"Otyłość" na liście słów zakazanych. Gruba przesada?

Dzieci z nadwagą na basenie w Centrum Zdrowia Dziecka
Dzieci z nadwagą na basenie w Centrum Zdrowia Dziecka Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
W 2030 roku na świecie ma być ponad 600 milionów skrajnie otyłych ludzi. Na schorzenia związane ze skrajną nadwagą umiera co roku 36 milionów osób. Tymczasem w mediach dzięki Grycankom otyłość lansowana jest jako coś sexy, a lekarze w Wielkiej Brytanii nie będą mogli mówić pacjentom wprost, że są "otyli". Jak donosi telewizja Sky, ten termin uznano za niepoprawny politycznie, bo może wpędzać chorych w kompleksy i negatywnie wpływać na ich samopoczucie. Czy pacjentowi cierpiącemu na skoliozę trzeba będzie niedługo powiedzieć: Pana kręgosłup rozwija się niezależnie?

To jedno z zaleceń, które znajdzie się w projekcie, przygotowywanym przez komisję doradczą brytyjskiego ministerstwa zdrowia (NICE), która jest odpowiedzialna za przestrzeganie standardów medycznych. Według NICE, diagnoza lekarza - "otyłość", może być dla niektórych pacjentów uwłaczająca. Zamiast o "otyłości" brytyjscy lekarze mają mówić o "zdrowej wadze".

Trener osobisty gwiazd: Mamy coraz większy problem z nadwagą. Będzie jeszcze gorzej



Wydaje się to dosyć absurdalne, bo otyłość nie jest przecież terminem wziętym z rękawa, ale nazwą jednostki chorobowej, używanej w przypadku przekroczenia prawidłowej wagi, w stopniu znacznym. Otyłość niesie też śmiertelne ryzyko dla zdrowia. Gdzie jest granica poprawności politycznej?

Choroba czy poprawność polityczna


Brytyjski ekspert Tam Fry ze społecznej organizacji Narodowe Forum ds. Otyłości, uznał zalecenia komisji za absurdalne. Jego zdaniem, owijanie w bawełnę sprawi, że pacjenci nie będą traktować tej choroby poważnie. Wytyczne dla brytyjskich lekarzy, dziwią również polskich specjalistów.

- Otyłość od 1999 roku jest zakwalifikowana jako choroba. Nie widzę wobec tego powodu, żeby jej nie nazywać wprost. Otyłość wiąże się z szeregiem innych zaburzeń metabolicznych, jak chociażby choroby układu krążenia czy cukrzyca. Dlatego tym bardziej powinno się mówić o niej otwarcie, żeby pacjenci mieli świadomość ryzyka - twierdzi Beata Jabłonowska-Lietz z Instytutu Żywności i Żywienia.

- Otyłość jest jednostką chorobową, więc właściwie nie mówimy tu tyle o poprawności politycznej, tylko o tym, czy lekarz ma podać pacjentowi diagnozę - uważa Anna Grudzińska, dietetyk Centrum Leczenia Otyłości - Nigdy w kontakcie z pacjentami nie zauważyłam, żeby powiedzenie do kogoś "otyły" blokowało lub wpędzało w kompleksy - dodaje.

Śmieciarz czy operator ekologiczny

Prof. Magdalena Środa uważa, że zwrot "otyłość" ma wydźwięk negatywny i może być uznany za niepoprawny politycznie.

- Jestem zwolenniczką eliminacji z języka wszystkich zwrotów, które mają charakter pejoratywny. Schizofrenia też jest jednostką chorobową, ale nazywanie kogoś
schizofrenikiem, ma charakter pejoratywny i może być dla kogoś krzywdzące - zaznacza etyk. - Ktoś, kogo otyłość nie wynika np. tylko z łakomstwa, może czuć się skrzywdzony, kiedy określi się go jako grubasa czy otyłego. Powołam się tu na autorytet Umberto Ecco, jeśli śmieciarzowi przeszkadza określenie "śmieciarz" powinniśmy zmienić je na "operator ekologiczny". Na początku będzie to śmieszyć, ale później wejdzie do naszego języka, który jest przecież bardzo bogaty - dodaje.

Ciążące kompleksy

Osoby z dużą wagą mają przeważnie kompleksy już samego faktu posiadania nadmiaru kilogramów. - Lekarz czy dietetyk, który im o tym mówi, przecież nie chce robić przykrości, tylko zmienić ten stan rzeczy. Skoro cierpiący na nadwagę czy otyłość przychodzi do lekarza, też chce coś zmienić. Ma świadomość, że waży dużo więcej niż powinien - dodaje Anna Grudzińska.

Jej zdaniem, jeśli lekarz ma świadomość, że pacjent jest wrażliwy może powiedzieć np. że podejmiemy kroki, które pomogą panu/pani osiągnąć "zdrową wagę", ale jak
dietetyczka zaznacza, zakazywanie używania przyjętego na świecie terminu chorobowego to absurd.

Jako wstępny pomiar do określenia masy ciała, powszechnie stosowana przez środowiska medyczne i dietetyczne jest skala BMI. Kwalifikuje masę ciała, jako niedowagę, prawidłową masę ciała, nadwagę, otyłość I stopnia, II stopnia bądź otyłość olbrzymią.
- Tym bardziej wydaje mi się dosyć dziwne, że dokonując wstępnego pomiaru według tej skali, lekarz nie będzie mógł powiedzieć pacjentowi, że jest otyły, mimo że tak faktycznie jest i tak wykażą dane. Opinia lekarza jest przeważnie bodźcem do działania, dlatego powinien móc bez ogródek nazywać chorobę po imieniu - zaznacza Beata Jabłonowska-Lietz.

Otyłość cywilizacyjna

Otyłość jest chorobą cywilizacyjną. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 1996 roku na świecie było 256 milionów ludzi. W 2030 ma być ich już ponad
Anna Grudzińska
dietetyk Centrum Leczenia Otyłości

Nie uważam, żeby nazwa miała wpływ na motywację pacjenta. W końcu człowiek musi sam chcieć schudnąć. Mało który zaczyna się odchudzać tylko dlatego, że ktoś powiedział, że jest otyły. Aby podjąć decyzje o odchudzaniu, pacjent musi wiedzieć co zyska, jeśli schudnie.

600 milionów. - W Polsce łącznie na nadwagę i otyłość cierpi ponad 50 proc. dorosłych osób. W większym procencie są to kobiety. Liczba otyłych w naszym kraju niestety stale rośnie - ostrzega Beata Jabłonowska-Lietz.

Zdaniem specjalistów, świadomość otyłości jest duża, ale niewielka jest wiedza, jak się jej pozbyć.

- Sami lekarze częściej promują stosowanie diet, niż wpajanie nawyków prawidłowego żywienia. Wiele osób ma poczucie krzywdy, bo niesprawiedliwe cierpi na otyłość, a inni mają szczęście, bo są chudzi. Tym bardziej, że tak często w mediach zderzają się z wizerunkiem idealnej figury - dodaje Anna Grudzińska z Centrum Leczenia Otyłości.

Grube jest sexy?

W mediach jednak ostatnio nieco zmieniły się trendy. Nie promuje się jedynie wizerunku skrajnie chudych anorektyczek. Przez jakiś czas za idealny uchodził rozmiar 38. Tymczasem wraz z modą na Grycanki, uaktywnili się zwolennicy krągłości. O ile krągłości są kobiece, o tyle otyłość raczej nie. Dosyć dziwne wydaje się wobec tego określanie ich wagi jako "sexy" i przykładu dla innych. Nie są szczupłe i wcale tego nie twierdzą. Marta Grycan, właścicielka cukierni w wywiadzie dla "Gali" otwarcie promowała powrót do rozmiaru L i XL.



- Byłam straszliwym chudzielcem. Nie chciałabym dzisiaj tak wyglądać. Rozpoczęłam rewolucję i wreszcie kobiety bardziej obfitych kształtów mogą poczuć pełnię swojej kobiecości. Bo u nas panuje przekonanie, że jak się ma duży biust albo zaokrąglone kształty, trzeba siedzieć w domu lub chodzić w czarnym worku. A przecież kobiecość to coś pięknego! Anorektyczne 34 nie jest sexy. Kobiety w baroku były szczęśliwsze, doceniane. Musimy sprawić, żeby to wróciło - apelowała w wywiadzie.

Grycanki. Za co je kochamy?


- Grycanki nie wydają się "cierpieć" na otyłość, tylko wręcz przeciwnie. Traktują pełne kształty, jako atrybuty pełnej kobiecości. Intencja jest szlachetna - uważa prezenter telewizyjny Krzysztof Ibisz - Wiele kobiet, przestało się czuć komfortowo, kiedy zapanowała wśród nich moda na wcięte talie i kaloryfery na brzuchach. Z drugiej strony, medycyna nie pozostawia złudzeń. Nadmiar tkanki tłuszczowej nie służy zdrowiu - dodaje.

- Promowanie wizerunku osób otyłych jako seksowny może być szkodliwy. Może wpłynąć na odwlekanie decyzji o zmianie nawyków żywieniowych. Trzeba jednak rozgraniczyć nadwagę i otyłość. Jeśli ktoś ma lekką nadwagę, dobre wyniki badań i czuje się dobrze, potrafi seksowanie podkreślić kształty, jest to jak najbardziej pozytywne. Według niektórych badań jest nawet zdrowsze niż wyśrubowana sylwetka. Natomiast, jeśli człowiek cierpi na otyłość, trzeba otwarcie mówić o chorobie - zaznacza dietetyk Anna Grudzińska.
Trwa ładowanie komentarzy...