Grupa naTemat

Kandydat PiS na prezydenta stolicy Jacek Sasin: Nie płacę w Warszawie podatków, bo mnie nie zachęciła

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
– Nie płacę podatków w Warszawie, bo Warszawa mnie do tego nie zachęciła. Chciałbym się związać z Warszawą podatkowo – stwierdził na antenie RMF FM Jacek Sasin, kandydat PiS na prezydenta stolicy. Pan Sasin nie chce współfinansować miasta, ale już zarządzać nim jak najbardziej. A powinno być odwrotnie.

Warszawska oferta
Jacek Sasin swoje podatki płaci w Ząbkach. To tam łoży na ulice, szkoły, szpitale i wszystkie inne rzeczy finansowane z samorządu. Pan Sasin nie chce jednak być burmistrzem w Ząbkach, a prezydentem Warszawy. W stolicy podatków nie płaci, bo go nie zachęcono. Jak mówił też w wywiadzie dla gazeta.pl, nie ma zamiaru nagle przenosić się do stolicy przed wyborami, tylko po to, żeby tu płacić podatki.


Ponoć do ludzi takich, jak pan Sasin, którzy mieszkają tuż pod Warszawą – Ząbki od stolicy dzieli kilometr – stolica „nie kieruje dobrej oferty”. W tym samym wywiadzie kandydat PiS stwierdza, że przecież i tak już 300 tysięcy mieszkańców tego miasta podatków nie płaci, a byłby to dodatkowy miliard w budżecie. Co Warszawa miałaby zrobić, żeby Jacek Sasin łaskawie dołożył do stolicy - tego nie wiadomo.

Sam nie płaci, ale z innych ściągnie
Jednocześnie Sasin zapowiada, że jeśli zostanie prezydentem, to wprowadzi darmową komunikację miejską... dzięki „nowym podatnikom”. Zauważam tu, poza skandaliczną wypowiedzią, o czym zaraz, ewidentny brak politycznej logiki.

Gdybym był politykiem i planował takie rzeczy, zacząłbym od siebie. Jeśli mam, czy jako kandydat, czy już prezydent, zachęcić innych do płacenia tu podatków, zaczynam od siebie. Pokazuję: tak, współfinansuję Wasze i swoje potrzeby, jedziemy na jednym wózku.

Tymczasem pan Sasin na antenie RMF FM chwali się tym, że jest zupełnie inaczej. Nie wiem, w jaki sposób może to kogokolwiek zachęcić do zostania w stolicy „nowym podatnikiem”. Pal licho, że w ogóle Sasin to robi – jeszcze gorsze jest jego wyjaśnienie. „Bo Warszawa mnie nie zachęciła” - mnie państwo polskie w ogóle nie zachęca do płacenia podatków. Ale płacę, czym przyznaję sobie prawo do krytykowania i żądania uznania mojego głosu w debacie na temat tego, w jaki sposób owe pieniądze zostają potem wydane.

Chcesz krytykować i rządzić? To płać!
Pan Sasin nie płaci, ale przyznaje sobie za to prawo nie tylko do krytykowania i żądania, ale nawet do zostania prezydentem. Choć należy do grupy 300 tysięcy osób, przez które Warszawa musi się bardziej zadłużać, które na co dzień tu mieszkają, pracują, mają życie, ale na noc wracają do swoich podwarszawskich sypialni. A potem jeszcze przyjeżdżają i często narzekają, jaka to Warszawa nie jest – drogi dziurawe, na ulicach korki, komunikacja miejska zapchana, a w szpitalach kolejki. Ale już na to, żeby dołożyć od siebie trochę pieniędzy i wesprzeć miasto w próbach poprawienia tej sytuacji, rozwoju infrastruktury, myśli mało kto.

Zanim pan Sasin po raz kolejny zacznie krytykować władze Warszawy, jakie by one nie były, warto, żeby najpierw wziął finansową współodpowiedzialność za rozwój miasta, a dopiero potem próbował moralizować. Od cudzych pieniędzy niech trzyma się z daleka.

Pomijając nawet kwestię współodpowiedzialności, to takie chwalenie się przez kandydata PiS jest po prostu bezczelne i przez płacących w stolicy podatki może być odebrane jako zwykły brak szacunku dla ich pieniędzy. A myślałem, że to Joanna Erbel strzeliła w sobie stopę tuż przed wyborami.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodatkiWarszawaPrawo i SprawiedliwośćSamorządyWybory
Skomentuj