Wygrywam z Anoreksją – blog, na którym recenzje jedzenia nabierają zupełnie innego wymiaru. Food porn i dużo kalorii

Blog Wygrywam z Anoreksją
Blog Wygrywam z Anoreksją Fot. Szymon Kiżewski/Wygrywam z Anoreksją
Blog Wygrywam z Anoreksją zdecydowanie nie jest miejscem, dla osób, które są na diecie. Autorzy robią wnikliwe recenzje kanapek z McDonald'sa, porównują, w której kinowej sieci najtaniej można zakupić popcorn i – co najważniejsze – wrzucają przepisy na food porny. A wszystko to przyprawione wyjątkowo ostrymi opiniami.

Recenzują "foody" wszelkiej maści – fast foody, street foody, slow foody. Jedzą wszystko, co niezdrowe i chętnie dzielą się swoimi opiniami na temat tego, co niedawno pochłąneli. Zwykle chodzą do sieciówek, ale zdarza się im także odwiedzić bardziej wykwintne restauracje. Zaznaczają, że nie są krytykami kulinarnymi, a jedzenie oceniają okiem szarego obywatela.

Maciek Blatkiewicz na pomysł, by na blogu recenzować jedzenie, wpadł 5 lat temu podczas wycieczki nad morze. Na stoiskach z pamiątkami dostrzegł koszulkę z napisem “wygrywam z anoreksją”, wtedy kupił czipsy, które po powrocie do domu po prostu zrecenzował. Tak było wtedy. Dziś redakcja składa się z dwunastu osób rozsianych po całej Polsce, chociaż przeważa ekipa z Poznania.

Jednym z najdziwniejszych smaków, jakiego udało się im doświadczyć, było zdecydowanie zjedzenie owadów w nieistniejącej już warszawskiej restauracji:

– To nie był dziwny smak, ale doświadczyłem czegoś, co nie jest akceptowane w naszym kręgu kulturowym – mówi Maciej, redaktor naczelny Wygrywam z Anoreksją. – Moim zdaniem owady w przyszłości spokojnie mogłyby być zamiennikiem popcornu w kinie – dodaje.
Kolejną niezapomnianą recenzją była wizyta w Spoco Loco w Warszawie, kiedy to Maciej spróbował tak silnego sosu, że po skosztowaniu maciupińkiego kawałka kurczaka miał drgawki i przez 40 minut dochodził do siebie popijając mleko i zagryzając cytrynę z limonką. Jak łatwo się domyślić, nie ma zamiaru próbować nigdy więcej.

Trzy razy większa porcja
Choć jeszcze nie są popularni, raz zdarzyło się, że w jednej z knajp zostali rozpoznani przez obsługę. Było to dość zabawne, bo kucharz z kelnerem szeptali sobie coś do ucha, po czym blogowa ekipa otrzymała trzy razy większą porcję niż normalnie.

Na reklamach nie zarabiają jeszcze kokosów, ale przynajmniej często są zapraszani do różnych knajp, gdzie jedzą za darmo. Każda tego typu recenzja jest oznaczona, a blogerzy zapewniają, że nawet wtedy starają się zachować bezstronność.

– Jesteśmy obiektywni w swoich sądach, ale wiemy, że jak ktoś nas zaprasza, to może się bardziej postarać, więc teraz planujemy taki cykl, gdzie będziemy odwiedzać restauracje, które wcześniej nas zaprosiły i pójdziemy do nich incognito – mówi Maciek.

Restauracje nie zawsze są zadowolone z recenzji opublikowanych na blogu Wygrywam z Anoreksją. Szczególnie dwie z nich dały blogerom trochę w kość. Jeden lokal groził im pozwem sądowym, ale na szczęście był to tylko blef, drugi zaczęła robić im w internecie czarny PR.

Budujące jest to, że – zdaniem blogerów Wygrywam z Anoreksją – lokale gastronomiczne popełniają coraz mniej błędów:
Maciej Blatkiewicz

Zdecydowanie można zauważyć, że restauracje zaczęły zwracać uwagę na reklamę i promowanie się w mediach społecznościowych stało się obowiązkiem. Podobnie ma się sprawa z wystrojem, który kiedyś raczej odstraszał. Raz zrecenzowałem lokal w Poznaniu, który jako jeden z pierwszym promował slow foodowe hot dogi i napisałem w niej, że mają witrynę rodem z lat 90. Trzy dni od publikacji była już ona zmieniona.

Czasem nawala obsługa. Raz na otwarciu nowej restauracji zdarzyło się nam, że otrzymaliśmy pomylone wszystkie dania, a nowe, które zostały przyniesione po godzinie były zimne. Kiedyś powiedziałbym, że jakoś składników budzi zastrzeżenie, ale obecnie lokale dbają o to, aby nie pochodziły z mrożenia i nie były przechowywane w dziwnych miejscach.

Porn Foody
Jednym z najpopularniejszych cykli jest dział poświęcony Food Porn, czyli jedzeniu, które jest totalnie niezdrowe, ale nieziemsko smaczne. Można znaleźć w nim autorskie przepisy w wykonaniu jednej z blogerek – Ewy Mruczyńskiej.

Przepis, który zostanie umieszczony na blogu, wybierają sami czytelnicy, dlatego też każdy z nich ma wzięcie. Tym samym dają oni niezłe wyzwanie Ewie, która sama musi dojść do tego, jakie składniki posiada dana potrawa.

– Musiałam trochę pobuszować w necie, kiedy przygotowywałam się, by zrobić kimchi bulgogi sandwich– mówi Ewa. – Nie znam zupełnie koreańskiej kuchni, ale zawsze można znaleźć kogoś, kto będzie mógł coś podpowiedzieć. Metodą prób i błędów dążymy do tego, by jak najlepiej odwzorować to, co podsyłają nam czytelnicy – dodaje.

Blogerzy stanowczo zaprzeczają, jakoby mieliby problemy z anoreksją. Zaburzenia z odżywiania oczywiście się zdarzają, ale raczej w tę drugą stronę. Oni po prostu kochają jeść wszystko i chętnie dzielą się swoimi smakowymi spostrzeżeniami z innymi.