Czarny PR pod Grunwaldem. Jak w średniowieczu nakręcono mit wielkiej bitwy

Pola Grunwaldzkie. Rekonstrukcja Bitwy pod Grunwaldem.
Pola Grunwaldzkie. Rekonstrukcja Bitwy pod Grunwaldem. Fot. Przemyslaw Skrzydlo / Agencja Gazeta
Czarna propaganda nie jest wymysłem naszych czasów, bo o tym, że rozmyślne przedstawianie wroga w niekorzystnym świetle służy własnym interesom, dobrze wiedzieli już ludzie średniowiecza. Także Polacy i Krzyżacy, krótko po tym, jak starli się na śmierć i życie na polach między Stębarkiem, Grunwaldem a Łodwigowem. To była jedna z największych bitew tamtej epoki, odpowiednio zmitologizowana przez... jej uczestników.

Wynik krwawej batalii odbił się po ówczesnej Europie sporym echem, choć informacje rozchodziły się wtedy za pośrednictwem konnych posłańców. Co prawda na Zachodzie dwie wielkie potęgi - Francja i Anglia, walczyły właśnie w wojnie stuletniej, ale nawet tamtejsi kronikarze, choć często pisali już post factum i bez znajomości rzeczy, zauważali doniosłość chwili. Inna sprawa, że umyślnie lub nie przekręcali fakty do tego stopnia, że dziś czytanie ich relacji wywołuje uśmiech na twarzy. A pisali o wydarzeniach bez precedensu - 15 lipca 1410 roku był zapowiedzią kresu wieloletniej potęgi Zakonu.


Wokół kilkugodzinnego starcia narosła niezliczona ilość mitów, przekłamań, nieporozumień, które zdominowały nasze myślenie nie tylko o Krzyżakach, ale i innych uczestnikach pamiętnego boju. Postrzegamy często Grunwald jako rywalizację wrogich narodów, choć to myślenie pozbawione podstaw.
Różnym doświadczeniem musiała być bitwa grunwaldzka dla Polaków, Litwinów, Tatarów, Rusinów, Czechów, Wołochów; z drugiej strony - Krzyżaków i wspierających ich gości z Europy Zachodniej - ówczesne rycerstwo, głównie z różnych zakątków Rzeszy, stawiło się bowiem na zaproszenie wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena. Ale i po krzyżackiej stronie byli Czesi i Morawianie, ponadto - Kaszubi, Pomorzanie, Łużyczanie.

Zanim zaczęła się jednak rywalizacja na miecze, rozgorzał konflikt na słowa. Co istotne, bezpośrednio i pośrednio zaangażowało się w niego wielu możnych tamtej Europy. Takim był wtedy niewątpliwie Zygmunt Luksemburski, król Węgier i Niemiec, sprzymierzeniec Zakonu (liczył na tysiące guldenów zapłaty w zamian za wspólne uderzenie na Polskę) prywatnie - szwagier Jagiełły. Ten ostatni nie miał "dobrej prasy" także w Czechach, gdzie rządził Wacław IV. On też był arbitrem w całym sporze, choć nadzwyczaj stronniczym. Chciał przyznać Zakonowi m.in. całą Żmudź, a Litwinów i innych sprzymierzeńców Polaków otwarcie nazwał "poganami". Polski kronikarz Jan Długosz uznał taką mediację za niedorzeczną.
Jagiełło i wielki książę Witold zdawali sobie sprawę, że zachodnia Europa postrzega wiszący na włosku konflikt li tylko przez pryzmat krzyżackiej propagandy. Słali przeto skargi na Zakon wytykając mu m.in. o złą wolę i nieprzestrzeganie postanowień rozejmowych z jesieni 1409 roku. Oprotestowano też agitację braci zakonnych, obliczoną na zyskanie sprzymierzeńca wśród zachodniego rycerstwa. Ewentualna wojna była bowiem przedstawiana czasem nawet jako krucjata, a polski król - jako sprzymierzeniec niewiernych.


Konflikt w końcu wybuchł, a ówcześni widzieli w nim rywalizację dwóch systemów wartości - Wschodu i Zachodu. Nie do końca tak było, wszak wspierający nas Litwini przyjęli chrześcijaństwo (co prawda dopiero w 1387 roku) - i w ten sposób, związani z Polską personalnym aliansem (unia w Krewie z 1385 roku), stali się liczącym się graczem na europejskiej arenie.

Witold uznał więc argumenty krzyżackie za wyjątkowo kłamliwe, co więcej - przypomniał zbrodnie dokonywane przez obrońców chrześcijaństwa. Liczył, że uda się wstrząsnąć sumieniem Zachodu. Wielkiemu księciu wtórował Jagiełło - w korespondencji wymieniał wszystkie grzechy Zakonu, obwiniał go o niecne zamiary w stosunku do Polski i Litwy, a także zamierzone działanie mające na celu skłócenie koalicji. W końcu stwierdził, że Krzyżacy to w istocie nieprzyjaciele wiary chrześcijańskiej, którzy "diabła mają za ojca".
Skarga ks. Witolda na Krzyżaków

Już ponad dwa wieki władają oni (Krzyżacy - red.) pruską ziemią, czemuż zatem nie usprawiedliwią się, czemu nie odpowiedzą, dlaczego rządzeni przez nich Prusowie dotąd nie porzucili pogańskich zwyczajów. Niech powiedzą, kogo ze Żmudzinów ochrzcili, kiedy przez pięć lat władali ich ziemią. Dlaczego milczą nie usprawiedliwiając swych błędów?

Cyt. za: Mečislovas Jučas, Grunwald 1410, Kraków 2010
Co na to wielki mistrz? Obstawał przy swoim, a walkę z Jagiełłą i Witoldem widział w szerszym kontekście konfrontacji z pogaństwem i planem chrystianizacji Wschodu. W liście z maja 1410 roku, adresowanym m.in. do Zygmunta Luksemburskiego, uzasadniał konieczność podjęcia walki w obronie zachodnich wartości wskazując na poważne zagrożenie wiary chrześcijańskiej. Ale i krzyżackie pieniądze robiły swoje.

Wojna stała się faktem. Wielu jednak tłumaczyło wyprawienie się na wroga za "przykrą" konieczność. – Król Polski życzy sobie pokoju, którego żadną miarą mieć nie może, ponieważ na naszych oczach wniósł ogień w nasze ziemie i okazał wobec nas pychę – odparł von Jungingen krótko przed decydującym starciem. Polskie wojska były już wtedy w drodze pod Grunwald.
W międzyczasie rycerzy Jagiełły utwierdzano nie tylko o doniosłości chwili, ale i "sprawiedliwej wojnie", na jaką właśnie się wyprawiali. W czasie postoju w Czerwińsku nad Wisłą kazanie o słuszności wyprawy wojennej wygłosił płocki biskup Jakub. Chrześcijaństwo miało niebawem stracić tysiące wyznawców - według późniejszych rachunków antypapieża Jana XXIII (wybranego w Pizie, ale uznanego przez Polskę) - aż 18 tysięcy.

Łącznie naprzeciw siebie w otwartej bitwie stanęło kilkadziesiąt tysięcy zbrojnych - siły zakonne liczyły 15-20 tys. ludzi; armia sprzymierzonych - ok. 30 tys. (różne szacunki; historycy od lat toczą spory na temat liczby walczących). Rezultat batalii jest nam znany - klęska Zakonu była całkowita, zginął niemalże cały kwiat krzyżackiego rycerstwa - 203 braci zakonnych, a pod Grunwald nadciągnęło niewiele więcej. W Malborku początkowo nie dowierzano, ale hiobowa wieść szybko się rozniosła. Nastał - jak pisał Długosz - płacz i lament. Tymczasem w Królestwie Polskim - odnotowywał - "we wszystkich miastach i wsiach brzmiały głosy radości".

Ale kres bitwy nie oznaczał końca walki "na argumenty". Jeszcze z pobojowiska pod Grunwaldem Jagiełło wysłał co najmniej cztery listy - jeden adresowany do swojej drugiej żony, królowej Anny. Redagował je kanclerz koronny Mikołaj Trąba. Człowiek "od propagandy" - ten sam, któremu przypisuje się autorstwo głównego - oprócz "Roczników" Długosza - źródła do poznania przebiegu bitwy pod Grunwaldem. Chodzi o "Kronikę konfliktu Władysława króla polskiego z Krzyżakami w roku pańskim 1410".
W późniejszej korespondencji króla, ale i tekstach pisanych przez jego bliskich współpracowników, stale rozwija się pogrunwaldzka propaganda. Niemal nieodłączny jest wątek "dwóch nagich mieczy" - jako przykład wyjątkowej pychy (jeden z siedmiu grzechów głównych) Krzyżaków. Ale i oni nie pozostawali dłużni - w tym samym czasie spod ręki kancelarystów z Malborka, czy też zachodnich kronikarzy, wyszło wiele zakonnych pamfletów.
Jan Długosz o bitwie:

Nadto krążyło opowiadanie pewnych żołnierzy z wojska krzyżackiego powtarzane z namysłem i nie zaczerpnięte z plotek, ale całkowicie pewne, że nazajutrz przez cały czas trwania bitwy widzieli nad wojskiem polskim czcigodną postać ubraną w szaty biskupie, która udzielała walczącym Polakom błogosławieństwa, ustawicznie dodawała im sił i obiecywała im pewne zwycięstwo. Ogłoszono to za wróżbę, która zapowiadała niewątpliwe przyszłe zwycięstwo króla.

Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego
Faktem jest, że świat zachodni przyjął wieść o klęsce Zakonu z nieskrywanym smutkiem. Zygmunt Luksemburski pisał o zwycięzcach jako o "wrogach Chrystusowego Krzyża", Polakom zaś wytykano przymierze ze schizmatykami (prawosławnymi Rusinami), poganami (Litwinami, Żmudzinami), a także innymi niewiernymi (m.in. muzułmańskimi Tatarami), określanymi też mianem "saracenów". Sojusznik wielkiego mistrza był w takim szoku, że wkrótce - po dwóch latach - szukał chętnych do antypolskiej krucjaty...

Ze sporą dozą spokoju przyjęto informacje o bitwie grunwaldzkiej na Półwyspie Apenińskim. Papiestwu zależało na łagodzeniu konfliktu, o czym świadczy choćby określenie polskiego króla "najdroższym synem w Chrystusie". Zresztą Jagiełło wiedział co robi, wysyłając do Jana XXIII polskie poselstwo, przybyłe ostatecznie jesienią 1411 roku. Przed hierarchą przemawiał wówczas broniąc polskiej racji stanu wysłannik króla - Andrzej Łaskarz.
Sprawę rzekomego konfliktu z Zakonem na płaszczyźnie religijnej, a także związane z nim różne interpretacje, roztrząsano też w gronie znawców prawa. Dyskusji uniwersyteckiej towarzyszyła dysputa teologiczna o "wojnie sprawiedliwej". Spór polsko-krzyżacki odżył na soborze w Konstancji, rozpoczętym w 1414 roku.

Inaczej zachodni kronikarze, którzy często - znając informacje o Grunwaldzie tylko z przekazów z drugiej ręki - wydawali zupełnie niewiarygodne, trudne do pogodzenia z logiką, sądy. Powielali wątek "zderzenia cywilizacji" pisząc, jakoby na polach pod Stębarkiem stanęła nawet kilkusettysięczna armia pogańska, której przeciwstawiła się "grupka" obrońców chrześcijaństwa. Rekordowe szacunki padły w tzw. drugiej kontynuacji lubeckiej kroniki Detmara, powstałej do 1419 roku. Mowa tam o... kilku milionach wrogów Zakonu.

Wymienia się tam (w kronice Detmara - red.) Saracenów, Turków, Tatarów i pogan z Damaszku, Persji i Medii. (...) Król z Krakowa miał mieć w swym wojsku 17 razy po 100 000 ludzi, Witold 28 razy po 100 000. (...) Daje to 5,1 miliona, względnie 6 milionów ludzi. Kronikarz zna także odpowiedź na pytanie o to, w jaki sposób tak wielkie wojsko było się w stanie wyżywić. Poganie jedli konie, osły, muły, woły i owce - ich mięso jedni na surowo, a krew pili - gdy zaś brakowało zwierząt.

Sven Ekdahl, Grunwald 1410, Kraków 2010.
Niekiedy krzyżackiej propagandzie, wzmacnianej przez rodzime rocznikarstwo, ulegali nawet koronowani władcy. Przykładem był król Francji Karol VI, który w styczniu 1412 roku, choć uwikłany w wojnę z Anglikami, nie wykluczał ponoć nawet... wyprawy na Polskę.

Oficjalny kronikarz Karola VI (zakonnik z Saint Denis) ślepo popierał Krzyżaków, serdecznie współczuł im z powodu przegrania wojny z Turkami! Według niego "krakowskiemu królowi" (Jagielle) pomagał brat, który był królem Saracenów. (...) Według kronikarza polski król zgromadził 500 tysięcy żołnierzy, którzy do 14 lipca szaleli w Prusach, niszcząc kraj. Przeciwstawiało im się 700 braci zakonnych i 80 tys. mieszkańców kraju. Z lasów wyłaniało się mnóstwo pogan (widocznie według niemieckich informacji poganie chowali się w lasach).

Mečislovas Jučas, Grunwald 1410, Kraków 2010.
Minęły setki lat, a mit jednej z największych - czasem uznawanej wprost za największą - bitew średniowiecza, wciąż żyje. Mamy polski Grunwald, niemiecki Tannenberg, litewski Żalgiris. Każda ze stron konfliktu "zapamiętała" co innego, każdy późniejszy naród na czym innym budował (i wciąż buduje) zbiorową tożsamość, tkał nić historycznej pamięci. Przykład czarnej propagandy sprzed wieków dowodzi, że - od dawien dawna - walczyliśmy nie tylko orężem, ale i słowem.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...