Grupa naTemat

Sikorski nie autoryzował rozmowy, Erbel napisała wywiad od nowa. Passent: Każdy ma prawo modyfikować poglądy

Sikorski nie autoryzował rozmowy, Erbel napisała wywiad od nowa. Passent: Każdy ma prawo modyfikować poglądy.
Sikorski nie autoryzował rozmowy, Erbel napisała wywiad od nowa. Passent: Każdy ma prawo modyfikować poglądy. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Dla jednych cenzura i "Photoshop", dla drugich elementarne narzędzie dziennikarskiej rzetelności i zwykłej uczciwości. Autoryzacja, czyli prawo rozmówcy do przeczytania swoich wypowiedzi przed publikacją, w ciągu ostatnich dni wypłynęła kilkukrotnie. I dzieli – czytelników i dziennikarzy. Czy ten PRL-owski wynalazek świadczy o jakości dziennikarstwa w naszym kraju, czy też powinien wreszcie zostać zniesiony?

Niemal zawsze, gdy przeprowadzam wywiad z ekspertem, proszę o autoryzację. Robię to, aby uniknąć ewentualnych błędów merytorycznych, o które nie trudno w czasie rozmowy telefonicznej. Nigdy zaś o autoryzację nie proszę na przykład polityków, którzy chętnie komentują bieżące wydarzenia. Ci zaś korzystają z prawa do autoryzacji najczęściej i proszą o przesłanie wypowiedzi przed publikacją. Niestety – to, co otrzymuję z powrotem bardzo często przypomina wystawioną sobie laurkę, niż słowa które rzeczywiście padły.
Tak też było w przypadku weekendowego wywiady kandydatki na prezydenta Warszawy Joanny Erbel, która w znaczący sposób zmieniła odpowiedzi na pytania zadane przez dziennikarkę "Gazety Wyborczej", która na znak protestu opublikowała obie wersje: przed i po autoryzacji. Czy zmiany były zbyt daleko idące? Zdania są podzielone. Na brak autoryzacji skarży się też Radosław Sikorski, którego słowa opublikowane na łamach amerykańskiego serwisu Politico.com wywołały burzę.

Były wykładowca dziennikarstwa i publicysta Adam Szostkiewicz zawsze zniechęcał swoich studentów do autoryzacji. – To są wymysły z minionej epoki. Powodują nierównowagę między dziennikarzem a osobą wywiadowaną. Zwłaszcza, jeśli chodzi o osoby publiczne, które powinny kontrolować swoje emocje i wypowiedzi. W innym przypadku ich status publiczny jest dyskusyjny i nie do końca nadają się do pełnienia swoich ról – mówi dziennikarz "Polityki". A co na to prawo?
Art. 14 ust. 2 Prawa Prasowego
(ust. z dn. 26 stycznia 1984 r.)

Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana. Dziennikarz nie ma obowiązku prawnego informowania udzielającego wiadomości o prawie żądania autoryzacji (odmiennie: J. Sobczak – dziennikarz ma obowiązek, choć nie wynika on z treści żadnej ustawy). Poinformowanie o prawie żądania autoryzacji jest etycznie wskazane. Dziennikarz nie musi zabiegać o autoryzację, wystąpienie o nią należy do udzielającego informacji. Czytaj więcej

Szostkiewicz przywołuje wywiady, które przeprowadził ze Zbigniewem Brzezińskim. który nigdy nie oczekiwał autoryzacji. – W świecie anglosaskim, który jest mi bliski dlatego że pracowałem w brytyjskich mediach, postkomunistyczny pomysł autoryzacji jest nieznany. Brzeziński mówił tyle, ile chciał powiedzieć. I nie było żadnej autoryzacji – słyszę od swojego rozmówcy. Wskazuje jednak wyjątek, czyli osoby które są różnego rodzaju ekspertami.

– To znawcy danego tematu, w ich przypadku sytuacja się zmienia. Dziennikarz spisujący rozmowę może się pomylić, bo nie zna się na danej materii. W takiej sytuacji nie przeszkadzałoby mi, że ktoś prosi mnie o autoryzację tekstu. Chodzi o to, aby nie popełnić błędu. Dziennikarz z szacunku dla tematu, dla faktów, przed publikacją wysyła taki materiał, a bohater wywiadu ostatecznie go aprobuje – wyjaśnia Adam Szostkiewicz.
Kto jest właścicielem naszych poglądów?
Zwolennikiem autoryzacji wywiadów jest Daniel Passent. Publicysta uważa, że osoba wywiadowana ma prawo nawet do daleko idących zmian. – Co innego mówi się w kawiarni czy w przelocie, a co innego kiedy człowiek zasiądzie przy biurku nad tekstem i stara się doprecyzować swoje poglądy – stwierdza mój rozmówca. Zdaniem Passenta, człowiek jest właścicielem swoich poglądów i ma prawo je modyfikować.
Daniel Passent
Dziennikarz i dyplomata

Kiedy Marszałek Sejmu udziela wypowiedzi w tak delikatnej sprawie, z taką niesłychaną informacją, że Putin proponował Tuskowi rozbiór Ukrainy, to mi się wydaje że taka informacja musi być autoryzowana i zastrzeżona. Jest takim dużym chłopcem, któremu się coś wymyka, a później tego żałuje.

Felietonista "Polityki" nie wyklucza, że dziennikarz "Politico" przedstawił wypowiedź Radosława Sikorskiego w sposób dokładny, a może nawet dysponuje nagraniem. – Sikorski nie mówi, że tego nie powiedział. Tylko że jego słowa zostały nadinterpretowane, czyli że te słowa padły. To mnie akurat nie zaskakuje, bo Radosław Sikorski ma tendencję, by mówić szybciej, niż myśli – słyszę od swojego rozmówcy.

Dziennikarze naciągają teksty?
Pytaniu o zasadność autoryzacji towarzyszy najczęściej inne, dotyczące kondycji samego dziennikarstwa. Szostkiewicz zauważa, że w redakcjach panuje duże napięcie i trzeba szybko oddawać teksty. – Pytanie, czy dziennikarze nie są skazani na popełnienie różnych gaf i błędów. Oczywiście w moim odczuciu są, ale to już jest problem w organizacji pracy – mówi. Bez wątpienia również dziennikarze wyciągają najciekawsze i najbardziej chwytliwe fragmenty wypowiedzi, co niekiedy może zmieniać sens wypowiedzi rozmówcy. Trzeba jednak pamiętać, że teksty muszą mieć określoną objętość i obowiązkiem dziennikarza jest dbanie również o to, by zawrzeć w nim esencję wypowiedzi, bez zbędnego rozwlekania. W tle jest też termin oddania tekstu, a autoryzacja czasami potrafi przeciągać się w nieskończoność.

Sporo kontrowersji wywołał też ostatni wywiad Joanny Erbel dla "Gazety Wyborczej". Gazeta opublikowała wersję przed i po autoryzacji, ponieważ jej zdaniem wprowadzone zmiany były zbyt daleko idące. Obie wersje pokazują, jak bardzo rozmówcy zmieniają ich treść. – To nieporozumienie, żeby ona mogła się w ten sposób zachowywać. Nie kontroluje tego co mówi, więc później pisze wywiad sama na nowo – uważa dziennikarz. To sprawia, że czytelnik nie dowie się o braku przygotowania w danych kwestiach i pomyśli, że rozmówczyni miała gotową, świetną odpowiedź na każde z pytań. – Prawda była inna, więc jest tu jakiś rodzaj nieuczciwości wobec opinii publicznej – mówi Szostkiewicz.
Z tym nie zgadza się Daniel Passent, który uważa, że "Gazeta Wyborcza" nie powinna drukować nieautoryzowanego wywiadu. – Mogli napisać, że w pierwszej wersji wywiadu pani Erbel nie podała faktów, nie znała ich, tylko uzupełniła je w autoryzacji. Można było opisać okoliczności wywiadu. Ale przyłapać kogoś na niewiedzy i drukować to, aby tę osobę skompromitować, to mi się nie podoba – słyszę od swojego rozmówcy. Passent doskonale rozumie taką sytuację, ponieważ kilka lat temu miesięcznik "Press" opublikował jego wywiad bez autoryzacji, którą dziennikarz wysłał.

Wiele osób uważa jednak, że autoryzacja to nic innego, jak cenzura.
Bartosz Węglarczyk pisze na łamach rp.pl, że z powodu autoryzacji wyborcy nie mogą się dowiedzieć z gazet, co naprawdę myślą ich przedstawiciele i inne osoby życia publicznego. – Autoryzacja służy ukrywaniu błędów popełnianych przez polityków podczas wywiadu. Każdy dziennikarz zna dziesiątki opowieści o tym, jak polityk, artysta, czy sportowiec usuwa z wywiadu niewygodne dla niego odpowiedzi, jak pisze je na nowo pod dyktando zaprzyjaźnionego PR-owca – pisze Węglarczyk.

To, że rozmówca może wręcz wystraszyć się tego, co powiedział chwilę wcześniej, odczułem osobiście. Po przesłaniu do autoryzacji nagranej rozmowy, która trwała kilkanaście minut i na dobrą sprawę nie dotyczyła żadnej kontrowersyjnej sprawy, moja rozmówczyni po kilku godzinach odesłała informację, że rezygnuje z wywiadu i zabrania jego publikacji. Kilka godzin pracy zmarnowane.

Bartosz Węglarczyk przyznaje jednak, że i jemu zdarzyło się zażądać autoryzacji wywiadu, bo osoba która go przeprowadzała miała tendencję do przeinaczeń. – Dzięki autoryzacji uniknąłem więc tłumaczenia się potem z czegoś, czego nie powiedziałem – pisze Bartosz Węglarczyk. To pokazuje, że sprawa autoryzacji nie jest jednoznaczna i zarówno jedna jak i druga strona popełnia błędy. Podstawowym zaś jest brak uczciwości i wzajemnego zaufania.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MediaDziennikarzeRadosław Sikorski
Skomentuj