Wenecja znika. Miasto oblegane przez turystów wkrótce umrze przez absurdalnie wysokie ceny

Wenecja masowo się wyludnia. -  W 2030 r. może stać się miastem "żyjącym tylko w ciągu dnia" - alarmują demografowie.
Wenecja masowo się wyludnia. - W 2030 r. może stać się miastem "żyjącym tylko w ciągu dnia" - alarmują demografowie. Fot. muratart / www.shutterstock.com
– Już w 2030 roku jedno z najsłynniejszych włoskich miast może nie mieć mieszkańców – przewidują demografowie. Wenecja wyludnia się w zastraszającym tempie, bo wywindowane ceny czynią życie w mieście niemożliwie drogie. Na tyle, że nawet świetnie zarabiających gondolierów przestaje być na nie stać. W dodatku za 80 lat kultowe miasto może całkowicie zniknąć... pod wodą.

Gondolierzy to jeden z najlepiej opłacanych zawodów w mieście. W całej Wenecji jest ich nieco ponad 400. – Każdy zarabia średnio 95 tys. funtów rocznie – podaje „The Independent”. To spora suma, ale nawet ona nie wszystkim pozwala na to, by można było na przyzwoitym poziomie utrzymać się w mieście. Nie starcza nawet na wynajęcie średniej wielkości mieszkania i zaspokojenie podstawowych życiowych potrzeb.



Wenecja się wyludnia
W ciągu ostatnich dwóch dekad większość nieruchomości przekształcono w hotele i mieszkania na wynajem dla turystów. W konsekwencji dramatycznie wzrosły też ceny obowiązujące mieszkańców. Dla wielu miejscowych to nie do przyjęcia, dlatego liczba ludności miasta od dekad maleje w zastraszającym tempie. W latach 50. miasto zamieszkiwało ok. 300 tys. osób, ale już pół wieku później, w 2000 r. , tylko 120 tys. ludzi nazywało Wenecję domem. Dziś jest ich 55 tys., w 2030 r. z kolei – jeśli spełnią się czarne scenariusze rysowane przez wielu demografów – Wenecja może stać się miastem duchów.
Winston Ross, „Newsweek”

Jest leniwy, poniedziałkowy poranek. Wiatr lekko powiewa ponad szmaragdowymi kanałami Wenecji. Stoję w tłumie na stacji gondoli, ściśnięty między mieszkańcami a turystami. (…) Jest środek sezonu turystycznego. Codziennie do miasta przyjeżdża 55 tys. osób. Czytaj więcej

Miastem duchów, lub raczej zamykanym na noc lunaparkiem, jak wolą mówić miejscowi odnosząc się do pomysłu włodarzy, o którym za chwilę. Bo turystów Wenecja wielce interesuje. Codziennie tłumnie przybywają do miasta. Tyle że nie zostają w nim na noc. Z miejskich statystyk wynika, że spośród 20 mln ludzi, którzy co roku odwiedzają Wenecję zaledwie połowa w nim nocuje. A to z kolei powoduje gigantyczne straty hotelarzy – w ciągu ostatnich 25 lat ich dochody spadły o niemal 2/3. Ci więc tym bardziej walczą o to, by na przybyszach dało się jakoś zarobić – po raz kolejny podnosząc ceny.

Bardzo droga Wenecja...

Ci, którzy chcą kupić mieszkanie w Wenecji, za metr kwadratowy lokalu muszą płacić nierzadko więcej niż 10 tys. euro. To więcej nawet niż w Rzymie.

Wynajem mieszkania zwykle kosztuje ok. 1000-1200 euro miesięcznie. Natomiast wynajem pokoju to koszt minimum 120-130 euro za dobę. Mowa o terminach przypadających poza sezonem turystycznym jakkolwiek irracjonalnie by to w przypadku Wenecji nie brzmiało. Latem trudno znaleźć pokój, w którym za noc zapłacimy mniej niż 300 euro, choć zdarzają się i takie hotele, w których doba kosztuje 1600 tys. euro.

Dziś stawki i tak są już horrendalne – za przejazd wodnym tramwajem płaci się 7 euro, bilet do zabytkowego Pałacu Dożów to koszt 18 euro, a ślub w Wenecji? To już wydatek od 2,5 (w dni robocze ) do 5,5 tys. (w weekendy) dolarów.

Miasto idealne?
Większość przybyszów tkwi w błogiej nieświadomości na temat tego, co się w Wenecji dzieje. Jedyne co dostrzegają to piękne miasto, ze wspaniałym Canal Grande, mostami, brukowanymi uliczkami i brakiem dźwięku... samochodów. Problemu nie zauważono nawet po oryginalnej manifestacji z 2008 r. Zorganizowano ją już po tym, jak okazało się, że populacja miasta spadłą poniżej liczny 60 tys. mieszkańców. Demonstranci nieśli wówczas „pogrzeb” trzem gondolom niosąc je w czerwonych trumnach w kondukcie nieopodal kanałów miasta. W ten sposób chcieli alarmować o problemie zmniejszającej się liczby mieszkańców. Chcieli, ale niewiele się po tej oryginalnej manifestacji zmieniło.
Augusto Salvadori, dyrektor ds. turystyki,

Turystyka pożera to miasto. Dostęp do usług jest ograniczony. Przez część roku wenecjanie nie są w stanie wepchnąć się do środków publicznego transportu. Koszty wywozu śmieci rosną, tak jak i koszty utrzymania. Czytaj więcej

Co ciekawe, kolejnym przyczynkiem do weneckiego kryzysu jest jedna z największych atrakcji miasta - woda. Od początku XX stulecia Adriatyk wielokrotnie zalewał i kompletnie niszczył pierwsze piętra setek budynków. W dodatku w ciągu minionego stulecia znacznie podniósł się poziom wody - wielu ekspertów przewiduje, że najdalej za 80 lat Wenecja całkowicie znajdzie się pod wodą.
"Poczekamy aż wszyscy umrą"
Mając na uwadze te przestrogi włodarze miasta zainwestowali 5 mld funtów w budowę 78 podwodnych bramek, które mają uchronić miasto przed losem legendarnej Atlantydy. Realizację projektu rozpoczęto w 2003 r., ale do jego zakończenia brakuje jeszcze kilkunastu miesięcy prac. Prace natomiast pochłaniają kolejne fundusze, których gmina już właściwie nie ma. Nie ma więc też pieniędzy na ewentualne inwestycje, które mogłyby zatrzymać mieszkańców w Wenecji.
Augusto Salvadori, dyrektor ds. turystyki

Nie dostajemy od państwa dość pieniędzy, by pokryć wszystkie wydatki - czyszczenie kanałów, odnawianie budynków, podnoszenie nabrzeża, do których przybijają łodzie. (...) Tu jest trzy razy drożej niż 20 km stąd, w Mogliano. Mieszkają tu jedynie bogacze lub osoby starsze, które posiadają na własność swoje domy, ponieważ je odziedziczyli. Młodych na to nie stać. Czytaj więcej

– Każdy człowiek w moim wieku rozumie problem – mówi cytowany przez "The Independent" 26-letni mieszkaniec Wenecji Alessandro Burbank. – Ale ci powyżej 50-tki mają z tym rozumieniem duże trudności. Musimy więc poczekać, aż wszyscy ci starzy ludzie umrą i wtedy dopiero może uda się coś zdziałać.

Mowa o władzach miasta, które w dość nieudolny sposób próbują zatrzymać masowy exodus mieszkańców. Uznano, że najlepszym na to sposobem będzie ograniczenie liczby turystów, która dziennie sięga nawet 55 tys. osób. Urzędnicy nie zauważają przy tym jakby, że problemem są tu także wywindowane ceny czy martwiejące coraz bardziej usługi. Sami mieszkańcy mawiają ponoć, że w Wenecji łatwiej kupić maskę karnawałową niż bochenek chleba.

Tymczasem jedyne, co w ramach poprawy dramatycznej sytuacji demograficznej mają do zaproponowania władze miasta to... wprowadzenie dla turystów opłaty wjazdowej. Pomysł jednak krytykują mieszkańcy twierdząc, że uczyni on z Wenecji otwierany na dzień i zamykany na noc Disneyland. Jakby tego było mało koncepcji nie można wdrożyć nawet „na próbę”, bo okoniem stają hotelarze i restauratorzy, którzy przecież z turystyki jakieś zyski czerpią.

Napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...