Jest kontrakt, jest rozmowa. Jak Fundacja SPUNK uświadamia seksualnie polską młodzież

SPUNK działa od dziesięciu lat. Edukacja seksualna to tylko jeden z projektów, które prowadzi fundacja.
SPUNK działa od dziesięciu lat. Edukacja seksualna to tylko jeden z projektów, które prowadzi fundacja. Archiwum: Fundacja SPUNK / www.piktografiki.com
– Rzadko jest tak, że marudzą, a nawet jeśli, bo już jest koniec roku szkolnego, to przychodzą, a to nie są zajęcia obowiązkowe. Przychodzą i rozmawiają. A przede wszystkim zapamiętują to, co się do nich mówi – mówią Anna Jurek i Magdalena Kołacz, edukatorki Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK. I dodają: – Wielu przekonuje, że o seksie wie wszystko. W praktyce zazwyczaj okazuje się, że to wszystko to jednak bardzo niewiele.

– Proszę pani, mogę iść do domu? – pyta 16-latek.

– Ja cię do niczego zmusić nie mogę, ale będę się cieszyć jeśli zostaniesz – odpowiada prowadząca zajęcia blondynka.

I chłopak zostaje.

Za chwilę znów pyta:

– Proszę pani mogę odebrać telefon?

– Lepiej nie, chyba, że musisz.

– Weź go wyłącz – rzuca inny, kilka lat starszy uczestnik zajęć.

I chłopak wyłącza. Słucha.

Edukatorzy
Anna: – Wie pani, ja wolę pracować z tzw. trudną młodzieżą. Lubię ich. Łatwiej się z nimi pracuje niż z uczniami z prywatnych szkół. Nie cierpię, jak te wymalowane nastolatki przewracają oczami z miną wszechwiedzących. Jak tylko mogę wysyłam tam innych edukatorów. Takich, którzy świetnie sobie z nimi radzą.


Magdalena: – Skończyłam pedagogikę, ale to są studia, które kompletnie nic nie dają. Nic, wie pani? Lata pracy z dzieciakami, to jest to, co uczy najwięcej i najskuteczniej. I to właśnie wtedy można dopiero sprawdzić, czy człowiek się do takiej pracy nadaje.

Anna: – Pracujemy z różnymi dzieciakami. Czasem to jest podstawówka, czasem gimnazjum. Nie tylko te łódzkie, byliśmy w Nysie, Łomży, Sztumie. Dzieciaki zwykle mówią, że wiedzą o seksie i seksualności wszystko, a w rzeczywistości bardzo często wiedzą niewiele.


– Dzień dobry, kiedy będziemy mieli z paniami zajęcia? – do stojących ze mną na korytarzu kobiet podchodzi inny nastolatek. Pryszczaty, na oko 16-17-letni. Obok niego grupka kolegów. Same chłopaki.

– A wiesz czego uczymy? Edukacji seksualnej. Dzisiaj o antykoncepcji będzie.

– A to dziękujemy, my już wszystko o tym wiemy. Jeden nasz kolega ma 17 lat i już troje dzieci.

No właśnie. Dzieci uprawiają seks, ale niewiele o nim wiedzą. A zwłaszcza o seksie odpowiedzialnym i bezpiecznym, ponieważ niewiele wiedzą też o antykoncepcji – metodach barierowych, naturalnej, hormonalnej czy awaryjnej. A czy właśnie nie dla nich powstają takie produkty?

Poza powszechnie znanymi metodami, takimi jak prezerwatywa czy tabletki hormonalne jest cała masa innych możliwości. Kremy plemnikobójcze, krążki domaciczne, specjale pierścienie dopochwowe, plastry. Pomija się antykoncepcję awaryjną, która niesłusznie wciąż jest kojarzona z aborcją, a nie ma z nią przecież zupełnie nic wspólnego. Jedyna ingerencja w organizm kobiety to przesunięcie owulacji , co pokazuje materiał edukacyjny. Przecież pęknięta prezerwatywa nie może być jedynym powodem, dla którego ktoś ma zostać rodzicem.
W Polsce seks można uprawiać z osobą powyżej 15 roku życia, ale dziewczynka niepełnoletnia na wizytę u ginekologa dziecko powinno przyjść z jednym z rodziców. To paradoks. Nie zmieni się tego, że młodzież jest seksem zainteresowana. Nie zmieni tego nawet najbardziej konserwatywne zachowanie. Dlatego zamiast udawać, że nasze dzieci są niewinne jak wielkookie szczeniaki warto o tym seksie rozmawiać. Bo świadomość dotycząca dostępnych metod antykoncepcyjnych, chorób przenoszonych drogą płciową czy naprawdę realnej możliwości zajścia w ciążę, jest naprawdę niska.

Zajęcia
Łódzkie gimnazjum. Maleńka klasa. Uczestników dziś wyjątkowo też mało, ale to – jak wyjaśniają mi edukatorki – skutek terminu. W połowie czerwca, kiedy chłopaki mają już w większości powystawiane oceny, trudno zagonić ich do nauki.

– To szczególna szkoła – wyjaśnia mi Jurek. To zresztą właśnie ona, razem z Aleksandrą Dulas, stworzyła ten autorski program edukacji seksualnej dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej. – Trafiają tu przede wszystkim dzieciaki po przejściach, każdy z jakąś historią, z jakimiś negatywnymi komunikatami z poprzednich szkół. Cieszymy się najbardziej z tego, że oni są, przychodzą, sama obecność wiele w tym przypadku znaczy.
Zajęcia z edukacji seksualnej, jakie prowadzi SPUNK obowiązkowe nie są, ale tych, którzy na nie przychodzą obowiązuje kontrakt. Na każdym spotkaniu edukatorki wieszają go na tablicy – napisany odręcznie na brulionie zbiór zasad, podpisany przez uczniów. Na liście znajdują się kolejno punkty:

– aktywność;
– nie przeszkadzamy, gdy druga osoba mówi;
– słuchamy się nawzajem;
– zasada poufności;
– nie poruszamy spraw osobistych;
– chowamy telefony.
"NEWSWEEK"

Prezerwatywy są nieszczelne, antykoncepcja powoduje niepłodność, a kobieta to “gleba”, na której rośnie nowe życie – takie informacje można znaleźć w czterech aktualnie obowiązujących podręcznikach do „Wychowania do życia w rodzinie” (WdŻ), które mają rekomendację Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Trafiam na zajęcia, których tematem jest antykoncepcja i ciąża. Chłopcy wyglądają na dość znudzonych. To podobno taka poza. Dziewczyny ze SPUNKa dobrych parę minut wyjaśniają dlaczego chciałyby, żeby zostali. I zostają, za parę kolejnych minut nawet się rozkręcają.

Na początek kilka słów przypomnienia z poprzednich spotkań – która metoda antykoncepcji jest najmniej skuteczna a która najbardziej; która jest najtańsza, a która najdroższa. Chłopcy powtarzają "najmniej skuteczna, ale i najtańsza jest metoda naturalna".

Zaraz potem nowy temat – “jak dochodzi do zapłodnienia”, “z czym się wiąże rodzicielstwo” i “nie tylko przed ciążą warto się zabezpieczać”.

Na tablicy brystol ze rozrysowanym schematem – związek to: miłość, szczęście, seks, współpraca, finanse, rodzina.

– Macie znajomych, którzy są już rodzicami – pyta jedna z dziewczyn.

– Tak.

– Co obecność dziecka zmienia w życiu?

– Ma się mniej czasu dla siebie. Mniej życia.

– A taki mały człowiek jest w stanie przeżyć bez opieki dorosłego?

– Zależy jak mały. Kilkutygodniowy nie ma szans, dlatego trzeba się nim zajmować. Kilkuletni już sobie jakoś poradzi.

Edukatorki pytają dalej: „jaki jest najlepszy wiek na to, żeby zostać rodzicem?”. I chłopaki chórem odpowiadają: 22-23 lata. „A co wtedy dobrze już w życiu mieć?”. Znów chwila ciszy. W końcu pada odpowiedź: „dobrą pracę”. Za moment pojawia się jeszcze jedna: „wsparcie partnera”. A potem wniosek: dziecko to bardzo wymagające stworzenie, w okół którego musi kręcić się cały nasz świat, przynajmniej na początku. Na jego przyjście trzeba się dobrze przygotować.

Ważne słowa
SPUNK przekonuje: przed ciążą warto się zabezpieczyć. Dziecko powinno przyjść na świat wskutek świadomej decyzji obojga partnerów, a nie wskutek przypadku. I co najważniejsze: nie każdy musi mieć dzieci.

To ważne słowa, dość rzadko powtarzane młodym nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Częściej przecież rodzice roztaczający przed dziećmi wizję dorosłości mówią “będziesz miał/a męża/żonę i dzieci”. SPUNK mówi coś wręcz przeciwnego: dziecko to nie jest obowiązek, a o tym czy i kiedy przyjdzie na świat, decydować powinny wyłącznie osoby zainteresowane.

– Pamiętajcie, jeśli zaczynacie z kimś rozmawiać o jego życiu, jego dziecku lub o tym dlaczego go nie ma, wchodzicie na bardzo intymny teren – wyjaśnia Kołacz. – Nie wolno np. w rozmowie z panem X zapytać “Ty X, dlaczego z panią Y nie macie jeszcze dzieci, kiedy na was pora?”.

Chłopaki kiwają głowami. Jeden bąka pod nosem: – Problemy pojawiają się, kiedy jedna strona chce, a druga nie. Ale jak dwie nie chcą, to to jest spoko.

– Żyjemy w czasach, kiedy schematyczny podział ról w związku właściwie nie istnieje, mówiliśmy o tym wczoraj – zaznacza Kołacz. A uczniowie kiwają głowami: – Wszystko jest kwestią umowy.

Dyskutują: umówić można się tak, że mężczyzna pracuje a kobieta wychowuje dzieci, albo odwrotnie; oboje mogą pracować, jeśli dzieckiem zajmą się np. dziadkowie; umówić się można na wszystko, cokolwiek zaakceptują obie strony.

Nie tylko o ciążę chodzi
Kolejny punkt: “jak dochodzi do zapłodnienia”. Anna wskazuje na umieszczony na tablic schemat cyklu menstruacyjnego, dni płodne, dni niepłodne, miesiączka. Obok widać objaśnienia dotyczące metod naturalnej antykoncepcji – popularny “kalendarzyk”, obserwacja śluzu, metoda termiczna. Rysuje na tablicy kobiecy układ rozrodczy. Pyta: – Z czym musi się połączyć komórka jajowa, żeby doszło do zapłodnienia?

– Z drogą mleczną – odpowiada rozbawiony gimnazjalista.

– A co to jest droga mleczna?

– Sperma.

– A co wchodzi w skład spermy?

Cisza. Edukatorka podpowiada “chodzi o coś bardzo małego, coś co ma witkę”. Cisza. W końcu sama mówi: – Plemniki. Każdy wytrysk to ok. 100 mln plemników i możliwość ciąży.

Chłopaki kiwają głowami.

CIĄŻE MAŁOLETNICH W POLSCE

Wedle raportu Głównego Urzędu Statystycznego, w 2010 roku ciąże małoletnich kobiet stanowiły 4 proc. ogółu. Najczęściej dzieci rodzą dziewczęta w wieku 15-19 lat, ale zdarzają się także młodsze ciężarne.

Dziewczyny mówią dalej: – Ciąża to nie jedyny powód, dla którego warto się zabezpieczać. Każdy stosunek powinien być zabezpieczony z uwagi na zdrowie obojga partnerów. Dlatego warto używać prezerwatyw. Proponują obejrzenie kilku spotów promujących kampanie społeczne. Wszystkie przeciwko AIDS. Na początek “Willy the Tourist”.

– To znaczy mniej więcej tyle, co “Wacek – turysta” – wyjaśnia z uśmiechem jedna z edukatorek i włącza na laptopie spot. Ma uświadamiać ryzyko zarażenia wirusem HIV i robi to, ale w niebywale zabawny sposób. Lekki, dowcipny, sugestywny a jednocześnie nie nachalny. W sam raz dla takich łebków jak ci chłopcy.
Po minach widzę, że filmik się spodobał i dał do myślenia. Kolejne spoty poświęcone HIV i AIDS oglądają z jeszcze większą uwagą. Wnioski mają być omówione wkrótce.

Poziom edukacji seksualnej w polskiej szkole jest dramatycznie niski. Nieprzygotowani nauczyciele wstydzą się rozmawiać o intymnych tematach z uczniami. Sami są zażenowani sytuacją, uczniowie tę niepewność czują i albo lekceważąco podchodzą do tematu, albo wstydzą się rozmawiać.

Raport Fundacji PONTON nie zostawia na nauczycielach tego przedmiotu suchej nitki. Są nieprzygotowani, demonizują sam seks, a przede wszystkim antykoncepcję.
Fragment raportu Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton 2014
Sprawdzian (z)Wd Ż, czyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach?

antykoncepcja jest zła, bo biorąc kogoś za męża/żonę, obiecujemy go kochać, a tymczasem odrzucamy jego plemniki/jajeczka;

zażywanie pigułek antykoncepcyjnych prowadzi do nieodwracalnych zmian w organizmie, powoduje raka i choroby weneryczne;

prezerwatywy mają mikrootwory większe od plemnika i wirusa HIV, więc nie zabezpieczają ani przed ciążą ani przed chorobami

prezerwatywy powodują nerwicę u młodych mężczyzn (?!);

pedagog wzniosłym tonem opowiedziała, jak jej koleżanka zaszła w ciążę pomimo używania spirali i urodziła dziecko z wrośniętą spiralą w głowę.

Ogólnie zajęcia polegały na szerzeniu strachu przed używaniem antykoncepcji, która miała być rzekomo nieskuteczna i szkodliwa. W klasie miałam wiele dziewczyn, które wierzyły w to wszystko i stwierdziły, że najlepiej będzie stosować kalendarzyk. W trzeciej klasie jedna z nich urodziła dziecko.

A przecież seks jest jedną z najbardziej naturalnych czynności. Jednak ten nieodpowiedzialny niesie ze sobą przykre konsekwencje.

Dziewczyny z Fundacji Spunk tłumaczą, jak ich uniknąć i wyjaśniają, że bliskość fizyczna to nie tylko sam stosunek. To uczucia, odpowiedzialność i troska o swojego partnera.

napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...