Kapryśne, zawodne i nieobliczalne. Stare auta – za co je kochamy

i jak tu ich nie kochać..
i jak tu ich nie kochać.. mat.prasowe galeria Asymetria
„(Miasto). Masa. Maszyna”. W warszawskiej galerii „Asymetria” ruszyła druga odsłona wystawy „fotodizajn”, która jest spojrzeniem na wzornictwo przemysłowe okresu PRL-u. Tym razem na warsztat zostały wzięte tematy, powiązane z Peiperowskim hasłem. Wśród prac będzie można znaleźć zdjęcia fabryk Tadeusza Sumińskiego, czy konceptualne widoki Stadionu Dziesięciolecia Zbigniewa Dłubaka, nam jednak najbardziej spodobała się fotorelacja Wojciecha Plewińskiego z rajdu samochodów, który odbył się w 1959 roku na placu Defilad w Warszawie. Zdjęcia samochodów obudziły w nas tęsknotę i dziką potrzebę posiadania starego auta. W końcu kto z nas ich nie kocha.

– Z samochodami jest trochę jak z kobietami, najlepiej smakują te, które trzeba zdobyć – mówi Piotr, kolekcjoner starych aut. – Można oczywiście pójść do salonu, kupić nowiutki samochód, ale to nie ta sama radość. W końcu to pójście na łatwiznę. Co innego jak miesiącami kompletuje się części, składa w garażu, pucuje by potem wyjechać na miasto. Co z tego, że auto często psuje się już za rogiem. Moment, w którym wkładamy kluczyki i pierwszy raz odpalamy nasze marzenie, jest najpiękniejszy pod słońcem - Piotr bez końca mógłby opowiadać o swojej pasji. Stare samochody to jednak dziś, już nie tylko gratka dla kolekcjonerów, ale również silny miejski trend. Co raz częściej pod modnymi klubami spotyka się nie najnowsze wersje BMW, ale właśnie te z lat 70. czy 80. Co z tego, że nie mają nawigacji, super radia czy strefowej klimatyzacji. Mają coś więcej. Duszę.

– Zawsze marzyłem o Saabie 900. To dla mnie ideał samochodu. Jest po prostu piękny, kojarzy mi się z intelektualną elitą Nowego Jorku. Jak widzę na mieście ludzi jeżdżących tym autem, to chcę być jak oni. W tym samochodzie podoba mi się wszystko. Nie zamieniłbym go na nic innego – wyznaje jeden z dziennikarzy sportowych. Jego zdanie podziela redaktorka kultury – Hania Rydlewska, która zarzeka się, że jak tylko zrobi sobie prawo jazdy, to Saaba kupi. Hania zakochała się w tym aucie, po obejrzeniu filmu „Bezdroża”. Kultura rzeczywiście ma duży wpływ na nasze moto-gusta. W redakcji kilka osób, zamarzyło o Vespie po obejrzeniu „Rzymskich wakacji” czy o Mini Morrisie po „Włoskiej robocie”. Filmy to jednak nie wszystko, liczy się też sentyment. Koleżanka z newsroomu marzy o starym Fordzie, bo taki miał jej pierwszy chłopak. Inna natomiast ma słabość do mercedesów, bo taki mieli jej rodzice jak była dzieckiem i słysząc dźwięk jego silnika przed oczami migają jej obrazki z pierwszych wakacji.

Choć stare auto bywa uciążliwe, często się psuje i trzeba o nie bardziej dbać, wielu z nas o nim marzy. Głównie dlatego, że jest niepowtarzalne i często za stosunkowo niską cenę daje nam poczucie luksusu. Wiele osób wyznaje też opinie, że dawniej robiło się samochody solidniej. Dlatego wolą inwestować w naprawy, niż kupować "współczesny plastik". Najważniejszy jednak wydaje się sam charakter. Sunąc po szosie autem, które przejechało już setki kilometrów i wdziało w życiu więcej niż my, to niesamowite doświadczenie. Liczy się też sylwetka. Te starsze przez swoją prostotę były bliższe naszym gustom. Stąd też pewnie tendencja do wznawiania kultowych modeli, chociażby Fiata 500 czy Mini Morrisa. Sama gdybym mogła, to kupiłabym sobie BMW 635 CSI. Pokochałam je za pochyły przód, super kształt i osobowość. A wy, za jakie auto dalibyście się pokroić?



Galeria "Asymetria"
(Miasto).Masa.Maszyna
21.04 - 15.06
ul. Jakubowska 16, Warszawa
Trwa ładowanie komentarzy...