“Ściągnę sobie w domu…” Bogowie, Miasto 44 już w sieci. Polska piratem Europy?

Piractwo w Polsce ma się coraz lepiej
Piractwo w Polsce ma się coraz lepiej Fot. fdecomite / flickr.com / http://bit.ly/1jm0Gf7 / CC BY
To, że Polacy ściągają nielegalnie muzykę czy filmy, wiemy od dawna. I nic się w tej kwestii nie zmienia. Najpopularniejsze polskie hity kinowe już są dostępne do ściągnięcia w sieci. Tuż po premierach. Dlaczego?

Dobry film to prawdziwy skarb dla piratów
“Eee tam, ściągnę sobie w domu…” Usłyszałem od znajomego, któremu polecałem jakiś czas temu film “Mama”. Obraz Xaviera Dolana trafił do kin całkiem niedawno, ale z nielegalnym ściągnięciem go, na przykład z torrentów, dziś problemu żadnego nie będzie. Jak to możliwie, że kinowa premiera niemal od razu trafia do sieci?

Produkcje, które odniosły sukces frekwencyjny i kasowy, to łakomy kąsek dla piratów i powiedzmy sobie to wprost - grup przestępczych. To one są najlepiej zorganizowane, posiadają zaplecze techniczne oraz ludzi. To, co kiedyś można było nazwać prowizorką, dziś jest dochodowym biznesem. Kradzież filmu, który właśnie wszedł do kin? Żaden problem. Ukraść "taśmę" z filmem, którego nie ma jeszcze w kinach? Pewnie, że się da. I oczywiście zyski z handlu nielegalnymi kopiami czerpią piraci, tracą natomiast twórcy. I tak jest na całym świecie. A jak jest w Polsce?

W Polsce piractwo ma się naprawdę całkiem dobrze
Powiedziałbym - kwitnąco. Przykład? Kinowy hit jakim bez wątpienia jest film Jana Komasy “Miasto 44” niemal od razu po premierze znalazł się w sieci. Podobnie jest z “Bogami” - filmem o życiu i pracy Zbigniewa Religi.
Polska jest jednym z liderów europejskiego piractwa, a liczba pobrań nielegalnie udostępnianych plików na jednego mieszkańca lokuje nas w światowej czołówce. Według analiz PwC nawet 30% internautów sięga po nielegalne kopie, a straty społeczne i gospodarcze wynikające ze skali tego zjawiska to nawet 700 mln zł rocznie! Jego ograniczenie przyczyniłoby się do powstania nawet 6500 miejsc pracy. Wojciech Bojarski - prawnik, dyrektor zarządzający kancelarii Glass-Brudziński zajmującej się ochroną własności intelektualnej, wyjaśnia, jak ogromny problem mamy z piractwem w Polsce:
Wojciech Bojarski, prawnik

Prawdziwy hit kinowy może bardzo szybko stać się hitem internetowym i ograniczyć liczbę widzów kinowych nawet na poziomie kilkudziesięciu tysięcy, nie mówiąc już o sprzedaży legalnych kopii na dostępnych nośnikach i w systemie VOD. Praktyka pokazuje, że polski hit może być udostępniany nawet 1 mln razy.

Jak walczyć?
Nielegalna dystrybucja znacząco ogranicza liczbę widzów w kinach i zyski producentów, wbrew tezie środowisk związanych z ideą „wolności sieci”, że łatwa dostępność do filmów w sieci wpływa na popularność tych samych w kinach. Według mnie - bzdura totalna! Ba, jakiś czas temu pisałem, że film Komasy obejrzało ponad milion widzów w rekordowo krótkim czasie. Nie wiemy jednak, jak piractwo wpłynęło na frekwencję w kinach. A dokładnie - jak bardzo ją obniżyło. I w efekcie - ilu Polaków tak naprawdę “Miasto 44” obejrzało. Jeżeli piractwo promuje polską kulturę - to naprawdę z naszym myśleniem jest bardzo, ale to bardzo źle. No dobrze, jak zatem z piractwem walczyć? Okazuje się, że w naszym kraju to nie takie proste:
Wojciech Bojarski, prawnik

Niestety właściciele praw autorskich mają ograniczone pole działania. Pozostaje im jedynie zgłaszać swoje roszczenia do właścicieli portali i kanałów udostępniania, a w dłuższej perspektywie dochodzić swoich praw wobec instytucji, ale również od osób, które dopuściły się nielegalnego udostępniania. Trzeba podkreślić, że taka forma udostępniania zgodnie z polskim prawem jest przestępstwem.


Wojciech Bojarski zaznacza także, że autor może walczyć o odszkodowanie, ale bardziej na własną rękę: - W takim wypadku odszkodowania mogą wynosić od kilkunastu nawet do kilkuset tysięcy złotych. Niestety właściciele praw autorskich są niejako zmuszani do podejmowania kroków prawnych na własną rękę, ze względu na stosunkowo słabą ochronę instytucjonalną.


Pisząc ten artykuł, dostałem zaproszenie na konferencję poświęconą… piractwu w Polsce. 29 października zostanie zorganizowana i będzie nosić nazwę „Piractwo internetowe katem polskiej kultury”. Przypadek? Powiedziałbym - problem, który właśnie zaczyna nam się wymykać spod kontroli. Bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że piractwo ma ogromny wpływ na rozwój kultury, sztuki, w szczególności branży filmowej, muzycznej i wydawniczej. Po prostu ją zabija.

Anti Piracy Protection
Skontaktował się ze mną pan Marcin Przasnyski z firmy Anti Piracy Protection, który komentuje całą sprawę słowami, iż artykuł jest społecznie potrzebny, porusza ważne wątki i opowiada się po stronie "dobrej', ale, tu cytat: "Zawiera nieprawdziwe informacje. “Bogów” nie ma w sieci i nigdy nie było." Informacje o działalności Anti Piracy Protection na stronie www.antypirat.info.

Chcesz więcej stylu? Znajdź nas na facebooku.
Trwa ładowanie komentarzy...