Szkoła grozy – śmierć Dominika bezlitośnie obnaża beznadzieję polskiej szkoły i całego społeczeństwa

Śmierć nastolatka to finał dramatu, który ciągnął się miesiącami.
Śmierć nastolatka to finał dramatu, który ciągnął się miesiącami. Fot. facebook.com/pages/Dominik-Szymański
Dramat, jaki w ostatnich miesiącach swojego życia przeżywał 14-letni Dominik Szymański z Bieżunia, to jeden z najbardziej przerażających dowodów na to, jak destrukcyjnie na młodych ludzi potrafi działać czy to przedszkole czy szkoła. Zwłaszcza taka, w której okrucieństwo ze strony rówieśników jest nie tylko tolerowane, ale wręcz przez pedagogów propagowane.

A to, że jest, nie ulega żadnej wątpliwości. To, co wydarzyło się w Zespole Placówek Oświatowych w Bieżuniu jest świetnym, choć nie jedynym tego przykładem.



Dominik był pierwszy
Dominik Szymański popełnił samobójstwo w wieku 14 lat. Powiesił się na własnych sznurówkach. W liście do matki, który napisał przed śmiercią, przepraszał ją za swoją śmierć i przekonywał, że jest zerem.

Wcześniej o tym, że jest zerem skutecznie przekonali go rówieśnicy. Przekonywali długo, tygodnie, może nawet miesiące. Tłumaczyli cierpliwie, że jest "pedziem" (ponoć dlatego, że lubił o siebie dbać i często zakładał spodnie „rurki”), szarpali, dręczyli, poniżali. Wszystko po to, by uświadomić mu jak bardzo się nie liczy. Gdyby nie to, że chłopiec odebrał sobie życie, przekonywaliby go pewnie o tym dalej, może nawet latami. Oni zresztą najbardziej śmiercią chłopca się rozczarowali, bo – jak piszą na specjalnie w tym celu stworzonym fan page'u „Dominik dobrze, że zdechł” – "Szkoda, bo nie ma kogo gnoić", "Dominik hańbił Białą Rasę, nie mogę powiedzieć, że mi go żal".
Gdy spojrzy się na tę historię z tej jednej perspektywy, niebywale dziwi – choć brzmi to brutalnie – że na taki krok, na jaki zdecydował się nastolatek, nie zdecydował się w Bieżuniu nikt wcześniej.

Bo, jak się okazuje, przemoc psychiczna i fizyczna, w bieżuńskich szkołach obecna jest od dawna. Jedna z absolwentek placówki, podpisująca się jako Eva Rygalska, o swoich szkolnych przeżyciach napisała na Facebooku: – Smutne i przerażające... w mojej podstawówce do dziś się nic nie zmieniło choć minęło już tyle lat. Nauczyciel był tam panem i władcą, a uczniowie poniżani i obrażani często właśnie z powodu bycia "innym" jak im się wydawało.
Kropla w morzu
To, co dzieje się w bieżuńskiej szkole, jest ponoć lokalną tajemnicą poliszynela. Gnębionych uczniów jest wielu, a o sprawie wiedzą zarówno nauczyciele, jak i władze miasta. O tym zresztą, w innym wpisie, cytowanym na Twitterze przez Annę Dryjańską, pisze także Rygalska.
Wszystko potwierdza również przeprowadzona niedawno w bieżuńskiej szkole kontrola Kuratorium Oświaty. Tyle tylko, że zorganizowano ją już po śmierci czternastolatka i – jak dotąd – nic z jej wyników, poza kilkoma wnioskami, nie wynika.

Anonimowa ankieta, którą na prośbę Kuratorium Oświaty musieli wypełnić uczniowie, dowodzi, że w placówce nie tylko tolerowano przemoc, jakiej w stosunku do rówieśników dopuszczali się uczniowie. Wyłania się z niej także obraz szkoły grozy, w której prześladowań wobec wybranych podopiecznych mieli dopuszczać się także... pedagodzy.

Dominik w szkole podstawowej był dobrym uczniem. Być może dlatego w gimnazjum część nauczycieli wysoko postawiła mu poprzeczkę. Zbyt wysoko. Gdy okazało się, że Dominik nie zawsze sobie z nauką radzi, jednak z nauczycielek poniżała go przy rówieśnikach.

Kuratorium: nauczyciele w Bieżuniu byli agresywni

Z ankiety przeprowadzonej na wniosek rzecznika praw dziecka przez kuratorium oświaty wynika, że nauczyciele w szkole w Bieżuniu byli wobec uczniów agresywni, często podnosili głos, stosowali groźby.

Dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych w Bieżuniu, Marek Cimochowski, w niedawnej rozmowie z mediami przekonywał, że nie miał informacji o żadnych nieprawidłowościach. Dziś nie udało się nam z nim skontaktować – telefon szkoły nie odpowiada, nie działa też jej strona internetowa. Z Facebooka zniknął oficjalny fanpage Zespołu Placówek Oświatowych w Bieżuniu.

Z zeznań, jakimi dysponuje prokuratura wynika jednak, że Cimochowski mija się z prawdą a Dominik na długo przed swoją śmiercią informował nauczycieli o tym, co spotyka go ze strony innych dzieci.

Dlaczego nikt nie reaguje?
Dominik nie jest i nie był jedyny. Gdyby był, czy kiedyś powstałby choćby taki film jak „Sala samobójców”? Tam też jest nastolatek, też prześladowany i też popełnia samobójstwo. Takie historie co i rusz dzieją się pod naszymi nosami.
Fragment raportu „Dyskryminacja w szkole – obecność nieusprawiedliwiona...”

(…) nauczyciele nie są wolni od uprzedzeń. Słabsze wyniki w nauce, trudności w komunikowaniu, nieznajomość języka polskiego, zwyczajów, norm i zasad odmiennej kultury często budzą niechęć. Akty tzw. miękkiej dyskryminacji są często bagatelizowane przez nauczycieli, dyrekcję, kuratorium; dzieci więc nie mają oparcia w osobie nauczyciela, który często na temat tej kultury wie tyle samo co przeciętny obywatel. Czytaj więcej

– Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale w moim przekonaniu dwie są kluczowe. Po pierwsze pozwolenie na takie a nie inne zachowania wynika z tego, że sami akceptujemy pewne zachowania, po drugie dlatego, że nie wiemy jak sprzeciwić się czemuś, czego nie akceptujemy – wyjaśnia psycholog Monika Dreger. – Czasem dochodzi do tego jeszcze klasyczne rozpraszanie odpowiedzialności, myślenie typu „skoro inni nie reagują, to ja też nie reaguję”.

Nastoletni samobójcy

14–letnia Ania, uczennica jednego z trójmiejskich gimnazjów jesienią 2006 r. powiesiła się na skakance dzień po tym jak dwaj jej szkolni koledzy rozebrali ją i dotykali. Trzeci z chłopców nagrywał wszystko telefonem, reszta klasy – pozostawiona na lekcji bez nauczyciela – spokojnie patrzyła.

Jesienią 2009 r. na psiej smyczy powiesił się 12–letni Kamil z Łodzi. Mówiło się, że przyczyną były kłopoty w relacjach z rówieśnikami, którzy chłopca „przezywali i poszturchiwali”.

W maju 2014 r. w Duczkach koło Wołomina powiesił się 14–letni Kamil. Niedługo przed śmiercią przyznał matce, że pani od historii powiedziała mu, że jest nikim. Później do podobnych spostrzeżeń przyznało się wielu kolegów chłopca.

Nie chodzi tylko o homoseksualistów
Z badań wynika, że 2/3 homoseksualnej młodzieży przynajmniej raz w życiu pomyślało o samobójstwie nie radząc sobie z brakiem akceptacji ze strony otoczenia. Ale to tylko kropla w morzu dramatów, bo homoseksualizm (czasem prawdziwy, czasem zmyślony przez kolegów) nie jest jedynym powodem, dla którego młodzi ludzie spotykają się z szykanami rówieśników i w konsekwencji odbierają sobie lub próbują odebrać sobie życie. Dramatem jest też inna niż polska narodowość czy przynależność do niższej warstwy społecznej.
Fragment raportu „Dyskryminacja w szkole – obecność nieusprawiedliwiona"

„Polskie szkoły nie badają źródeł nietolerancji oraz nie zgłębiają istoty etnicznych, religijnych i społecznych uprzedzeń i przejawów dyskryminacji, które mogą prowadzić do otwartych konfliktów. (…)

Biednych traktuje się jak osoby, które nie są takie, jakie powinny być. (…) W zależności od szkoły i jej pracowników może to oznaczać dla biednych uczniów i uczennic albo przywileje i pomoc (np. darmowe obiady, zwolnienia z pewnych opłat, stypendia, dodatkowe lekcje) albo dyskryminację (przypisanie do «gorszej» klasy, pozbawianie pewnych praw, a nawet rozpoczęcie procesu pozbycia się ich ze szkoły).”
Czytaj więcej

– Jesteśmy narodem, który jest nietolerancyjny. Ta nietolerancja czasem wynika z niewiedzy, ale problem Polaków polega na tym, że oni tej wiedzy wcale nie szukają – kwituje Dreger. – Bo, umówmy się, jeśli w Polsce w XXI wieku nadal powtarza się, że homoseksualizm trzeba leczyć, to to jest zwyczajny ciemnogród.

napisz do autorki: malgorzata.golota@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...