100 lat temu Polacy otwarcie przyznawali się do masturbacji. "99 proc. to robi. A ten setny kłamie"

Masturbacja nie było dla Polaków sprzed wieku tematem tabu.
Masturbacja nie było dla Polaków sprzed wieku tematem tabu. "Epoka hipokryzji", wyd. Znak / materiały prasowe
Krakowscy studenci, pytani o to, czy dokonują aktów autoerotyzmu, nie mieli nic do ukrycia. Aż 93 proc. ankietowanych przyznało się do masturbacji. Dziwne? Niekoniecznie, bo chodzi o sondaż sprzed ponad wieku. Nasi przodkowie byli od nas mniej wstydliwi...

Ankietę przeprowadzono dokładnie w 1910 roku, czyli zanim jeszcze Polska ponownie znalazła się na europejskich mapach. Młodzież akademicka z grodu Kraka nie była wcale skrępowana pytaniami o życie seksualne. O ile nie kłamała. Z drugiej strony, zwyczajnie mogła nie mieć ku temu powodu.

Przedwojenna Polska ojczyzną pierwszej rewolucji seksualnej - pisze Kamil Janicki, autor najnowszej książki "Epoka hipokryzji", w której zamieszczono sondaż sprzed ponad stulecia. Wynika z niego, że przyznania się do masturbacji nie traktowano przed stuleciem jako zła koniecznego. Co innego dziś.
Seks, a już na pewno onanizm, to dla Polaków tabu. Tajemnica Poliszynela. Jak czytamy u Janickiego, gdy w 2012 roku czołowy polski seksuolog Zbigniew Izdebski pytał rodaków o regularne akty masturbacji, jedynie 21 proc. odpowiedziało "tak". Dużo więcej, bo 73 proc. przyznało, że zdarzyło im się uprawiać autoerotyzm. W większości przypadków były to jednak jednorazowe "wybryki". Ciekawe, co by na to dziś powiedzieli krakowscy żacy.

To, że Polacy otwarcie mówili o masturbacji, co więcej - przyznawali się do niej, nie było wtedy, czyli przed wojną, czymś zaskakującym. Ówczesny czołowy polski badacz życia seksualnego Paweł Klinger dowiódł, że robiono "to" wszędzie. I Niemcy, i Amerykanie, Brytyjczycy czy Węgrzy - wszyscy się masturbowali. Sondaże przeprowadzane na Zachodzie nie kłamały.
Polska nie była wtedy samotną wyspą autoerotyzmu. Wręcz przeciwnie. Seks był jednak dla niektórych problemem. Szczególnie konserwatyści, a wśród nich też ludzie medycyny, krytykowali "wyzywający" sposób bycia Polaków. A już załamywali ręce, gdy chodziło o młodzież szkolną. Ta ponoć na potęgę lubowała się w samogwałtach.

– W zakładach naukowych, szkołach i internatach onanizm przybiera rozmiary przestraszające, staje się istną epidemią, której podlega, według moich obliczeń, 80% ogólnej liczby uczącej się młodzieży – alarmował cytowany w "Epoce hipokryzji" lekarz Michał Misiewicz.

A co na to inni badacze? "Obrońcy" autoerotyzmu nie traktowali onanizmu jako choroby czy wynaturzenia. Za zupełnie normalny, przynajmniej w pewnej fazie rozwoju, objaw ludzkiej fizjologii uznał masturbację już w początkach XX stulecia Czesław Józef Uhma, lwowski seksuolog. I zrobił to wcześniej, niż Zygmunt Freud przelał na papier swoje oryginalne poglądy o popędach.
Inni polscy znawcy problemu także nie dostrzegali w onanizmie, z medycznego punktu widzenia rzecz jasna, zagrożenia. Nie pochwalali go, ale wiedzieli też, że ludzkie popędy trzeba jakoś skanalizować. I to założenie doprowadziło w końcu do znanego stwierdzenia, które przeszło do historii jako tzw. aforyzm Bergera: „99 proc. uprawia onanizm, a ten setny też, tylko ukrywa prawdę”. Stare i wcale nie-ludowe porzekadło.

Na tę mądrość właśnie powoływał się przywołany wcześniej Klinger. Wyszedł z założenia, że masturbacja dotyczy każdego człowieka. Dlatego też czysto ludzką skłonnością - jak utrzymywał - jest dążenie do samozadowolenia.
Paweł Klinger, Vita sexualis

Oczywiście utratę tak drogocennej substancji [spermy - red.] musiano odpowiednio potraktować i wymyślono bajkę o „wyschnięciu mlecza”, do dnia dzisiejszego pokutującą wśród ogółu. Jeśli zaś utrata nasienia nie powoduje, jak to wiemy już dziś, utraty substancji nerwowej, to cóż ma szkodzić właściwie przy umiarkowanym onanizmie?

K. Janicki, "Epoka hipokryzji", wyd. Znak, Warszawa 2015
W opinii przedwojennego seksuologa, nie masturbacja, ale cała krucjata przeciwko niej, szkodziła Polakom w poważnym stopniu. Ukazywanie tego rodzaju aktów seksualnych jako grzechów śmiertelnych prowadziło niekiedy bowiem do zaburzeń psychicznych, także samobójstw. Onanizm nie zagraża jednak - tłumaczył badacz - naszym duszom.

– Czegóż to nie znajdywano już w pochwie, cewce, a nawet w pęcherzu moczowym? Ołówki, świece, szpulki do nici, marchew, szpilki różnego rodzaju, korki, szklaneczki, szczoteczki do zębów – wymieniał Klinger. I wszystkim samozadawalającym się zalecał... umiarkowanie.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...