„Pociąg zaje***y, żadnego białego, je**ne Erasmusy”, czyli co usłyszałem jadąc z Modlina do Warszawy

W pociągach można się sporo nasłuchać. Wcale nie trzeba się starać.
W pociągach można się sporo nasłuchać. Wcale nie trzeba się starać. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Ten tekst mógłby zacząć się popularnym w sieci komentarzem „mój kraj, taki piękny”, a skończyć nie mniej znanym „kurtyna”. Bo w ten sposób idealnie można podsumować i spiąć klamrą sytuację w noworocznym pociągu z Modlina do Warszawy.

Pociąg bezprzedziałowy, ładny, wygodny, ale i obłożony. Tragedii jednak nie było, każdy mógł znaleźć siedzącą miejscówkę. Zdecydowana większość pasażerów to podróżni, którzy jechali do Warszawy z pobliskiego lotniska, a na dworcu w Modlinie mieli przesiadkę do pociągu. Nie zabrakło obcokrajowców – kilkoro Azjatów, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy, była też jedna Ukrainka.


Generalnie cisza, spokój, wszyscy zmęczeni noworoczną podróżą. Wtem na następnej stacji wchodzi gwiazda. Było ją słychać, jeszcze zanim widać.

Ku**a, je**ne Erasmusy się zjechały, cały pociąg zaj**any. Na początku to już w ogóle masakra. Prawie żadnego białego człowieka nie ma, jeszcze tylu skośnych siedziało.

Powiedziała to krzycząc niemal na cały głos na oko 20-letnia "studentka", dosiadając się do trójki swoich znajomych, którzy podobny dialog jeszcze potem pociągnęli. Że co tu robią, po co przyjeżdżają i jakim prawem w ogóle zajmują miejsce w pociągu. Takie tam „śmieszki”.

Obok siedziało kilku "Erasmusów". Po ich minach było widać, że gwiazda chyba nie wzięła pod uwagę, że też mogą mówić po polsku. Patrzyli – to na nich, to na mnie – i nie dowierzali, ja patrzyłem i się wstydziłem.
Gwiazda i jej trójka znajomych to jeden z tych typów, którzy rozmawiają tak, że nie sposób ich nie słyszeć. Nawet gdyby się bardzo starać. Znacie, prawda? Co gorsze, nie był to żaden „element’. Kolejni studenci wracający po przerwie świątecznej na studia. Z dyskusji wynikało, że jeden z nich („ku*wa, weźcie, nie jestem pedałem”) studiuje nawet medycynę.

Z dyskusji udało się wywnioskować coś jeszcze. Kilka minut słuchania takiej rozmowy, parę kliknięć w telefonie i już siedząc obok przed oczami miałem facebook'owe profile dwóch z czterech uczestników rozmowy (słyszałem ich, ale nie widziałem).

Ciekawe czasy, czasem warto ugryźć się w język, bo ja tylko buraka wyszukałem, a nigdy nie wiadomo, co ktoś inny zrobi z tymi danymi. Sam fakt krzyczenia na cały pociąg już pomijając...
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodróżeLotnisko w ModlinieLotnisko
Skomentuj