"Polskie obozy śmierci" – znowu o nich wspomnieli. To pokłosie ignorancji Zachodu, który ma niską świadomość Zagłady

Rampa kolejowa przy Auschwitz II - Birkenau.
Rampa kolejowa przy Auschwitz II - Birkenau. Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
"Polskie obozy śmierci" - określenie, które działa na Polaków jak płachta na byka, bo obozy, w których na skalę fabryczną zabijano Żydów, ale także mordowano naszych rodaków, jak i przedstawicieli innych nacji, to nie "cudowny" pomysł zrodzony w kraju nad Wisłą, choć właśnie tu doczekał się realizacji. Tymczasem na Zachodzie swoje (nie)wiedzą.

Kiedy my szykujemy się do obchodów 70. rocznicy wyzwolenia kompleksu obozowego Auschwitz, CNN nieświadomie przypomniał o poważnym problemie pisząc o"polskich obozach". Szybko się zreflektowano, ale wpis był faktem.
Zanim się oburzymy, powinniśmy wiedzieć, że w Brzezince, nazwanej przez okupanta Birkenau, rzeczywiście funkcjonowała fabryka śmierci czy jak kto woli obóz zagłady. Stamtąd setki tysięcy więźniów "wydostawały się" przez kominy. Poza "fabryką" istniały tzw. obóz macierzysty (Auschwitz I), utworzony przez Niemców na terenie byłych polskich koszar wojskowych w 1940 roku, a także obóz pracy przymusowej (Auschwitz III-Monowitz). Wszystko na polskiej ziemi.
Niemieckie obozy, "polskie" getta?
Żyjemy w kraju, gdzie wydarzyła się Zagłada, jesteśmy, przynajmniej w części, jej świadomi. W o wiele większym stopniu niż przeciętny "człowiek Zachodu".

Różnica polega na tym, że byliśmy świadkami Holokaustu, sąsiadami setek tysięcy zamęczonych Żydów. Polskich Żydów, którzy byli obywatelami naszego kraju. Zanim zaczęli masowo ginąć w obozach zagłady, mieszkali za drutami kolczastymi lub murami zamkniętych dzielnic. Gett żydowskich na okupowanych terenach Polski. Getta warszawskiego, łódzkiego, lwowskiego - bo tak właśnie utarło się je nazywać. A czemu nie mówimy o "niemieckim gettach dla Żydów w okupowanych przez Niemców polskich miastach"?

Z "polskimi obozami" sprawa jest podobna. Co jakiś czas w zachodnich publikacjach czytamy o tego typu określeniach; mało tego prezydent największej globalnej potęgi i przyjaciel Polaków - Barack Obama, w 2012 roku popełnił taką gafę. Oczywiście z niewiedzy, nie ze złych intencji.
Okoliczności były jednak wyjątkowe - ceremonia uhonorowania pośmiertnie wybitnego Polaka Jana Karskiego najwyższym amerykańskim odznaczeniem cywilnym - Medalem Wolności. Za to, że w czasie wojny z narażeniem życia próbował alarmować świat o Holokauście. Jego misja się nie powiodła, ale gdyby żył, zapewne by u Obamy interweniował. Pewnie by go zawstydził.

Jeszcze jedno: Karski działał jednocześnie jako kurier i emisariusz rodzimego ruchu oporu, Polskiego Państwa Podziemnego. Zestawienie tych struktur z "polskimi obozami" jest po prostu niedorzeczne.

Takie wpadki to w głównej mierze efekt edukacji historycznej, tzn. jej braku. Amerykanie mówiąc o "polskich obozach" mają na myśli te niemieckie, bo coś im się obiło o uszy, że II wojna światowa zaczęła się właśnie w Polsce. Stosują kryterium geograficzne, choć ze wskazaniem Polski na mapie mają częstokroć trudności.

Nazistowski czy niemiecki?
Inni toczą spory o nazewnictwo - "nazistowski niemiecki obóz", tylko "nazistowski" czy sam "niemiecki". A to w kontekście głosów, które odnoszą się do prawdziwych (lub nie) prób relatywizacji win przez naród niemiecki. Pojawiają się opinie, jakoby Niemcy zrzucali winę na nazistów właśnie, choć to oni, jako naród, poparli zbrodniczą ideologię w latach 30. XX stulecia. Tylko że władze zachodniego sąsiada już dawno przeprosiły za grzechy uznając przeszłość kraju za wstydliwą kartę dziejów.
Co nie przeszkadzało jednak wyemitować w publicznej telewizji po prostu słabego faktograficznie serialu z niemieckimi matkami i ojcami w tytule. Nie mówiąc już o szeroko komentowanym artykule "Spiegla" z 2009 roku o wymownym tytule "Wspólnicy - europejscy pomocnicy Hitlera przy mordowaniu Żydów". Dowiadujemy się z niego, że Zagłada 6 mln Żydów to nie tylko sprawka Niemców, bo winę za Holokaust należałoby rozłożyć na takie narody jak m.in. Ukraińcy, Rumuni, Węgrzy, Francuzi czy wreszcie Polacy. Setki tysięcy ludzi. Tyle tylko, że te tłumy nie znały wojny, zanim nie wywołał jej "naród poetów".

"Polskie obozy" istniały?
Są wszak i tacy, którzy mówią o "polskich obozach" w kontekście powojnia. Po 1945 roku alianci wykorzystywali Niemców w obozach pracy i koncentracyjnych, a za takie uchodziły też te, nad którymi zarząd sprawowały NKWD i "polskie" Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.

Obozy funkcjonowały m.in. w Oświęcimiu (po wyzwoleniu), na Majdanku czy w Świetochłowicach. Więźniami byli niemieccy jeńcy, folksdojcze, Ślązacy, Ukraińcy, "wrogowie ludu", w tym żołnierze polskiego podziemia - z ramienia Armii Krajowej lub Narodowych Sił Zbrojnych. Te wszystkie ośrodki zakładano jednak z woli komunistów.
Czy Zachód nauczy się kiedyś, że Holokaust to wina Niemców, którzy masowo poparli nazizm wybierając na swojego przywódcę niedoszłego austriackiego malarza? Kluczem będzie edukacja, przekonywanie, że znajomość choćby podstawowych faktów, mechanizmów rządzących ludźmi przed laty, ułatwia zrozumienie nie tylko tego, co się wydarzyło, ale i tego, co współcześnie nas otacza. Po prostu uświadamia.
Trwa ładowanie komentarzy...