Olej RSO - wywar z konopi to "supertrawka"? Wyjaśniamy, czym naprawdę są "Łzy Feniksa"

Olej RSO - wywar z konopi to "Supertrawka"? Wyjaśniamy, czym naprawdę są "Łzy Feniksa"
Olej RSO - wywar z konopi to "Supertrawka"? Wyjaśniamy, czym naprawdę są "Łzy Feniksa" Jakub Gajewski / Facebook / YouTube
Sprawa Jakuba Gajewskiego, któremu grozi 15 lat więzienia za import 900 gramów olejku z konopi, każe zadawać pytania. Czy tzw. olej RSO, będący bardzo silnym wywarem z konopi, jest niebezpieczeństwem, czy zbawiennym środkiem do leczenia najcięższych chorób? Sprawa Gajewskiego może przybliżyć Polskę do odpowiedzi na to, oraz wiele innych pytań dotyczących stosowania marihuany do celów leczniczych.

To archwalny artykuł z kwietnia 2015 roku
Violetta Niziołek z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze mówi naTemat, że "Jakub G. oraz Michał G. pozostają pod zarzutami wewnątrzwspólnotowego nabycia znacznej ilości środków odurzających".

Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii

Art. 55. 1. Kto, wbrew przepisom ustawy, dokonuje przywozu, wywozu, wewnątrzwspólnotowego nabycia, wewnątrzwspólnotowej dostawy lub przewozi przez terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub terytorium innego państwa środki odurzające, substancje psychotropowe lub słomę makowa, podlega grzywnie i karze pozbawienia wolności do lat 5. Czytaj więcej

– Najbliższe czynności, zaplanowane w tej sprawie, zmierzać będą do uzyskania opinii biegłych – mówi rzeczniczka prokuratury. Historia Jakuba Gajewskiego była już opisywana w naszym serwisie. Paradoksalnie, może przyczynić się do poszerzenia wiedzy na temat stosowania marihuany do celów leczniczych. Między innymi - oleju RSO.



Czym jest olej RSO?
Mimo że po wpisaniu w Google słów "olej RSO" wyskakuje przeszło 12 tys. wyników, przeciętny człowiek nie wie kompletnie nic o oleju z kwiatów konopi. To jeden z najmocniejszych naturalnych medykamentów, który może powstrzymywać lub działać doraźnie w przypadku ponad 200 chorób. – Ten olej będzie skuteczny na przykład przy padaczce – mówi były minister zdrowia Marek Balicki.

Jedną z najlepiej poinformowanych osób w Polsce w kwestii stosowania konopi jest dziennikarz, ekonomista i działacz stowarzyszenia "Wolne Konopie" - Maciej Kowalski. Jak wyjaśnia, nazwa RSO pochodzi od nazwiska Ricka Simpsona, który jako pierwszy zaczął stosować wywar z kwiatów konopi w leczeniu chorych na nowotwory. Marihuana już wcześniej była stosowana w lecznictwie, ale w formie nieprzetworzonej. W internecie aż roi się od instrukcji jak zrobić go samodzielnie.

– Olej RSO to ekstrakt z kwiatostanów konopi indyjskich. O ile konopie same w sobie mają między 5 proc. a 20 proc. THC, głównej substancji aktywnej, to w oleju jest prawie sto proc. – wyjaśnia Kowalski. Jeden gram olejku, to odpowiednik nawet dziesięciu gramów marihuany.

Stosuje się go drogą doustną, pod język lub po prostu połyka. – Każdy wchodzi na jakąś dawkę, nie można od razu jeść grama tego oleju dziennie, choć  mniej więcej taka jest docelowa dawka. Na początku mogłoby to zmieść człowieka z powierzchni ziemi – mówi Kowalski. Nie ma podręczników, które wskazywałyby, jak podawać olej RSO. A że lekarze nie mogą tego robić, wiele osób wydziela dawki na podstawie wiadomości znalezionych w sieci, które nie są pewne i bezpieczne.

Czy może służyć narkomanom?
Uzyskany po zażyciu efekt zależy od stężenia i dawek. Są dwa podstawowej składniki: THC i CBD, przy czym to drugie znosi psychoaktywne działanie THC. W dziko rosnących odmianach konopi, CBD jest sporo, dlatego naturalna marihuana nie wywołuje psychoz. – Jeśli mamy olejek, gdzie jest samo THC, efekt psychoaktywny będzie mocniejszy – wyjaśnia Kowalski. Zauważa też, że osoba lecząca się olejkiem nie będzie w stanie pełnej trzeźwości. Ale po środkach onkologicznych też trudno byłoby o tym mówić. – Po lekach człowiek nie powinien prowadzić samochodu – mówi.

Jest jeszcze inny wątek – już nie tak dobry – olej RSO może być stosowany do odurzania się.
Maciej Kowalski
Wolne Konopie

Mogą zdarzyć się przypadku nadużycia, jak w przypadku każdego innego leku. Tysiące dzieciaków pije syrop na kaszel, aby się odurzyć. Ale nie jest to przyczyną, by odbierać te leki chorym.

Maciej Kowalski nazywa opisywaną metodę "naturalną chemioterapią". Tak duża ofensywa substancjami aktywnymi organizmu powoduje działanie zupełnie inne, niż normalna dawka terapeutyczna. To właśnie moc sprawiła, że "Łzy Feniksa" – jak także się go nazywa – zyskały popularność w przypadku stosowania nowotworów.

W Polsce nie można stosować Oleju RSO, podobnie jak innych form marihuany w celach leczniczych. Trudno jednak spodziewać się, aby osoby ciężko chore lub ich bliscy nie usiłowały zdobyć tego leku, wiedząc o jego skuteczności. Nie wszystkich stać na to, aby leczyć się Olejem RSO za granicą. – Piszą do nas ludzie z pytaniami, jak można zdobyć olej RSO. Gdy ich matka, ojciec czy córka umierają, mają gdzieś przepisy – mówi Kowalski.

Ekspert zaznacza, że olej RSO nie jest panaceum, które wyleczy wszystkich ze wszystkiego. Jest natomiast przekonany, że w wielu przypadkach lek może pomóc. – Zgadzam się z osobami które twierdzą, że nie należy stosować terapii samodzielnie. Powinni to robić lekarze i firmy, które określą na opakowaniu leku sposób dawkowania. Natomiast dziś robi się to w podziemiu. Niektórzy sami hodują rośliny, inni importują olej RSO z zagranicy – mówi bloger naTemat.

Lekarska narkofobia
Złamać prawo czy ratować zdrowie? – To nie jest żaden dylemat. Każdy rozsądnie myślący człowiek nie rzuca haseł typu "dura lex, sed lex", tylko bierze się za ratowanie bliskich. Nikt nie będzie patrzył jak pacjenci umierają, bo 460 posłów powiedziało, że "nie wolno" – mówi.

Stosowanie substancji spoza rejestru dopuszczonych leków w Polsce grozi utratą prawa do wykonywania zawodu. Co może zrobić lekarz, który chciałby w ten sposób pomóc pacjentowi? – Czysto teoretycznie powiedzieć na przykład: gdyby pan żył w Stanach Zjednoczonych, to by pana leczyli olejem RSO. Nie mogą skierować do apteki, tylko muszą poinformować o możliwości nielegalnego sprowadzenia lub robić olej samemu – mówi Kowalski.

Były minister zdrowia Marek Balicki zauważa, że nigdzie na świecie batalia o dopuszczenie możliwości leczenia marihuaną nie przychodziła łatwo. – Zawsze trzeba było pokonywać te irracjonalne opory. Ale polscy lekarz są bardziej konserwatywni i zachowawczy, niż w innych krajach. Narkofobia wśród lekarzy jest zdecydowanie większa niż w innych częściach naszego kręgu kulturowego – mówi Balicki.

– W świadomości lekarzy panuje bardzo konserwatywny, zachowawczy element, jeśli chodzi o narkotyki – mówi Balicki. Problemem są nie tylko konserwatywni lekarze, ale i rządzący. Nasz rozmówca mówi o uprzedzeniach i ignorancji, która nie pozwala otworzyć oczu na coś, czego nie znamy do tej pory. Są dowody na skuteczność marihuany, a parlamentarzyście kierują się fobiami, albo cynicznie grają na emocjach ludzi – mówi były minister zdrowia.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...