Odprawy to zło? Górnicy już raz dostali ogromne pieniądze. Wydali je na tico i lanosy

Górnicy już raz dostali odprawy. 15 lat temu takie rozwiązanie nie wypaliło
Górnicy już raz dostali odprawy. 15 lat temu takie rozwiązanie nie wypaliło Fot. Sławomir Kamiński / AG
Górnicy już raz przerabiali wariant z sowitymi odprawami na odchodne. Kiedy 15 lat temu likwidowali im kopalnie, wzięli gotówkę, kupowali telewizory, samochody i jeździli na wycieczki, a po kilku miesiącach zostawali bez grosza. Ich losy powinny ostudzić głowy tych, którzy chcieliby wypłacić pracownikom Kompanii Węglowej nawet 170 tys. na głowę.

Osłoda zwolnienia
Zgodnie z pierwotnym rządowym planem dla czterech kopalni Kompanii Węglowej pracownicy, którzy w wyniku restrukturyzacji stracą posady, będą mogli odebrać jednorazową odprawę w wysokości 24 miesięcznych pensji. Takie uprawnienie dotyczy około 400 górników. Każdy może dostać średnio nawet 170 tys. zł brutto. Jak twierdzą zwolennicy tego rozwiązania, to wystarczająco dużo, by zainwestować w siebie, przekwalifikować się i zagwarantować sobie nowy start na rynku pracy.

Ale czy na pewno? Pomijając już fakt, że reprezentanci innych branż nie mają szans na tak opłacalne pożegnania z pracodawcą, doświadczenia z górniczymi odprawami nie nastrajają optymistycznie.

Bilet do przyjemności
Rząd Jerzego Buzka też likwidował kopalnie, i to masowo. Za czasów koalicji AWS-UW kosztem kilku miliardów złotych pozbyto się 23 nierentownych przedsiębiorstw, a zwalnianym górnikom oferowano m.in. odprawy z Górniczego Pakietu Socjalnego. W latach 1998-2001 z górnictwa odeszło ponad 100 tys. ludzi, z czego połowa wybrała jednorazowe wypłaty (pozostali mieli urlopy górnicze i wcześniejsze emerytury). Przeciętne świadczenie wynosiło 37 tys. zł. Sporo było takich, którzy mimo iż mogli dostać pracę gdzie indziej, wybierali gotówkę.

– Bo to był majątek. Odejście z kopalni w ramach Górniczego Pakietu Socjalnego z 40 tys. brutto wielu górnikom po prostu spadło z nieba. Nie zastanawiali się długo. Wybierali pewne pieniądze – wspomina prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, który wraz z kolegami po fachu prowadził badania na ten temat.

Do 31 grudnia 2012 roku z Górniczego Pakietu Socjalnego skorzystało ponad 67 tys. osób. Rząd planował, że skorzysta 65 tys..

Zaledwie po kilku miesiącach rzeczywistość zweryfikowała rządową strategię i myślenie górników. Z raportu naukowców, cytowanego m.in. przez “Dziennik Zachodni”, wynika, że gotówka nie posłużyła celowi, jakim było zaktywizowanie byłych pracowników zakładów górniczych. 33 proc. z nich w ogóle nie przystąpiło do poszukiwania pracy, a 18 proc. po odejściu deklarowało, że nie zamierza tego robić w “najbliższym czasie”.


Od kasy do patologii
Co więc robili? Spłacali długi, kupowali meble, sprzęty RTV, AGD, komputery… Co piąty zamierzał stworzyć własną firmę. ale niewielu się to udało. Najczęściej próbowali w sklepach odzieżowych i barach. – Odprawy, które dostawaliśmy, to był duża kwota, ale zbyt mała, żeby założyć dobrą firmę – mówił “Dziennikowi Zachodniemu” Damian Grabowski, były górnik z kopalni Dębieńsko, a dziś właściciel dobrze prosperującej firmy kamieniarskiej i zakładu pogrzebowego.

Potem również co piąty żałował i deklarował, że wolałby jednak nie brać pieniędzy, tylko zostać w kopalni.

– Odprawy górnicze to było jedno wielkie nieporozumienie. Wielu ludzi myślało, że zawojują świat. Kupili samochody, najczęściej był to Daewoo Lanos lub Tico – pisze na forum górniczym "Wincenty".

Tak było. Mój rozmówca z Bytomia, który zna górnicze realia, opowiada, że 15 lat temu mówiło się, że pod kopalniami w kolejce ustawiali się dilerzy samochodowi. Czekali na wychodzących z odprawami górników. Lanosy "schodziły" jak świeże bułeczki.
Prof. Marek Szczepański

"Desperados" - tak nazywali tych, którzy pozbyli się pieniędzy bardzo szybko, np. wyjeżdżając na wycieczkę na Karaiby. Ale nie było ich wielu. Około 40 proc. wykorzystywało odprawy na cele konsumpcyjne, także na wykup mieszkań i spłatę długów.

Gorzej, że nierzadko zaczynało się od lanosów, a kończyło na biedzie. Gotówka starczała na krótko, potem były kłopoty, pożyczki, depresje, alkoholizm... "Newsweek" opisywał kilka lat temu historię Jana Leśnika, byłego górnika kopalni Dębieńsko w Czerwionce-Leszczynach, który wziął 40 tys., bo chciał założyć biznes, potem zbierał złom, by skończyć na bezrobociu. Cytowany w artykule doktor Konrad Tausz z Głównego Instytutu Górnictwa oszacował, że co piąty z górników z jednorazowymi wypłatami wpadł w tak poważne tarapaty.
"Wincenty"

Po roku pieniędzy brakło, zaczęły się problemy i tak ludzie spadali na samo dno wraz z całymi rodzinami, dla których górnicy byli żywicielami. Oczywiście są przypadki gdy byłym górnikom udało się i wyszli dobrze na odprawach górniczych ale takich przypadków jest niewiele. Moim zdaniem można było przeczekać ciężki okres dla górnictwa, zredukować etaty a nie posyłać ludzi na pożarcie rynku.

wpis z forum górniczego
Wędka, nie ryba
Na tym przykładzie widać wyraźnie, że "program osłonowy" nie może sprowadzać się wyłącznie do wypłacenia górnikom kilkudziesięciu czy nawet kilkuset tysięcy złotych. Programy aktywizacyjne, pomoc prawna w przypadku chęci założenia firmy, szkolenia – "osłona" górników powinna przewidywać ich powrót na rynek pracy, a nie przyspieszać wykluczenie.

– Dzisiejsze rozwiązania zaproponowane przez rząd przypominają tamten pakiet socjalny. Mam nadzieję, że rządzący unikną starych błędów. Rozdawnictwo pieniędzy nie wystarczy – podsumowuje prof. Szczepański.
Trwa ładowanie komentarzy...