Im gorzej tym lepiej. Dlaczego miliony ludzi biorą udział w katorżniczych wyścigach?

– Po treningu czuję się wykończony. To świetne uczucie – mówi o crossficie Gary Smith, szef jednej z wielkich spółek telekomunikacyjnych. Stworzony przez Grega Glassmana system ćwiczeń pokochali ludzie na całym świecie. W ekstremalnych biegach Tough Mudder czy Runmageddon biegają setki tysięcy ludzi. Biegną, czołgają się, skaczą, nurkują w lodowatej wodzie, ryzykują porażenie prądem i podpalenie... Po co? I dlaczego im trudniej, tym lepiej?

Celem Tough Mudder nie jest wygrana... Celem jest zdobycie historii do opowiedzenia – napisał „The New York Times” o tym morderczym wyścigu. W tym jednym krótkim zdaniu kryje się sedno popularności katorżniczych treningów i biegów, wyzwań podejmowanych przez rzesze ludzi na całym świecie. Owe "historie są różne". Pokonanie własnych słabości. Spełnienie marzenia. Wzajemna pomoc. Podkreślenie statusu. Wyrwanie się z korporacji i zmierzenie z własnymi ograniczeniami, skrzętnie ukrytymi pod garniturem zgodnym z dress codem firmy. Im gorzej, tym lepiej. Im ciężej, tym większa satysfakcja.

Z garażu do siłowni całego świata
Greg Glassman siedział w swoim garażu w Kalifornii i myślał nad treningiem, który pozwoli mu się porządnie zmęczyć. Stworzył crossfit, system treningu, który opiera się na jednoczesnym wzroście dziesięciu najważniejszych siłowych zdolności człowieka. Nie ma zmiłuj – ćwiczy się bez przerwy, intensywnie, jednocześnie podnosząc odporność, sprawność atletyczną, siłę mięśni, szybkość, sprawność, motorykę... Morderczy plan treningowy pokochały gwiazdy i managerowie.
Ćwiczy Cameron Diaz i Jessica Alba, Jason Statham i Max Greenfield, a szef telekomunikacyjnego giganta Gary Smith tak polubił ten rodzaj treningu, że … przydomową stajnię zamienił na specjalistyczną siłownię. – Najbardziej lubię w crossficie to, jak bardzo wymagający i intensywny jest ten trening. To za każdym razem wyzwanie – mówił Smith w rozmowie z „Wall Street Journal”. Dodał, że po każdym treningu jest wykończony. – To sprawia, że czuję się świetnie – zapewniał.

Firma zbudowana na fitnessie
Zanim zalety opracowanego przez Glassmana treningu odkryły gwiazdy i topowi managerowie, systemem intensywnych ćwiczeń zainteresowała się policja i wojsko – metoda trafiła między innymi do duńskiej Straży Królewskiej oraz na amerykańskie i kanadyjskie uniwersytety. Kombinację podnoszenia ciężarów i kardio wkrótce pokochały gwiazdy i szefowie start upów, zwłaszcza tych z sektora technologicznego, którzy uznali, że budowanie ducha firmy wokół fitnessu jest świetnym pomysłem. Fanem crossfitu jest między innymi szef Twittera Dick Costolo, który o swoim uzależnieniu od tego systemu ćwiczeń poinformował oczywiście... na Twitterze.


– Crossfit cały czas będzie się rozwijał, bo oferuje zestaw ćwiczeń, które pomagają w życiu. Nie pompujemy tylko bicepsa, ale robimy też plecy, mięśnie nóg, barki... Człowiekowi jest później łatwiej. Poza tym nie trzeba być sportowcem, aby ćwiczyć. Do naszej siłowni przychodzą osoby o, delikatnie mówiąc, niesportowej sylwetce i z powodzeniem bawią się w crossfit – wyjaśniała w rozmowie z naTemat Natalia Kazimierczak, trenerka i instruktorka crossfitu z siłowni na Wilanowie.  Optymalny trening trwa ok. godziny. – W to wchodzi rozgrzewka, krótka przerwa, rozciąganie się i ok. 20 minut intensywnego ćwiczenia – mówiła instruktorka.

Przy tym, co przechodzą uczestnicy biegów Tough Mudder czy Runmageddon, crossfit może wydawać się igraszką. Raptem kilka ćwiczeń w szybkim tempie – drobiazg. Może i drobiazg, ale tym, którzy chcą sprawdzić granice swojej wytrzymałości, może pomóc w przygotowaniu się do morderczych tras biegów Tough Mudder i Runmageddon.

„Triathlon jest dla mięczaków”*
W obydwu imprezach przygotowanie psychiczne pełnił równie ważną, jeśli nie ważniejszą funkcję, co forma fizyczna. Jeśli bierzesz udział w biegu Tough Mudder, te etapy, kiedy możesz tylko biec, są niczym odpoczynek od przeszkód, którymi najeżona jest trasa przypominająca obóz wojskowy dla niesfornych kadetów.
Marcin Dulnik, Runmageddon

Ludzie lubią wyzwania i szukają nowych celów. Formuła biegu ekstremalnego, w którym mogą zmierzyć się z własnymi słabościami pozwala na udowodnienie samemu sobie, że nie ma takich barier, które są nie do pokonania. Inaczej niż w przypadku biegów ulicznych, gdzie kilka podbiegów na trasie budzi obawy biegaczy, tutaj – na trasie Runmageddonu panuje zasada „im gorzej (trudniej), tym lepiej”. Zawodnicy oczekują, że tor będzie wymagający, oczekują, że będzie hardcore, a naszym zadaniem jest im te emocje zapewnić.

Dulnik, sam zapalony biegacz, który ostatnio przebiegł ósmy maraton w życiu.
Runmageddon to największy w Polsce cykl ekstremalnych biegów przez przeszkody. W czterech imprezach w 2014 roku łącznie wzięło udział ponad trzy tysiące uczestników, którzy łącznie przebiegli dystans 35 tysięcy kilometrów, pokonując w tym czasie 215 przeszkód, których wspólna wysokość wyniosła ponad 200 metrów.

Yyyy...ale po co?
– W 2015 roku odbędzie się co najmniej 9 imprez, a cykl 14 lutego otworzył walentynkowy Zimowy Runmageddon Rekrut na Służewcu. Przed nam kolejny bieg – Runmageddon Rekrut w Sopocie, na który już zapisało się ponad 1200 osób – mówi Dulnik.

Robiąc wywiad z uczestnikami jednej z edycji Tough Muddera, dziennikarz amerykańskiej stacji zadał im – i sobie – pytanie: dlaczego ktokolwiek chciałby sobie zafundować taką dawkę wysiłku i zmęczenia? No właśnie – dlaczego?
Marcin Dulnik, Runmageddon

Popularność Runmageddonu ma związek z rosnącą popularnością biegania oraz aktywności fizycznej wśród Polaków.  Nasze zawody to idealna propozycja dla każdego, kto lubi sprawdzać granice swoich możliwości.  Startują biegacze znudzeni biegami ulicznymi oraz fani dobrej zabawy, której celem jest nietypowy, ekstremalny wysiłek.

Wielu uczestników Runmageddonu rekrutuje się spośród osób uprawiających Crossfit oraz treningi funkcjonalne na wolnym powietrzu. Siłą Runmageddonu jest również współpraca zespołowa – części przeszkód nie da się pokonać samodzielnie, zawodnicy muszą pomagać sobie na trasie. Do Runmageddonu w 2014 roku zgłosiło się w sumie 135 zespołów z całego kraju.

To dlatego startują, jak mówią organizatorzy, zarówno studenci, którzy chcą się sprawdzić, przedstawiciele wolnych zawodów i szefowie potężnych firm, którzy emocji szukają poza ekranem monitora, na którym migają giełdowe wykresy. TO jednak nie wszystko. Karolina Mika, menadżerka, która – jak sama przyznaje – od adrenaliny jest uzależniona, tak wyjaśnia swoją fascynację biegami ekstremalnymi:
Karolina Mika, uczestniczka biegów ekstremalnych

Dlaczego startuję w ekstremalnych wyścigach jak Red Bull Adventure Race? To proste – jest tu i adrenalina, i wyzwanie, i motywacje, a przy okazji poznaję fajnych ludzi, którzy mają takie same zajawki. Zawody są świetną motywacją do treningów, dyscypliny i zdrowego odżywiania. Nie do przecenienia jest to, że dają szansę poznania własnych granic. A jak już je poznasz, możesz je przekroczyć.

Dodaje, że udział w takich imprezach przekłada się na życie zawodowe – w trakcie biegu wielokrotnie trzeba podejmować błyskawiczne decyzje, pojawiają się sytuacje wymagające szybkich reakcji, refleksu, a wszystko to w stresie i napięciu. To przydaje się w pracy. – I to cudne uczucie, kiedy po 30 km wspinaczki słyszysz jedynie szum wody, śpiew ptaków i bicie swojego serca...– dodaje z uśmiechem.

Być albo nie być
Psycholog Izabela Kobierecka zwraca uwagę na nieco głębiej ukryte powody, dla których tysiące osób na całym świecie skazują się na nieustanną konfrontację z własnymi słabościami.
Izabela Kobierecka, psycholog

Mamy coraz mniej czasu i okazji do kontaktu z samym sobą. Coraz częściej można zauważyć, że ekstremalne sporty są niebywałą okazją do skontaktowania się ze sobą na głębszym poziomie. Kiedyś poświęcaliśmy sobie więcej czasu na np. czytanie książek, spacerowanie, leniuchowanie, spotkania ze znajomymi i w związku z tym mieliśmy okazję do ładowania akumulatorów i do budowania zasobów, które pozwalały nam żyć w równowadze.

Dzień po dniu oddalamy się od siebie, i właśnie ekstremalne sporty spełniają często naszą podstawową potrzebę kontaktu ze sobą, czucia, że naprawdę się żyje, bo kiedy pojawia się adrenalina, lęk o przetrwanie, nie ma przestrzeni na kalkulację czy to mnie kręci czy nie…wtedy czujemy organicznie, że dzieją się dla nas ważne rzeczy, ważące się na szali „być , albo nie być”.

Kobierecka dodaje, że dla wielu to także sposób wyróżnienia się. – Chodzi o przeżycie życia w sposób niebanalny. Zauważenie i udowodnienie sobie i innym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Banał jest nudny. Jeśli mamy możliwość przejść zauważonym to czemu tego nie zrobić z rozmachem? – pyta przewrotnie.

Biega się nogami, ale i głową
Jak mówił w rozmowie z naTemat Marcin Żuk, uczestnik Sahara Race, sport, także ten w wydaniu ekstremalnym, ma wiele wspólnego z biznesem. – W bieganiu, zwłaszcza w maratonach, też trzeba planować i myśleć strategicznie. Biega się nogami, ale i głową. Jak ktoś nie ma strategii, to nie da rady – mówił maratończyk.


*cytat pochodzi z materiału magazynu "Time"