Lidl chciał ładnie pokazać kulisy sklepu, a tam… „wyzysk” przy obieraniu cebuli. Takich prac jest w Polsce dużo więcej

Liczą się wytrzymałe oczy i zręczne dłonie. Potem wygoda zakupu  już obranej cebuli kosztuje 2,5 zł więcej.
Liczą się wytrzymałe oczy i zręczne dłonie. Potem wygoda zakupu już obranej cebuli kosztuje 2,5 zł więcej. Lidl/YouTube.com
Co się dzieje z cebulą zanim trafi do sklepów Lidl? Promocyjny film sieci handlowej miał pokazać fajnych przedsiębiorców, dobrej jakości polskie produkty i ciekawe kulisy handlowego biznesu. Pokazano firmę Onix, jedną z największych firm cebulowych w Polsce. Nowoczesne magazyny po dach wypełnione cebulą, nowe ciągniki z przyczepami i wypucowane tiry rozwożące towar, ale również… ręczne obieranie cebuli.

– Zapach! Strasznie intensywny! – krzywi się prezenter i mruga przez łzy. Wchodzi do obieralni cebuli. Sześć kobiet podstawia wielki pojemnik pod taśmociąg, który zrzuca kilka metrów sześciennych cebuli. Obieraczki biorą krzesła, siadają i zaczynają kroić. – Wielu z nas nie kwapi się do obierania cebulki dlatego można kupić cebule gotową do krojenia . Obieraniem cebulki zajmują się panie, które muszą mieć wytrzymałe oczy i sprawne ręce – mówi prowadzący. Na filmie widać, że stale siedzi i obiera kilkanaście osób. Co zadziwiło wielu widzów.


„Myślałem, że do obierania cebuli to jest specjalna maszyna”. „Uosobienie raju dla przeciętnego Polaka”, „Polaczki cebulaczki”, "Ile obieraczki mają za godzinę? Albo pewnie na akord co w sumie daje pewnie 728 zł na m-c. Tylko na filmie to wszystko tak ładnie wygląda i wesoło” – to cytaty z komentarzy pod filmem.
Cebulowy kopciuszek
Do każdej pracy trzeba mieć szacunek, bo być może mieszkańcy wielkopolskiego Zakrzewa nie mają szans na lepszą czy wygodniejszą pracę. Niesmak jednak pozostaje. Film dokumentuje, że Polska to kraj wyjątkowo taniej pracy ludzkich rąk. To tak jakby promować, że na budowie Stadionu Narodowego nie mieszano betonu w betoniarce tylko ręcznie, łopatami – zatrudniając 100 osób.

– Zajęcie ręcznego obierania cebuli jest zupełnie bez sensu, bo jedna maszyna zastępuje pracę 10 osób – mówi pan Sławomir z krakowskiej firmy Najbar, od lat zajmującej się mechanizacją sadownictwa i warzywnictwa. Prezentuje przy okazji maszynę M&P, która obiera 6,6 tys. sztuk cebuli na godzinę. Obsługa jednoosobowa. Rzecz w tym, że taka maszyna kosztuje około pół miliona złotych. – Koszt maszyny przy założeniu wykorzystania różnych dotacji czy ulg zwraca się po 3 latach. Jednak wielu przedsiębiorców wychodzi z założenia, że do obierania taniej jest zatrudnić ludzi – dodaje.

– Nie przejmuję się hejterami z internetu. Ostatnio zarzucili nam, że ktoś w butach wszedł na hałdę cebuli. Bez sensu, nie ma co dyskutować – mówi Jakub Jazdon z firmy Onix. – Do obierania zatrudniam tylko osoby na umowę o pracę, żadnych śmieciówek i tylko polskich pracowników. Dlatego nas wybrał Lidl, bo jesteśmy całkiem transparentni i uczciwi – wyjaśnia w rozmowie z naTemat. Tłumaczy, że cebule obiera się ręcznie, bo przy okazji pracownicy dokonują selekcji jakościowej. – Odrzucają co gorsze i brzydsze warzywa. Następnie krojoną cebulę np. ćwiartki czy krążki wysyłamy do Anglii, gdzie dodaje jej do posiłków cała branża fastfoodowa – opowiada biznesmen.
Mroczna bajka o obieraniu
Polska to drugi w Europie producent – wynika z danych Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Polskie firmy zarabiają także na eksporcie warzywa – od 10 do kilkunastu milionów euro rocznie. Obraną cebulę Lidl sprzedaje za 3,99 zł/kg, nieobraną po 1,49 zł. Podobne różnice są we wszystkich sieciach handlowych. Trudno powiedzieć, ilu klientów potrzebuje luksusu nabycia za 2 złote drożej obranej cebuli.

Mimo to w całej Polsce kwitną nielegalne obieralnie. Głośno o nich na forach internetowych. Przedsiębiorcy płacą 25 groszy od kilograma żerując na najbiedniejszych mieszkańcach wsi. Przez cały dzień człowiek jest w stanie obrać 200-300 kg cebuli. Wychodzi więc 50, góra 80 złotych dniówki. – Przyjeżdża, zostawia ludziom kilka ton towaru, a po kilku dniach wraca i wypłaca pieniądze. Tak dorabiają całe PGR-yy – donosi czytelnik BiznesForum.pl. Rok temu przedsiębiorca za pośrednictwem powiatowego urzędu pracy w Wałbrzychu szukał 200 osób na cebulowe zlecenia.
Robota głupiego
Inne czasochłonne i niewdzięczne zajęcia, na które wciąż jest popyt pracodawców? Sortownia banknotów NBP zatrudnia pracowników, którzy całymi dniami odginają zagięte rogi banknotów. W innych bankach centralnych pracuje się maszynowo, ewentualnie wymienia banknoty na nowe.

Kolejny przykład to nocne liczenie towaru w sklepach dużych sieci handlowych. Na inwentaryzacjach polegających na skanowaniu tysięcy batonów czy paczek chipsów pudełek papierosów płacą 10 zł na godzinę. –Jak ktoś przychodzi i pyta o pracę to zatrudniamy go nawet na noc czy dwie – mówi pracownik marketu w Warszawie.

200-300 złotych za noc zarobi profesjonalny łapacz drobiu. To pracownik wynajęty do opróżnienia hodowli indyków, które dojrzały do uboju. Według teorii pracodawców, tylko ręczne łapanie i umieszczanie w samochodach gwarantuje, że indyczego mięsa nie zepsuje kwas mlekowy. Ten wydziela się pod wpływem stresu, jeśli siłą i za dnia przegonić ptaki do aut. Ponieważ najdorodniejsze indyki mają nawet po 18 kg „wysiłek jest taki jak całonocny marsz przez góry z ciężkim plecakiem” – cytat z ogłoszenia.

Również w fabryce słodyczy Ferrero w Belsku Dużym pod Grójcem, która uchodzi na największą i najnowocześniejszą w Europie, praktykuje się ręczne konfekcjonowanie słodyczy. Część pracowników niczym świstaki z reklamy Milka – siedzi i zawija w sreberka. 3 złote za kilogram ręcznie zawijanych krówek to stawka jaką zaproponowano reporterce "Gazety Wyborczej", która zatrudniła się w znanej fabryce naszego narodowego przysmaku.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaZarobki
Skomentuj