Nadgodziny? Przesiadywaniem w pracy nie zrobisz wrażenia na szefie. Zorganizuj się, albo odejdź

Nadgodziny? Przesiadywaniem w pracy nie zrobisz wrażenia na szefie. Zorganizuj się, albo odejdź
Nadgodziny? Przesiadywaniem w pracy nie zrobisz wrażenia na szefie. Zorganizuj się, albo odejdź Shutterstock.com
– Dziś nie mogę, muszę zostać dłużej w pracy – ile razy to słyszeliście (lub sami mówiliście?). O ile każdemu zdarza się zostać czasem po godzinach, dla niektórych wieczory spędzone przed komputerem zamiast w kinie lub na spacerze to norma. Wydaje nam się, że tak trzeba, że musimy się wykazać i że to wszystko jest bardzo ważne. A nasze życie i wypoczynek nie są? – Nie jest normą, kiedy dzień w dzień musimy pozostawać po godzinach w swoim miejscu pracy – mówi Iwona Kulik, ekspertka z agencji doradztwa personalnego i pracy tymczasowej Randstad.

Ze zdumieniem słucham osób, które dzień w dzień i weekend w weekend mają "coś do skończenia". Z o wiele mniejszym zdumieniem spoglądam na tych, którzy mają własny biznes, bo przecież nikt nie zrobi tego za nich. Ale dlaczego ludzie poświęcają niemal całe życie dla obowiązków, które narzuca na nich korporacja? Owszem, czasem nie mamy możliwości zmiany, ale wielu z nas nawet nie próbuje pomyśleć o innym życiu i przyznać się przed samym sobą, że coś tu jest nie tak.

Pracownik co piątego zakładu skontrolowanego w 2013 r. przez Państwową Inspekcję Pracy nie otrzymał dodatku za nadgodziny lub czasu wolnego w zamian za ponadwymiarowe wykonywanie obowiązków. Dwa lata wcześniej problem ten dotyczył tylko co dziesiątego zatrudniającego. Czytaj więcej

"Wszyscy tak robią"
– Nadgodziny to moje drugie imię – słyszę od 29-letniej Uli pracującej w marketingu. – Może raz, dwa razy w tygodniu uda mi się wyjść o 17:00 z biura, choć wtedy najczęściej zabieram pracę do domu. Weekend? Cudownie! Nie muszę przychodzić do biura - mogę popracować w domu – ironizuje. Moja rozmówczyni przyznaje, że o życiu towarzyskim w zasadzie może zapomnieć.
Ula
29-latka pracująca w marketingu

Do niedawna uważałam, że to jest OK, bo właściwie znam tylko garstkę osób, które pracują „od-do”. Ale od pewnego czasu, zaczyna mnie to doprowadzać do wrzenia. Na każdą prośbę o zrobienie czegoś na CITO, ASAP mam ochotę wykrzyknąć „Walcie się!”- a u mnie to już porządny poziom frustracji…

Młodzi Polacy zaczynają zupełnie inaczej patrzeć na pracę. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, że wyścig szczurów, który wyniszczał organizmy naszych starszych kolegów już dawno minął, a dziś liczy się work-life balance, ze szczególnym uwzględnieniem części kryjącej się pod life.
Mimo to, wiele osób takich jak Ula, wciąż ma zakodowane w swojej głowie, że trzeba całkowicie poświęcić się pracodawcy, aby w bliżej nieokreślonej przyszłości czerpać z tego profity. Owszem, pracy należy się poświęcać w stu procentach, ale wtedy, gdy jest na to pora. Równie dużą, o ile nie większą, wagę powinniśmy przykładać do odpoczynku, własnej kondycji psychofizycznej i przyjemności.

– Sytuacja jest normalna, gdy nadgodziny zdarzają się sporadycznie – zaznacza Iwona Kulik z agencji doradztwa personalnego i pracy tymczasowej Randstad. – Natomiast nie jest normą, kiedy dzień w dzień musimy pozostawać po godzinach w swoim miejscu pracy. Wtedy najczęściej świadczy to o złym zarządzaniu zasobami ludzkimi i alokacji sił pracy – wyjaśnia ekspertka.
Iwona Kulik
Agencja doradztwa personalnego i pracy tymczasowej Randstad.

Jeśli nadgodziny są płatne lub oddawane w postaci dnia wolnego, zapewne wiele osób bez większego narzekania zdecyduje się na zaangażowanie swojego prywatnego czasu dla pracodawcy. Tym bardziej, jeśli warunki pracy, atmosfera pracy są takie, że mamy chęć zrobić coś dla swojego pracodawcy extra.  W ten sposób min. możemy okazać swoje zaangażowanie i że zależy nam na tym, aby biznes, w którym działamy funkcjonował dobrze również w okresach wzmożonej pracy. 

Kto jest winien?
Jeśli wyrabiamy nadgodziny, zaczynamy mieć problemy z efektywnością. W Goeteborgu wprowadzono 6-godzinny dzień pracy zamiast 8-godzinnego w ramach tej samej pensji. A u nas? Eksperymentujemy raczej jak długo się da pracować, a nie na odwrót.

Jak mówi Monika Zaręba, ekspert ds. rynku pracy Pracodawcy RP, Polacy na pracy spędzają w tygodniu o 3,5 godz. więcej czasu niż wynosi średnia tygodniowa dla Europejczyków. – Wynika to przede wszystkim z naszej niższej wydajności. Może ona być skutkiem niewłaściwej organizacji pracy, tak po stronie samego pracownika, jak i pracodawcy – zauważa moja rozmówczyni.
Monika Zaręba
Ekspert ds. rynku pracy

W takiej sytuacji szybko pojawi się zniechęcenie w zespole, objawiające się stresem i spadkiem motywacji, ponieważ, co by nie mówić, w pracy liczymy nie tylko na wynagrodzenie z końcem miesiąca, ale także lubimy i potrzebujemy widzieć jej efekty. W efekcie spadek wydajności zostaje spotęgowany, a konkurencyjność przedsiębiorstwa staje pod znakiem zapytania, co może poważnie zagrozić jego dalszemu bytowi.

Często obserwowanym zjawiskiem jest również „wysiadywanie” ekstra godzin w biurze celem zrobienia dobrego wrażenia na pracodawcy, co nie przekłada się jednak na efekty pracy. Z tego powodu w sposób naturalny rośnie popularność rozliczania pracowników z efektów i to one są jednym z kryteriów jasno określonej ścieżki awansu w firmie.


A może przejść na swoje?
– Jeżeli jednocześnie pracownik ma poczucie partycypacji w zyskach firmy, wie dokładnie jakie są wobec niego oczekiwania, a swoje środowisko pracy może określić jako przyjazne, sprzyjające dialogowi – przełoży się to korzystnie na jego wydajność – mówi Monika Zaręba z Pracodawcy RP.

Ula w rozmowie z naTemat stwierdza, że frustracja do której doprowadziły ją wyrabiane przez całe lata nadgodziny była jej potrzebna, bo dzięki nim, wreszcie przejrzała na oczy. – Pomogła mi w tym również „święte słowa” mojej mądrej matki: „dopóki będziesz pracowała dla kogoś, zawsze tak będzie (…)”.
Ula
29-latka pracująca w marketingu

Postanowiłam, że nadal będę ciężko pracować i zarabiać - ale nie na i dla kogoś, tylko dla siebie i na siebie. Dojrzałam do tego, żeby wraz z przyjaciółmi otworzyć „coś swojego”. I mam w sobie ogromnego drive’a, żeby to się stało jak najszybciej.

Zupełnie inną kwestią jest sytuacja, kiedy zostawanie po godzinach spowodowane jest koniecznością zarobienia dodatkowych pieniędzy, aby związać koniec z końcem, lub by po prostu podnieść swój standard życia. To jednak prędzej czy później musi odbić się naszym zdrowiu, tak psychicznym jak i fizycznym.

– Dlatego nadgodziny czy dodatkowa praca powinny się odbywać w granicach zdrowego rozsądku i nie powinny być pochodną przymusu (bieda, mobbing), choć niestety, zdarzają się i takie przypadki, czemu stanowczo należy przeciwdziałać – mówi Monika Zaręba.
Trwa ładowanie komentarzy...