Gołe kostki zimą. Kwintesencja stylu czy głupoty?

Czy gołe kostki zimą to rzeczywiście dobry pomysł?
Czy gołe kostki zimą to rzeczywiście dobry pomysł? shutterstock.com
Na stronie The Guardian rozgorzała ostatnio dyskusja o kostkach. A dokładniej, czy odsłanianie ich zimą bliższe jest bycia stylową czy wyziębiania organizmu? Ikony mody - Kate Moss, Carine Roitfeld, Alexa Chung... każda z nich zniesie wszystko, byleby wyglądać świetnie o każdej porze roku. Ale też i na polskich ulicach coraz częściej spotykamy ludzi, którzy mimo mrozu i śniegu odsłaniają tę część ciała. Po co?

Owszem, pokazywanie zgrabnych kostek jest seksowne. Gdy masz na sobie szpilki i wąskie spodnie długości 7/8, dżinsy zwinięte w pinrolle i ładne, sportowe buty. I kiedy jest lato albo późna wiosna, świeci słońce, trawa się zieleni i wszystko wokół kwitnie.

Podwijanie nogawek i noszenie przykrótkich spodni, zwane przez złośliwych "modą dla powodzian", może wyglądać naprawdę efektownie. Wszystko zależy od typu spodni, rodzaju obuwia, figury. Tak jak więc głosiły wszelkie wyrocznie mody - kobiety zaczęły podwijać rurki i boyfriendy oraz eksperymentować z długościami spodni. I ze szpilkami, i ze sneakersami, i z ciężkimi butami. Z mody tej korzystają też i mężczyźni. Podwinięte dżinsy i piękne, sportowe buty - białe albo totalnie kolorowe, robią ogromne wrażenie i są kwintesencją miejskiego stylu.
Ale nie zimą.

Kiedy za oknem minus milion stopni Celsjusza i zawieja śnieżna, kiedy na da się wyjść z domu bez odśnieżenia chodnika, kiedy zamarzają włosy. Niestety, Polska to nie są zagraniczne ciepłe kraje, gdzie taki trend może robić wrażenie w listopadzie, grudniu albo lutym. Tutaj przez większość czasu zimą bardziej pożądane jest jednak ubieranie się na cebulę niż odsłanianie kostek. A jednak na ulicach można często spotkać ludzi, którzy dają się ponieść takiej modzie i nie są to jedynie kobiety w zgrabnych szpilkach.


Kontrast jest niesamowicie zabawny, gdy na przystanku pośród tłumu zauważasz dwa typy ludzi. Pierwszy to ten, któremu wiecznie zimno: wielka czapka, szalik zaciągnięty aż pod oczy, kożuch, grube spodnie, długie buty, rękawiczki, w których ledwo można ruszać palcami. I typ drugi: ten, który udaje, że jest mu ciepło, ale czerwony z zimna nos i kichnięcia co parę minut zdradzają jednak, że jest zupełnie inaczej. Ubiór ma sygnalizować, że zimę ten typ ma za nic - czasem brak czapki, czasem rozpięta kurtka, najczęściej właśnie podwinięte nogawki spodni i głęboko wycięte buty. Wszyscy spoglądają ze zdziwieniem, a główny bohater sytuacji udaje, że ani trochę nie jest mu zimno.

Warto aż tak cierpieć dla mody? Czy sens jest być modnym, ale wiecznie przeziębionym?
Spróbowałam kiedyś tego trendu z odsłoniętymi kostkami. Temperatura była na minusie - ale co tam, przecież chcę być cool. I wiecie co? Po dwudziestu minutach zwątpiłam. Nie czułam się ani seksownie, ani stylowo. I na pewno tak nie wyglądałam - z sinymi z zimna kostkami, czerwonym nosem i łzawiącymi oczami. Stwierdziłam wtedy, że chyba jednak żadna ze mnie Kate Moss i wolę być niemodna, niż marznąć.

Gołe kostki zimą. Kwintesencja stylu czy głupoty?


Chcesz więcej stylu? Polub nas na facebooku!
Trwa ładowanie komentarzy...