza tym nie szukam wymówek, moment kryzysu jeszcze nie nadszedł. Na szczęście, do tej pory obyło się też bez kontuzji.

Jakaś rada dla tych, którzy zaczynają?

Po prostu zacząć biegać :) Reszta przyjdzie sama.
Trwa ładowanie komentarzy...