Ryszard Kalisz: Mamy konserwatywny przechył. Politycy PiS rozumieją go jako promowanie tego, co chcą biskupi

Ryszard Kalisz nawołuje, by Polska nie stawała się krajem dla jednej tylko grupy, czyli katolików.
Ryszard Kalisz nawołuje, by Polska nie stawała się krajem dla jednej tylko grupy, czyli katolików. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
W Polsce od lat jest podglebie do powstawania deklaracji wiary kolejnych grup zawodowych – uważa Ryszard Kalisz, szef stowarzyszenia Dom Wszystkich Polska. – Wiara ma charakter wewnętrzny i jest sprawą prywatną każdego człowieka – mówi w "Bez autoryzacji". Deklaruje też, że jego ugrupowanie nie wystawi kandydata na prezydenta Warszawy.

Kolejne deklaracje wiary, ostatnio nauczycieli, to już złamanie prawa czy dopiero zapowiedź złamania?

Ona ma charakter oświadczenia publicznego i sama w sobie złamaniem prawa nie jest. Wdrażanie jej w życie narusza z kolei konstytucyjną zasadę, że państwo jest neutralne światopoglądowo i urzędy, w tym szkoły, nie powinny promować żadnej wiary ani ateizmu. Czyli jej stosowanie byłoby naruszeniem konstytucji i wymagałoby reakcji przełożonych.



Polska nie może stawać się krajem tylko dla jednej grupy ludzi. Artykuł 1. Konstytucji mówi, że Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. To znaczy i katolików, i muzułmanów i agnostyków. Wiara ma charakter wewnętrzny i jest sprawą prywatną każdego człowieka, a tam gdzie mamy do czynienia ze sferą państwową, wiara nie powinna być obecna.

Poza tym w Konstytucji jest mowa o autonomii szkoły. Wiarę można szerzyć w kościele, na procesjach – i tego nikt nie kwestionuje – ale nie w szkole.

To oddolna, spontaniczna akcja, czy inspirowana przez kogoś?

Nie zastanawiałem się, czy to inspirowana akcja, ale na pewno jest ku temu w Polsce podglebie. Mamy od dziewięciu lat konserwatywny przechył. Ten konserwatyzm jest często przez polityków – głównie PiS-u – utożsamiany z promowaniem Kościoła rzymskokatolickiego. Nawet nie religii, nie zasad wiary, ale Kościoła i tego, co chcą biskupi.

Platforma Obywatelska jest również konserwatywna i religijna, choć w innym stylu. Od lat mówi się o konflikcie między Kościołem toruńskim a Kościołem łagiewnickim. Tego rodzaju podglebie, gdzie wydaje się, że cała przestrzeń należy do ludzi wiary katolickiej, powoduje, że inicjatorzy takich deklaracji nie mają świadomości art. 1 Konstytucji.

W szkole podglebiem do takich deklaracji było wprowadzenie nauki religii?

To było odbicie od czasów PRL-u, gdzie religia była nauczana przy kościołach. Przez to, że Kościół był otwarty i był jedyną instytucją antysystemową, sprzeciwiającą się PRL-owi, to był naturalny ruch. Chociaż mało kto pamięta, że nauka religii została wprowadzona do szkół nie ustawą, a rozporządzeniem.

Ale to nie przyczyniło się Kościołowi, bo ci, którzy uczyli się religii przy kościołach są chyba lepiej wyedukowani. Dzisiaj natomiast mamy do czynienia z zawłaszczeniem całej przestrzeni przez ludzi, którzy uważają, że mają prawo do dominacji w Polsce.

Mówił pan o prawicowym przechyle…

Tak, to jeden z powodów, ale nie bez znaczenia.

Ale na razie nie widać, żeby lewica była w stanie się mu przeciwstawić. Z zalotów Millera i Palikota nic nie wynikło.

To prawda. Dzisiejsza lewica instytucjonalna nie ma żadnej siły, by dokonać przeobrażenia Polski w kierunku państwa wolnościowego. Dzisiaj w tym dyskursie większą rolę odgrywają osoby z autorytetem, jak prof. Jerzy Osiatyński, a mniejszą partie, czyli SLD i Twój Ruch. Ten drugi, sprowadzając dyskurs do antyklerykalizmu też popełnił błąd, bo nie zrozumiał tożsamości Polaków.

Zna pan i środowisko Twojego Ruchu i SLD. Z czego wynika fiasko rozmów o zjednoczeniu?

Ze źle rozumianego patriotyzmu wewnątrz SLD. To bardzo wyposzczona partia, chciałaby szybko być u władzy, bo ona bez władzy obumiera. Kiedy tej władzy nie będzie zbyt dużo – bo notowania koalicji oscylowały wokół 13 proc. – to dzielenie się czymkolwiek z kimkolwiek było dla szefów wojewódzkich nie do pomyślenia.

To znaczy, że pozycja Millera nie jest tak silna, jak może się wydawać.

Jeżeli on przedstawia koncepcję, a 16 szefów wojewódzkich, jak jeden mąż, się przeciwstawia, to o czymś świadczy.

Pan i Dom Wszystkich Polska będziecie współpracować z Zielonymi?

Nie wykluczamy współpracy z kimkolwiek, jesteśmy otwarci. Z Zielonymi bardzo długo rozmawiałem jeszcze na jesieni, ale w tej chwili żadnych konkretów nie ma. Na razie przygotowujemy się do wyborów samorządowych.

W ostatnią sobotę mieliśmy radę, ustaliliśmy zasady naszej partycypacji w tych wyborach. One są zdecentralizowane, więc tam, gdzie można, wchodzimy w porozumienia z lokalnymi strukturami organizacji pozarządowych, mogą być też partie polityczne, i tworzymy komitety obywatelski. Proponujemy, choć nie upieramy się, by one nazywały się „Porozumienie Ryszarda Kalisza”.

Będziemy zawierali takie porozumienia tam, gdzie są struktury SDPL i Unii Lewicy. Będziemy popierali wybranych kandydatów na prezydentów miast, a w kilku będziemy mieli własnych.

Także w Warszawie?

W Warszawie chyba nie. Jednocześnie prowadzimy rozmowy z innymi partiami, również z SLD, by poumieszczać naszych ludzi na listach, szczególnie do sejmików. Te wybory są już upolitycznione, ale trzeba, żeby nasi ludzie tam startowali, by mieli możliwość przetarcia się, sprawdzenia swoich możliwości.
Trwa ładowanie komentarzy...