Audrey Hepburn: jej prawdziwa historia. Właśnie ukazała się najbardziej rzetelna biografia aktorki

Film "Śniadanie u Tiffany'ego" z główną rolą Audrey Hepburn zapewnił jej ogromną sławę i na stałe wszedł do kanonu światowego kina.
Film "Śniadanie u Tiffany'ego" z główną rolą Audrey Hepburn zapewnił jej ogromną sławę i na stałe wszedł do kanonu światowego kina. Fot. wikipedia.org
Przez całe życie miała smutek w oczach i nikt nie wiedział dlaczego. Amerykański reżyser Billy Wilder powiedział kiedyś: „Bóg cmoknął ją w policzek i tak już zostało”. Nie chciała być wielką gwiazdą, nie pchała się na duży ekran. Ale została ikoną XX wieku i najlepiej opłacaną aktorką swojego pokolenia. Audrey Hepburn. W Polsce ukazała się właśnie jej obszerna biografia autorstwa Alexandra Walkera, uznawana za najlepszą i najbardziej rzetelną.

Świat podziwiał ją jako wielką aktorkę, ikonę elegancji. Ona sama miała do siebie zgoła inny stosunek: - Nigdy nie myślałam, że będę występować przed kamerą z twarzą jak moja - powiedziała po latach kariery. Kiedy zaproponowano jej pierwszą, dużą rolę w broadwayowskim przedstawieniu "Gigi" odmówiła. - Właściwie to jestem tancerką - powiedziała. Ostatecznie się zgodziła i tak otworzyły się jej drzwi do światowej kariery.
Była Brytyjko - Holenderką, urodziła się w 1929 roku w „dobrej rodzinie”. Jej matką była holenderska arystokratka, baronówna Ella van Heemstra. Korzenie rodu sięgały aż XVI wieku. Ojciec, Joseph Victor Hepburn-Ruston uchodził za doradcę finansowego. W rzeczywistości Brytyjczyk był raczej awanturnikiem, a jak pisze Alexander Walker: "jego środowisko i dalsze koleje losu to sekrety, które Audrey przez całe życie starała się ukryć". Co ciekawe, nazwisko Hepburn, które Audrey nosiła po ojcu, a które należało do angielskiej rodziny o bardzo długich korzeniach, nigdy jej się nie należało.

Rodzice byli bogaci, ale nieszczęśliwi. Często się awanturowali, a Audrey w biografiach wspominała, że chowała się wtedy pod stół. Kiedy dorosła, nigdy nie podnosiła głosu. Rodzice rozwiedli się, kiedy matka nakryła męża w łóżku z nianią. Sześcioletnia dziewczynka straciła kontakt z ojcem, później spotkała go jeszcze tylko raz: kiedy był już stary. Po rozwodzie zapadł się pod ziemię. Po latach znalazła go w Dublinie, dzięki pomocy Czerwonego Krzyża. Ale córka, choć miała do niego chłodny stosunek, to finansowo wspierała go aż do śmierci. Tajemnica jej relacji z ojcem to jeden z najciekawszych wątków w życiu aktorki.

Alexander Walker w biografii „Audrey Hepburn. Jej prawdziwa historia” wyciąga na światło dzienne archiwa, świadków i przedwojenne dokumenty, odkrywając związki rodziny z nazistami. W latach 30. matka aktorki była aktywną członkinią Brytyjskiej Unii Faszystów, a jej ojciec popierał Hitlera. Oboje brali udział w nazistowskich wiecach w Niemczech. Słono za to zapłacili w trakcie II wojny światowej. On znalazł się w brytyjskim obozie internowania, ona wraz z córką przebywała w Holandii, okupowanej przez nazistów.
Dla nastoletniej Audrey wojna była traumą, którą zapamiętała do końca życia. Przeżyła wielki głód zimą 1944, kiedy Hitlerowcy zaczęli odbierać żywność, a ludzie umierali z zimna i niedożywienia. Głód bardzo odbił się na zdrowiu aktorki: cierpiała na anemię i niewydolność oddechową, a skutki odczuwała do końca życia. Ponoć w trakcie wojny wyrabiała mąkę z cebulek tulipanów by piec chleb i wymieniała papierosy na penicylinę, kiedy jej matka ciężko zachorowała.


Wsparła jednak ruch oporu: dawała występy taneczne a zarobione pieniądze przekazywała na walkę z nazistami. Widziała, jak rozstrzelano jej wuja i kuzynkę. Żeby uniknąć prześladowań, w czasie wojny używała innego imienia i nazwiska bo imię „Audrey” brzmiało zbyt brytyjsko. Po latach dostała propozycję zagrania w ekranizacji „Dzienników Anny Frank”. Odmówiła. Wiedziała, że emocjonalnie temu nie podoła.

Chciała tańczyć. Po wojnie trafiła z matką do Londynu i zapisała się do szkoły baletowej. Ale szybko okazało się że nie zostanie primabaleriną, bo była zbyt wysoka (170 cm) i zbyt chorowita. Dorabiała więc jako modelka, w końcu postawiła na aktorstwo. Chociaż była niewiarygodnie piękna, na początku grała tylko małe rólki drugoplanowe w filmach i w teatrze.
Przełomem okazały się „Rzymskie wakacje” z Gregory'm Peckiem z 1951 roku. To był pierwszy wielki film w jej karierze, rolą zachwycili się krytycy, a ona dostała za nią Oscara. Później była do niego nominowana jeszcze cztery razy. Rola w „Śniadaniu u Tiffany'ego” sprawiła, że stała się znana i uwielbiana na całym świecie. Film był luźno oparty na motywach książki Trumana Capote, a autor nie był zadowolony z obsady. Z początku widział w tej roli Marylin Monroe. Ale to Audrey miała wdzięk, niewinność, talent i była też zabawna, więc publika szybko ją pokochała.

Reszta jest już historią. Stała się ikoną swoich czasów, najlepiej zarabiającą aktorką, wzorcem piękna. Jej filmy przeszły do klasyki kina, ona sama występowała u boku Freda Asteira, Humpreya Bogarta, i Cary'ego Granta. Ale nigdy nie czuła się wystarczająco dobra. - Poproszono mnie abym grała, kiedy nie umiem grać. Poproszono mnie, żebym śpiewała w „Zabawnej buzi”, kiedy nie potrafię śpiewać oraz żebym tańczyła z Fredem Astairem, kiedy nie potrafię tańczyć, a także żebym robiła wiele różnych rzeczy, na które nie byłam przygotowana. Później starałam się jak szalona sobie z tym radzić - wyznała po latach.

Jej żelazny charakter i pracowitość były słynne. Non stop czuła presję, która jej ciążyła. Potrafiła wstać o 5 rano żeby poćwiczyć rolę, do późnej nocy katować głos na lekcjach śpiewu i wychodzić z planu jako jedna z ostatnich. Nie była typową, rozpieszczoną gwiazdką.
Prawdziwy sens odkryła w życiu dopiero, kiedy urodziła dzieci. Swoje przemówienia zaczynała później często od pytania: "Co może być dla nas ważniejsze niż dzieci?" Dla niej nie było nic. Dlatego, kiedy rzuciła karierę w 1967 roku została ambasadorką dobrej woli UNICEF-u. Mówiło się, że to "rola pokazowa", że wystąpi kilka razy i na tym koniec. Ale ona się zaangażowała, i to bardzo. Jeździła do Somalii, Bangladeszu, Ameryki Południowej, angażowała się w pomoc humanitarną, przemawiała, zbierała pieniądze, fotografowała się z głodującymi dziećmi bo doskonale pamiętała swoje tragiczne dzieciństwo z czasów wojny. Umarła we śnie, po dłuższej walce z rakiem jelita. Na jej pogrzebie aktor Alain Delon powiedział, że zawsze było za późno na jego randkę z Audrey. I tak już zostało.

"Gdybym napisała biografię, zaczynałaby się w ten sposób: Urodziłam się w Brukseli, w Belgii, 4-go maja 1929 roku… i zmarłam sześć tygodni później.” - powiedziała w jednym z wywiadów Audrey Hepburn. Odniosła się do incydentu z dzieciństwa: kiedy była niemowlęciem przez nagły atak kaszlu przestała oddychać. Alexander Walker co prawda nie zaczął w ten sposób, ale jego "Audrey Hepburn: Jej prawdziwa historia" jest powszechnie uznawana za najbardziej rzetelną i kompletną biografię aktorki. Przyjaciele i ludzie, którzy zetknęli się z Audrey Hepburn, a których autor szukał po całym świecie, archiwa, nagrania i dokumenty składają się na bardzo drobiazgowy, bardzo pełny portret "gwiazdy, która sama nie dostrzegała swojego blasku". Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Trwa ładowanie komentarzy...