Grupa naTemat

Polska właśnie ograła Gazprom. Już trzy czwarte gazu możemy kupić z Zachodu. Taniej

Jan Chadam, prezes budującej gazociągi firmy Gaz System mówi, że nie musimy się już obawiać mitycznego zakręcenia kurka przez Rosjan.
Jan Chadam, prezes budującej gazociągi firmy Gaz System mówi, że nie musimy się już obawiać mitycznego zakręcenia kurka przez Rosjan. Gaz System
Tej zimy straszenie w mediach zakręcaniem gazowego kurka przez Rosjan nie będzie już miało sensu. Dzięki inwestycjom w międzynarodowe połączenia, większość gazu, który importowaliśmy ze Wschodu, możemy kupić na Zachodzie. I do tego znacznie taniej.

PGNiG chce renegocjować ceny gazu z Gazpromem, mamy realne szanse na obniżkę?

Jan Chadam, prezes Gaz Systemu, polskiego operatora systemu gazociągów: W ciągu ostatnich pięciu lat nasza spółka stworzyła nowe możliwości importu gazu, z kierunku innego niż wschodni. Z tego powodu mogą to być zupełnie inne negocjacje. W 2009 roku uwarunkowania techniczne infrastruktury przesyłowej były takie, że 90 procent importowanego gazu mogliśmy kupić tylko z Rosji. A dziś ponad 70 procent potrzeb w zakresie importu możemy realizować z kierunku zachodniego. Już sama techniczna możliwość takich zakupów zmienia naszą pozycję negocjacyjną.

Zdaje się, że ceny dla nas i reszty Europy znacząco się różnią. Od dawna mówi się, że Polska za swoją polityczną krnąbrność płaci znacznie wyższe stawki za rosyjski surowiec niż Niemcy, Francja i reszta państw Unii

Z danych ośrodków analitycznych rzeczywiście wynika, że płaciliśmy niemal najwyższą cenę w Europie. Ale zaczyna się to powoli zmieniać. Coraz więcej klientów kupuje gaz na giełdach: polskiej i za granicą. Mamy obecnie ponad 70 klientów, z którymi są podpisane umowy przesyłowe. Korzystają oni z nowych możliwości technicznych importu gazu do Polski z kierunku zachodniego. Dziesięć lat temu był tylko jeden klient.

Jak to działa?

Jest to możliwie dzięki połączeniom transgranicznym (Polska – Niemcy oraz Polska – Czechy) oraz tak zwanym rewersom na gazociągu jamalskim. Rewers wirtualny, uruchomiony w 2011 roku, działa w ten sposób, że firma kupuje gaz u kontrahenta na zachodzie lub na giełdzie, ale nie musi fizycznie importować go z kierunku Niemiec. Ponieważ surowiec i tak płynie ze Wschodu na Zachód gazociągiem jamalskim, można go odebrać w punkcie wyjścia z tego gazociągu w Polsce. Reszta to rozliczenia handlowe pomiędzy firmami. W ten sposób do naszego kraju możemy importować 2,3 mld m sześc. gazu rocznie z kierunku zachodniego.

A prawdziwy, fizyczny import z Zachodu?

Na połączeniu z Niemcami i Czechami jest to fizyczny transport. Natomiast na gazociągu jamalskim rewers fizyczny jest możliwy wtedy, kiedy nie ma przesyłu gazu ze Wschodu na Zachód. Gdyby więc doszło do wstrzymania dostaw ze Wschodu, to ten sam gazociąg możemy wykorzystać do transportu gazu z kierunku Niemiec do Polski. W ten sposób można importować 5,5 mld m sześc. rocznie z rynku zachodniego. To daje pewność polskim odbiorcom, że można zapewnić od strony technicznej transport gazu z kierunku zachodniego w dużych ilościach. To zdecydowanie poprawia nasze bezpieczeństwo w zakresie dostaw gazu.
Możemy kupować rosyjski gaz po niższych cenach oferowanych na zachodzie Europy? Jesteśmy zabezpieczeni przed zakręceniem kurka. Jak nam się to udało?

Te zmiany nie były rzeczywiście szczególnie nagłośnione, ale nie na tym nam zależało. Chcieliśmy przeprowadzić proces przejęcia operatorstwa na gazociągu jamalskim i umożliwienia rewersów zgodnie z prawem unijnym i polskim. I to nam się udało. Podpisaliśmy umowę o zarządzaniu przesyłem gazu gazociągiem jamalskim i zostaliśmy wyznaczeni przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki na niezależnego operatora. Potem wprowadziliśmy, oparty na rynkowych zasadach, kodeks sieci określający warunki korzystania z wolnych mocy przesyłowych. Najważniejszy jest jednak fakt, że podmioty na rynku gazu w Polsce aktywnie z tego korzystają i mają już wymierne korzyści, kupując taniej gaz na rynkach zachodnich.

Ile gazu możemy importować, w razie czego, z nowych, niezależnych od Gazpromu źródeł?

1,5 mld m sześc. to przepustowość połączenia w Lasowie na granicy polsko-niemieckiej i 0,5 mld m sześc. w Cieszynie na granicy polsko-czeskiej. Razem z rewersem fizycznym na gazociągu jamalskim mamy techniczne możliwości zakupu 7,5 mld m sześc. na rynku zachodnim. Możemy więc 75 procent gazu sprowadzić od nowych dostawców. Kiedy w przyszłym roku ruszy terminal LNG, będziemy mogli być w pełni niezależni. Temat zapewnienia bezpieczeństwa w zakresie dostaw gazu przestanie więc istnieć. Będziemy mogli wypracować mechanizm obniżania cen zakupu. Czas też pomyśleć jak wykorzystać położenie geograficzne Polski, wykorzystać je do zarabiania na przesyle gazu do sąsiednich krajów.

Kto ewentualnie mógłby kupować surowiec z naszego systemu?

Gazociąg łączący terminal LNG z krajowym systemem przesyłowym jest już gotowy i nagazowany. Czekamy za zakończenie prac na terminalu LNG w Świnoujściu. Myślę, że kraje takie jak Austria, Węgry, Czechy, Słowacja czy Ukraina będą bardzo zainteresowane korzystaniem z polskiego gazoportu i transportem gazu polskim systemem przesyłowym. Przesyłamy już teraz surowiec na zlecenie niemieckiej firmy na Ukrainę.

Zagramy Rosjanom na nosie nie kupując od nich gazu?

Nie chodzi o to, żeby nie kupować gazu do wschodniego dostawcy. Raczej o to, aby ceny od tego dostawcy były konkurencyjne w porównaniu do cen zakupu gazu na Zachodzie. Kluczem do bezpieczeństwa i konkurencyjnego runku jest stworzenie jednego europejskiego systemu gazociągów i technicznych możliwości przesyłu gazu pomiędzy krajami. Załóżmy, że Algierczycy prześlą swoje LNG poprzez gazoporty w Hiszpanii, norweskie i brytyjskie również dostarczą swój surowiec do systemu. Są jeszcze Amerykanie i Kanadyjczycy gotowi sprzedawać europie gaz łupkowy. Nie ma siły, cena będzie musiała się wyrównać dla wszystkich odbiorców w Europie, szczególnie w tych, które z powodów historycznych były skazane na zakupy od jednego, dominującego dostawcy.

Kiedy pojawił się projekt wspólnych zakupów gazu przez kraje UE krytycy mówili, że względu na różne interesy państw pomysł jest nie do realizacji

Rozbudowując połączenia między systemami państw osiągamy ten sam efekt bez spektakularnych międzynarodowych negocjacji. Pojawi się więcej źródeł dostaw gazu, konkurujących ze sobą, bez barier infrastrukturalnych dotarcia na rynek. Każdy będzie mógł kupić surowiec na giełdzie, czyli po cenie rynkowej, a nie uzależnionej politycznie i odebrać go w dowolnym miejscu. Wówczas to, skąd pochodzi gaz, przestaje mieć znaczenie, bo będzie decydowała cena.

Ile wyniosłyby ewentualne oszczędności?

Komisja Europejska oszacowała, że obniżenie cen zakupu gazu dla Europy mogłyby przynieść ponad 30 mld euro rocznie. Teraz unijni urzędnicy stawiają nas za wzór w prowadzeniu polityki bezpieczeństwa energetycznego. Najlepszym dowodem na to jest dalsze wsparcie Komisji Europejskiej dla naszych projektów. Gdy zaproponowaliśmy budowę gazociągu Polska-Litwa i prace projektowe dla gazociągu Polska-Czechy i Polska-Słowacja, Komisja Europejska od razu przyznała nam połowę z 600 mln euro puli programu Łącząc Europę (Connecting Europe Facility)
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
RosjaGaz
Skomentuj