Policjanci będą karać sprzedawców karpi. "Mundurowi powinni się tym zajmować"

Handel karpiem jak znęcanie się nad zwierzętami. "Ludzie reagują śmiechem, ale policja powinna się tym zajmować".
Handel karpiem jak znęcanie się nad zwierzętami. "Ludzie reagują śmiechem, ale policja powinna się tym zajmować". Fot. W.Kardas / Agencja Gazeta
Mundurowi są obecnie szkoleni w sprawie ochrony praw zwierząt, chodzi o karpie. To tylko z pozoru zaskakujące, ponieważ takie sprawy się zdarzają, a do tej pory nie traktowano ich poważnie. – Przyjeżdżają, nie zabezpieczają dowodów i umarzają potem postępowanie z powodu ich braku. A my nic nie możemy zrobić – mówi o stanie obecnym prawniczka Karolina Kuszlewicz, która bierze udział w szkoleniu mundurowych.

– Policjant powinien przyjechać na miejsce zdarzenia, zebrać dane zażalającego, sprzedawców i kierownictwa sklepu, bo oni również są odpowiedzialni. Patrol powinien zrobić dokumentacje fotograficzna, nagrać filmik. To wszystko – wylicza dalej Kuszlewicz, która rozmawiała ze mną w przerwie między szkoleniami policjantów w Katowicach. Powiedziała, że gdy podczas zajęć pytała, kto z zebranych miał do czynienia z ustawa o ochronie zwierząt, tylko jedna osoba podniosła rękę.



Prokuratura raz za razem umarza sprawy
Lepsza współpraca z policją jest niezbędna. Kuszlewicz stara się uczestniczyć już w pierwszym przesłuchaniu w sprawie na komendzie. Prowadzi w tej chwili wiele spraw dotyczących traktowania karpi, dwie z nich są na wokandzie. To procesy precedensowe.
Kuszlewicz czasem styka się ze śmiechami na sali sądowej, ale nie mają one wpływu na decyzję sądu, który najczęściej krytykuje wcześniejsze zachowanie policji. W tych sprawach grożą nawet dwa lata więzienia, bo ustawa dotyczy znęcania się nad wszystkimi zwierzętami kręgowymi. Prawniczka oskarża w sytuacjach znanych z ulic: przetrzymywanie ryb w skrzynkach bez wody, przekładanie ryb trzymając je za skrzela, pakowanie ich do plastikowych toreb.

– W tym roku już są pierwsze interwencje w tej sprawie – mówi szef Klubu Gaja, Jacek Bożek, który też uczestniczy w katowickim szkoleniu. – Ludzie do nas dzwonią, musimy to zgłosić na policję. Policja nie jest tym zainteresowana, no bo chodzi o ryby. Reagują wzruszeniem ramion. Zakładamy, że jak prawnicy wyjaśnią, że jest łamane prawo, to będą mieli większe rozeznanie.
„Ryby mogą oddychać w folii. Przez skórę”
– Oskarżeni mają zazwyczaj kilka koncepcji procesowych. Teraz najpopularniejsza jest: klient nasz pan, wiec pakujemy karpia do siatki bez wody. To nie zwalnia od przestrzegania ustawy, ryby muszą być w wodzie – mówi prawniczka.

W jednej ze oskarżony kwestionował twierdzenie, że ryba (przechowywana wcześniej w basenie z niedotlenioną wodą, albo w wiadrze) dusi się w siatce foliowej bez wody. Twierdził, że może przez kilka godzin oddychać przez skórę, więc to, czy potem męczy się i dusi, to już kwestia tego jak traktuje rybę w domu klient. Odpowiedzialność spychana jest na kupującego, albo na niezwykle wytrzymałą fizycznie rybę.

Temat jest nieprzyjemny, ale wydawało mi się, że ludzie pracujący w wielkich halach targowych nad morzem, skupujący i sprzedający ryby z kutrów rybackich będą się w stanie do sprawy traktowania zwierząt odnieść. Od jednego właściciela usłyszałam, że on w swojej pracy traktuje ryby tylko i wyłącznie jako źródło zarobku. Prosił, żeby to podkreślić. Radził, by szukać humanitarnych odruchów u konsumentów.

– Przyzwolenie społeczeństwa wynika tylko z tego, że ryby nie okazują swoich cierpień tak, jak inne zwierzęta – tłumaczy spokojnie tego typu myślenie Karolina Kuszlewicz. I zapowiada organizowane takich szkoleń także w innych miastach, m.in. w Warszawie. – Chcielibyśmy, żeby sprzedaż działa tak: ryba, która żywa trafia do sklepu, żywa z tego sklepu nie wychodzi. Po prostu – podsumowuje Jacek Bożyk.

To, co mówi, jest zgodne z prawem.
Trwa ładowanie komentarzy...