6 rzeczy, które są luksusem, ale nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę

Luksus niejedno ma imię.
Luksus niejedno ma imię. Fot. Shutterstock
Nigdy nie pomyślałabyś, że szczoteczka do zębów albo podpaski mogą być dla kogoś towarem luksusowym? Zużywasz je, wymieniasz na nowe tymczasem dla wielu dziewcząt na świecie to ekstrawagancja, o której możesz tylko pomarzyć.

Standard czy luksus?
Zapewne trudno jest ci wyobrazić sobie sytuację, że nie możesz na co dzień skorzystać z toalety, a kiedy masz okres, nie wychodzisz z domu, bo... nie masz podpasek. Niestety, chociaż mamy 2015 rok dla wielu ludzi na całym świecie nawet tak podstawowe przedmioty, jak szczoteczka do zębów czy buty, stanowią prawdziwy luksus.



Mając do dyspozycji, właściwie bez żadnych ograniczeń, przedmioty codziennego użytku, w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jak trudne byłoby życie, gdyby nam ich zabrakło. Może dlatego warto chwilę zastanowić się nad takim gorzkim „rankingiem” rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy? Choćby po to, żeby je docenić.

1. Podpaski


Kiedyś w jednym z kobiecych pism znalazłam obszerny reportaż o tym, jak żyło się Polkom w XX wieku. Przedstawicielki różnych pokoleń opowiadały, jak zmieniało się ich życie na przełomie stu lat – jak wyglądała ich praca, relacje rodzinne, w co się ubierały, jak rodziły dzieci... Opowiadały również o tak kobiecych sprawach, jak okres i własnoręczne szycie materiałowych podpasek, kiedy żadna z nich jeszcze nie śniła o wygodnych i chłonnych jednorazówkach.
Dziś producenci środków higienicznych prześcigają się w ułatwianiu kobietom życia, oferując podpaski ze skrzydełkami (albo bez), jeszcze bardziej chłonne, na noc i na dzień i tak dalej. Wydając kilka złotych miesięcznie na paczkę tego „dobra” nie myślimy nawet, że są kobiety, które na to nie stać. Tak było w przypadku żony Arunachalama Murugananthama, która rezygnowała z tego luksusu, by kupić mleko dla dzieci i używała... brudnych szmatek.

Muruganantham, po odkryciu sekretu żony doznał prawdziwego olśnienia i... zaczął szyć podpaski. Najpierw ręcznie, tylko dla żony, z czasem – nieco więcej, dając do wypróbowania kolejnym testerkom. Historię „króla podpasek”, którego w 2014 roku „Times” okrzyknął jednym z najbardziej wpływowych ludzi na świecie opisały jakiś czas temu „Wysokie Obcasy”. Jak pisała Aleksandra Lipczak, w Indiach żyje dziś około 350 mln miesiączkujących kobiet, ale tylko 12 proc. korzysta z podpasek i tamponów. W Nigerii na ten towar luksusowy nie stać 65 proc. kobiet, a wielu państwach Afryki i Azji na jedną paczkę podpasek trzeba pracować więcej niż jeden dzień. Muruganantham wymyślił więc system produkcji środków higienicznych, w który angażują się same kobiety. On dostarcza im maszynę, one produkują tańszą alternatywę dla wyrobów koncernów.

2. Buty

Carrie Bradshow, bohaterka popularnego „Seksu w wielkim mieście” znana z modowych obsesji, szczególnego fioła miała na punkcie butów, zwłaszcza tych od ekskluzywnych projektantów, jak Manolo Blahnik czy Christian Louboutin. Chyba nawet scenarzystom serialu trudno byłoby zliczyć, ile par szpilek pojawiło się w jej obszernej garderobie. Policzyć udało się za to, że serialowa bohaterka wydała na same buty 40 tysięcy dolarów.

Być może przeciętnej Polce daleko do Carrie, nie zmienia to jednak faktu, że kolejne szpilki (tenisówki, sandały czy baleriny) w nowym sezonie to po prostu oczywistość. Nie dla wszystkich.
Na świecie blisko 300 milionów dzieci nie może sobie pozwolić na taki luksus, jakim są buty. Dlatego są narażone na liczne urazy oraz pasożyty, które infekują stopy. Można odziedziczyć buty po starszym rodzeństwie, ale... z tych również szybko się wyrośnie, a i rozmiar nie zawsze pasuje. Noszenie źle dopasowanego obuwia nie jest ani wygodne, ani bezpieczne (grozi urazami i chorobami stóp).

Kenton Lee wymyślił więc buty, które rosną razem z właścicielem. Ich „żywotność” szacowana jest na pięć lat. W tym czasie można je zwiększać o pięć rozmiarów. Buty są do kupienia przez internet, ale – jak deklaruje ich twórca – za darmo mają trafić do najbardziej potrzebujących.

3. Ołówek, piórnik, gumka

Pamiętam, z jaką ekscytacją w dzieciństwie czekaliśmy z bratem na końcówkę wakacji i wielkie szkolne zakupy, na które zabierali nas rodzice. Kolorowe zeszyty w różnych formatach, feeria barw w zestawach kredek i flamastrów, mięciutkie, pastelowe okładki na książki, obszyte pluszowym futerkiem piórniki... Mogliśmy godzinami przebierać w tych „magicznych” przedmiotach, a potem z dumą prezentować na szkolnym korytarzu plecak, jakiego nikt z klasy nie miał.

Edukacja w krajach Afryki czy Azji to nadal wielki problem i wyzwanie. Wiele dzieci nie ma dostępu do szkół albo po prostu nie może sobie pozwolić na edukację, bo musi w tym czasie pracować, aby zarobić na życie. Nie wszyscy afrykańscy rodzice rozumieją konieczność posyłania dzieci do szkoły. A już na pewno nie wtedy, kiedy mają ich ósemkę albo dziesiątkę.
Choć przybory szkolne kosztują tam niewiele więcej niż w Polsce, to właśnie przemnożone przez liczbę dzieci dają sumę, której nie jest w stanie sprostać przeciętny afrykański rodzic. Dlatego na przykład w marcu 2015 poznańska fundacja Redemptoris Missio zorganizowała akcję „Ołówek dla Afryki”. W ramach kampanii udało się wysłać do krajów afrykańskich aż trzy tony ołówków!

4. Okulary (przeciwsłoneczne)

Podobnie jest w przypadku akcji trwającej do końca maja „Okulary dla Afryki”. – W większości krajów Afryki wzrok narażony jest na silne oddziaływanie szkodliwego promieniowania UV. W Polsce okres przedwakacyjny to czas, kiedy najchętniej wymieniamy stare okulary na nowe, niestety te zużyte wyrzucamy – mówi dr Iwona Filipecka, pomysłodawczyni kampanii, której celem jest zebranie okularów przeciwsłonecznych (ale także oprawek dla szkieł korekcyjnych) dla takich krajów, jak Etopia, Ghana, Kamerun, Mauretania, Namibia czy Uganda.
– O badaniu wzroku mało kto słyszał, a jednak afrykańskie słońce potrafi mocno wzrok nadwyrężyć. Wiele dzieci ma problemy ze wzrokiem, a to powoduje trudności w nauce i w zdobyciu dobrego wykształcenia, co z kolei przekłada się bezpośrednio na jakość życia tych dzieci w przyszłości. Badania wzroku oraz możliwość dostarczenia im odpowiednich okularów – czy to ochronnych, czy korekcyjnych jest dla nich szansą, której bez akcji dr Iwony raczej by nie otrzymały – dodaje Małgorzata Kałun z Zarządu Fundacji Dzieci Afryki, która współpracuje przy kampanii.

Wcześniej został też uruchomiony program „Okuliści dla Afryki”, którego celem jest wspieranie wolontariackiej działalności polskich okulistów w krajach afrykańskich. Średnio kilka razy w życiu okularnicy zmieniają swoje oprawki – bo się rozregulowały, poluzowały albo po prostu – przestały być modne. Co się dzieje ze starymi? Trafiają na śmietnik albo zalegają w zakamarkach naszych szuflad i komód. Komuś innemu mogłyby się bardzo przydać...

5. Dach nad głową

To, że mamy gdzie mieszkać i nic nie cieknie nam na głowę, kiedy śpimy to kolejna oczywistość. Czy ktoś w ogóle wyobraża sobie czasem, że nie ma domu? O takich rzeczach nie myśli się, dopóki w efekcie jakiegoś złego zrządzenia losu, bankructwa czy nieprzemyślanych decyzji, stanie się na skraju przepaści i... bezdomności.

Problem braku dachu nad głową dotyka coraz większą liczbę Polaków. W 2013 roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej szacowało liczbę bezdomnych na około 31 tysięcy. Ale inne źródła mówią nawet o ponad 100 tys. osób, które nie mają się gdzie podziać! Tak wielkie rozbieżności mogą wynikać z faktu, że nie wszyscy bezdomni (nawet w najzimniejszych dniach) decydują się na skorzystanie z pomocy placówek opiekuńczych czy noclegowni.
Zima to najcięższy czas dla bezdomnych – mróz daje się we znaki, nie mówiąc już o tym, jak ciężko zdobyć coś ciepłego do jedzenia. W samym Detroit żyje nawet 30 tys. bezdomnych. Veronica Scott, 20-letnia studentka wzornictwa, chcą im pomóc wpadła na pomysł uszycia kurtki, która jednocześnie będzie śpiworem.

Jej pomysł początkowo mało komu przypadł do gustu (prototyp kurtki ważył aż 9 kg), a sami bezdomni wykrzyczeli dziewczynie, że nie chcą kurtki, ale pracy. I tak zrodził się pomysł, żeby bezdomni sami zaczęli szyć te kurtki. I tak niektórym udało się wyjść z bezdomności, a Vitoria dwa razy wystąpiła na prestiżowej konferencji TEDx i zdobyła liczne nagrody.

6. Mydło, szczotka do zębów, szampon

Większość stomatologów zaleca, aby wymieniać szczoteczkę do zębów średnio co trzy miesiące albo częściej, jeśli jej włókna się zużyją. To oznacza, że rocznie używamy (a przynajmniej powinniśmy) cztery szczoteczki, co pomnożone przez nasz wiek daje całkiem pokaźną liczbę.

W krajach egzotycznych, kiedy ludzi nie stać na szczoteczki w ruch idą... gałązki drzew i krzewów. – Taki rodzaj szczoteczek jest popularny wśród ludności afrykańskiej, zamieszkującej tereny na południe od Sahary. W Senegalu "patyk" do żucia nazywany jest "sothiou", a we wschodniej Afryce plemię Suahili nazywa go "mswaki". W innych plemionach stosowane są jeszcze inne tubylcze nazwy, ale zasada działania jest podobna – mówił dr Roman Borczyk, kierownik Kliniki Implantologii i Stomatologii Estetycznej w Katowicach. W innych krajach zamiast mycia zębów praktykowane jest... żucie egzotycznych owoców. Nietrudno się domyślać, jakie to może mieć skutki dla uzębienia...
Wspomniana już fundacja Redemptoris Missio w 2014 roku zbierała szczoteczki i pasty do zębów dla Afryki. Polscy stomatologowie biorą też udział w ogólnoświatowych akcjach, w ramach których wyjeżdżają na jakiś czas na wolontariat do krajów afrykańskich.

Świadomość dbania o higienę jamy ustnej jest na Czarnym Lądzie stosunkowo niska – w wielu miejscach bolące zęby wyrywane są przez lokalnych szamanów (pełniących funkcję prymitywnych stomatologów)... obcęgami. Zresztą, kuleje nie tylko świadomość dbania o higienę zębów, ale ogólną higienę. Takie produkty, jak mydło, żel pod prysznic czy szampon to w wielu miejscach prawdziwe dobra luksusowe. Z sentymentem można powspominać nasze babcie, które kolekcjonowały kolorowe mydełka, z ekscytacją patrzyły na pojawiające się na rynku butelki żelu „Fa” czy od wielkiego święta pryskały nadgarstki perfumami „Być może”, kiedy półki drogerii wprost uginają się pod ciężarem kolorowych żeli, mazideł, past, szamponów... Dziś podarowanie komuś buteleczki żelu pod prysznic do prawdziwe faux pas („Jakaś aluzja?!”), a kiedyś...

Zestawianie tych wszystkich produktów (które można pewnie jeszcze długo wyliczać) i konstatacja, że nie doceniamy tego, co mamy na co dzień, może zabrzmieć banalnie. To prawda, ale może zanim bezwiednie wyrzucimy do kosza coś, co nam wydaje się już niemodne (buty, bluzka), zanim znowu zmarnujemy kolejne kilogramy jedzenia albo zaczniemy marudzić u dentysty, choć przez chwilę zastanowimy się, że tak naprawdę nie mamy powodów do narzekania...

Napisz do autorki: marta.brzezinska@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...