Ania Rusowicz: myślę, że moi dziadkowie byliby dumni z wnuczki

Ania Rusowicz na koncercie w 2014 roku
Ania Rusowicz na koncercie w 2014 roku Fot. Aniarusowicz.com.pl
– Nie chcę być głosem Polaków. Chcę dbać o pamięć, bo dla mnie jest to ważne – mówi Ania Rusowicz w osobistej rozmowie o historii. I tej wielkiej, i tej osobistej, ale przez to wcale nie mniejszej.

O projekcie Panny Wyklęte powiedziano wiele. Czym jest jednak dla Pani osobiście?



Projekt Panny Wyklęte jest hołdem dla kobiet, które żyły, walczyły, kochały i ginęły w realiach wojny. Chodzi tu o nadanie sensu ich zaangażowaniu i poświęceniu po to, aby dziś współczesne kobiety mogły żyć tak jak chcą. Możemy być wdzięczne za to, co od nich dostałyśmy. To dzięki ich bohaterstwu dziś mamy lekcje, jak być odważnymi i jak doceniać życie. To mogłaby być każda z nas. Mamy to szczęście, że nie stanęłyśmy z wojna twarzą w twarz. Różni nas tylko czas.
Pytam, bowiem Pani dziadek uciekł z transportu do Katynia...
Mój dziadek był oficerem Armii Krajowej. Walczył dla Polski. Gdy dostał się do transportu do Katynia, niektóre informacje o tym, że żaden z oficerów nie wrócił z tamtych stron żywy, przedostawały się powoli do kraju. Moja babcia stojąc w kolejce w sklepie usłyszała, jak ludzie opowiadają o tym, że Rusowicz nie żyje, że został zamordowany. Babcia Wiktoria, czyli mama mojej mamy, została sama z trójką malutkich dzieci. Ze stresu osiwiała w tydzień. Pamiętam babcię z pięknymi platynowymi włosami.

Kiedy dziadek wrócił?
Po ponad pół roku od tamtego czasu w pewną noc babcia usłyszała łomot do drzwi i głos dziadka: “Wicia otwórz , to ja!” Babcia zerwała się z łóżka i z podejrzliwością zapytała: “Edward, przecież Ty nie żyjesz!?”.

Jak dziadek uciekł?
Okazało się, że dziadek wraz ze swoim adiutantem, gdy dowiedzieli się, że jadą na pewną śmierć, wyrwali deski w podłodze pociągu i udało im się uciec. Dziadek wracał do kraju bardzo długo. Dotarł do domu wycieńczony. Wraz z babcią wykopali pod podłogą w kuchni miejsce, w którym dziadek jeszcze przez długi czas się ukrywał.

Babcia była żoną... żołnierza wyklętego. Panną Wyklętą...
Babcia była żoną wojskowego z krwi i kości. Dziadek kochał swój zawód, miał też swoją kasztankę, o którą bardzo dbał, oprócz tego pięknie grał na instrumentach i śpiewał, był bardzo towarzyski. To chyba po nim mama odziedziczyła talent, no i tak jakoś poszło po kolei.

Stąd Pieśń Wiktorii? To o babci?
Gdy dostałam propozycję zaśpiewania w tym projekcie, wiedziałam od razu, o czym będzie piosenka. Ciekawe jest też to, że piosenka powstała w tym domu, gdzie mieszkali dziadkowie, dokładnie w pokoju babci.


Bardzo wzruszająca. I inna, bo mówi o zwycięstwie, wygranej walce o życie. Pani bardzo przeżyła tworzenie tej piosenki-pomnika?
Tytuł tej piosenki można rozumieć dwojako. Z jednej strony to piosenka o mojej babci Wiktorii, która po śmierci mojej mamy mnie wychowywała. Babcia była cudowna, mądra, kochana, dokładnie taka powinna być każda babcia. Z drugiej zaś strony jest to pieśń zwycięstwa, czyli victorii, zwycięstwa życia nad śmiercią, bo jednak dziadkowi udało się uciec z transportu, więc nie każda historia z okresu wojennego kończyła się tragicznie. Ja jestem osobiście bardziej za "życiem" niż za "śmiercią", jeśli wiesz, co mam na myśli. Trzeba pamiętać, ale tez żyć, i wyciągać lekcje z historii. Dla mnie moja piosenka nie jest zimnym pomnikiem z granitu. Ona jest żywa.

Jakie były dalsze losy dziadka? Jakie babci?
Dziadek niejako zmienił tożsamość. W związku z tym, że przez długi czas wisiało jeszcze nad nim widmo śmierci, musiał się ukrywać. W papierach miał napisane, że od zawsze był rolnikiem i tym się zajmował. Myślę, że musiało to być dla niego trudne. Jako wojskowy miał pozycję, był w swoim zawodzie, który kochał. Po latach został wójtem w miejscowości, w której mieszkał. Miał charyzmę i był bardzo lubiany. Zmarł na nowotwór. Zostały po nim medale.

Babcia?
Moi dziadkowie nie żyją.

Jestem ciekawy, jak bardzo podobałoby im się to, co dziś robisz?
Myślę ze byliby dumni z wnuczki.

Bo dbasz o pamięć, sprawiasz, by młodzi ludzie nie zapominali?
Moja babcia szczątkowo opowiadała mi o wojnie, chyba wiedziała, że za dużo z tego nie zrozumiem. Jako dorastająca dziewczyna sama zaczęłam się interesować i dopytywać jak to było naprawdę.

Jeśli chodzi o młode osoby, to one nie mają czego zapominać, bo nie mają wspomnień, nie żyły w tamtych czasach. To osoby, które przeżyły wojnę pamiętają, choć wielu z nich pewnie przez lata wolałoby zapomnieć. Tu chodzi o szacunek dla historii. Bez korzeni nie mam skrzydeł.

Jesteś patriotką? Dziś to słowo przechodzi redefinicję. Czym jest dziś patriotyzm?

W Polsce, mam wrażenie, jest to drażliwy temat. Zupełnie niepotrzebnie. Wszyscy mamy jeden korzeń, wspólną historię, to powinno łączyć, a nie dzielić. Byłam ostatnio w USA i obserwowałam tam obchody Veterans Day. I to było piękne.

Co dokładnie?
Ile było tam radości i świętowania. A weteranów traktują tam z najwyższą czcią. Niesamowite jest też to, że w Stanach jest przecież tygiel kulturowy, a młodzi ludzie często są to Amerykanie w pierwszym pokoleniu, ale każdy z nich jest dumny, z tego że jest z Ameryki. Że to jest ich ojczyzna jedyna, cudowna i najlepsza. A przecież gdyby porównać, z czym mierzył się nasz kraj, jaką my mamy historię, to powinniśmy pęknąć z dumy. A jednak tak nie jest. I to jest dziwne. Bo mamy naprawdę wiele powodów do tego, żeby uważać się za fajny naród. Chyba jednak najgorzej myślimy sami o sobie.

A tak dla anegdoty to ostatnio - naprawdę odczułam korzyści ze swojego patriotyzmu. Wzięłam parę lat temu kredyt w złotówkach.

My na smutno obchodzimy wielkie święta, nawet te wielkich zwycięstw.
Ale my jesteśmy trochę smutnym i poważnym narodem. Nie uciekniemy od tego. Nie warto tego też na siłę zmieniać. Może trzeba to zaakceptować. Jednak obchodom jakiś ważnych wydarzeń czy świąt należy się pewna powaga i zaduma. Nie staniemy się nagle kimś innym niż jesteśmy. Może kolejne pokolenia będą umiały trochę pozytywniej spojrzeć na historię. Nie chodzi przecież o to żeby się umartwiać, ale żeby pamiętać.

A co dla Ciebie jest jego zaprzeczeniem? Pytam, bo punkt widzenia zależy od punkty siedzenia. Można by zapytać o to samo narodowców.

Zaprzeczeniem patriotyzmu są dla mnie dwie skrajności. Czyli nacjonalizm bądź kompletna ignorancja.

Albo zadyma?
Ja mam wrażenie, że tego typu święta, jak obchody Dnia Niepodległości, używane są do jakichś prywatnych rozgrywek niektórych grup społecznych. Podobnie jak piłka nożna. Ktoś jest sfrustrowany, nie radzi sobie z rzeczywistością i z własnymi problemami, to projektuje je na inne obszary. Wyjaśniają to zjawisko nauki takie jak psychologia czy socjologia.

Masz poczucie, że Polacy odpowiednio dbają, by nigdy nie zapominano tym, czym jest wojna?
Nie chcę być głosem Polaków. To jest osobista, intymna sprawa każdego człowieka. Ja chcę dbać o pamięć, bo dla mnie jest to ważne. Ja podejmuję taką decyzję. Ktoś podejmuje inną. Rozliczanie kogoś z tego, czy jest patriotą czy nie jest, to jak zaglądanie do majtek. Żyjemy przecież w wolnym, demokratycznym kraju.

Myślę, że strach przed śmiercią, wojną i cierpieniem, utrata najbliższych osób jest największym lękiem jakich może zaznać człowiek tu na ziemi. Wobec tego lęku najwięksi twardziele wymiękają. W gębie to każdy jest dobry.
Trwa ładowanie komentarzy...