Ghosthunter po polsku. Nawiedzone domy i opętane osoby to ich codzienność

Od lewej: ks. egzorcysta Henryk Hawryszczak, Piter Shalkevitz założyciel zespołu PTGH oraz Akademii PTGH, Piotr Sobczyk współzałożyciel PTGH oraz Akademii PTGH, demonolog śledczy egzorcysta, ks. egzorcysta Kazimierz Dorociński
Od lewej: ks. egzorcysta Henryk Hawryszczak, Piter Shalkevitz założyciel zespołu PTGH oraz Akademii PTGH, Piotr Sobczyk współzałożyciel PTGH oraz Akademii PTGH, demonolog śledczy egzorcysta, ks. egzorcysta Kazimierz Dorociński Fot. Archiwum Prywatne
W Polsce działa jedyna w Europie profesjonalna grupa współpracująca z kościołem oraz zakonem egzorcystów z USA, zajmująca się przeprowadzaniem paranormalnych śledztw. I chociaż wiele osób stuka się wymownie w czoło, kiedy wspomina się o istnieniu duchów, telefony do Pitera Shalkevitza, założyciela grupy PTGH oraz współzałożyciela Piotra Sobczyka urywają się każdego dnia, a ich skrzynki mailowe pękają w szwach. – To nie jest zabawa – mówią stanowczo.

Grupa PTGH prowadzi nie tylko paranormalne śledztwa, ale swoją wiedzą na temat niewytłumaczalnych zjawisk dzieli się ze słuchaczami szkoły dla ghosthunterów. Grupę tworzy parę osób: Piotr Sobczyk, demonolog i śledczy egzorcysta, Szymon Niemiec, biskup egzorcysta z Zakonu Egzorcystów w USA, o. Kazimierzem Dorocińskim egzorcystą przełożonym Zakonu Braci Mniejszych Miłosierdzia Bożego, ks. egzorcysta Henryk Hawryszczak i ks. egzorcysta Jacek Zdrojewski. To właśnie w tym składzie zajmują się sprawami mrożącymi często krew w żyłach: nawiedzonymi domami i opętanymi.
Jak podkreśla założyciel- Piter Shalkevitz, to jedyna taka grupa w Europie. To dlatego czasem z nim i jego współpracownikiem nie jest łatwo się skontaktować. Nam zajęło to tydzień - w tym czasie prowadzili kolejne paranormalne śledztwo. Polscy ghosthunterzy współpracują z Zakonem Egzorcystów ze Stanów Zjednoczonych, a do tematu zjawisk paranormalnych podchodzą bardzo serio.



Jak to się stało, że na poważnie zajął się Pan śledztwami paranormalnymi?

Wszystko zaczęło się, kiedy miałem 5 lat. Kiedy byłem małym dzieciakiem spotkało mnie coś niewytłumaczalnego, ingerencja ducha, który uratował mi życie, gdy zostałem porażony prądem. Po tym zdarzeniu kilka tygodni leżałem w szpitalu dziecięcym na oddziale kardiologicznym i przez rok od tego zdarzenia leczyłem szmery na sercu i arytmię serca. Lekarze dziwili się jakim cudem przeżyłem.Większość ludzi może by się po prostu najadła strachu, ale ja postanowiłem za wszelką cenę dowiedzieć się wszystkiego na temat tego, co mnie spotkało. Pochłonęło mnie to bez reszty. Ewoluowało to w tym kierunku, że zacząłem pomagać osobom, które doświadczają również dziwnych i niewytłumaczalnych zjawisk. Kiedy zobaczyłem ducha, nie miał mi kto pomóc, chcę żeby inni nie musieli być narażeni na samotną konfrontację z paranormalnymi zjawiskami.

Nie było łatwo zdobyć wiedzę na ten temat. Specjalistyczne publikacje ściągałem zazwyczaj ze Stanów Zjednoczonych, czy zza zachodniej granicy - RFN-u. Ale jak podkreślam, zdobycie profesjonalnych informacji było niezwykle trudne, tym bardziej, że przecież nie istnieją np. szkoły, które zajmowałyby się na poważnie przekazywaniem wiedzy na ten temat. Mamy profesorów od biologii, fizyki, historii, ale już profesora od zjawisk paranormalnych w Polsce nie spotkamy.

Stąd pomysł na otwarcie szkoły. Jako licencjonowany instruktor zjawisk paranormalnych mogę legalnie kształcić i szkolić w tym kierunku. W tej dziedzinie liczy się odpowiednie podejście oraz nastawienie. Ludzie, którzy myślą że po zobaczeniu filmu o batmanie będą batmanem, albo po zobaczeniu odcinków Ghost Hunters będą badaczami, po prostu są w dużym błędzie, a na dodatek stwarzają realne zagrożenie dla samych siebie i otoczenia.
Co to tak właściwie śledztwo paranormalne, jak to wygląda i na czym polega?

To na pewno nie to samo, co śledztwo policyjne albo detektywistyczne. Używamy co prawda czasem podobnych środków chemicznych, co prowadzący tradycyjne śledztwa, ale paranormalne dochodzenie to jednak coś innego. Mamy specjalistyczny sprzęt sprowadzony z USA , ale różni się od tego, którym posłużyłby się śledczy policyjny, ale elementy kryminologii są przez nas wykorzystywane do wykrycia śladów zjawisk paranormalnych.

Kiedy otrzymujemy zgłoszenie, najpierw robimy szczegółowy wywiad. Tutaj działamy podobnie jak lekarz. Musimy zebrać informacje, które pozwolą nam wypisać "lekarstwo" i dobrać odpowiednie metody w zależności od tego, z czym mamy do czynienia. Potem jedziemy na miejsce ze sprzętem, żeby udokumentować to, co dzieje się w nawiedzonym domu, czy mieszkaniu. Każde zgłoszenie traktujemy bardzo poważnie, a to bywa trudne, bo każda taka sprawa jest zupełnie inna i nie można mieć w pełni gotowej i wypracowanej metody. Nie traktujemy tego jak zabawy. Mamy ręce pełne roboty.
Czy ludzie nie traktują tego, czym się zajmujecie trochę z przymrużeniem oka? W Polsce nie brakuje osób, które istnienie duchów wkładają między bajki..

Zdarza się tak, że nie biorą nas na serio. Dostajemy też sporo takich wiadomości, w których ludzie urządzają sobie żarty, opisują jakieś historie zaczerpnięte z amerykańskim horrorów o duchach i są wyssane z palca, ale w ogóle się tym nie przejmujemy i robimy swoje. Z doświadczenia wiem, że ci, którzy tak sceptycznie podchodzą do naszej działalności i twierdzą, że poza światem materialnym nic nie istnieje, jego istnienia paradoksalnie boją się najbardziej. Dlatego tak mało sceptyków jest zdecydowanych i odważnych, aby uczestniczyć w śledztwie na żywo.

Zresztą, trudno się takim ludziom dziwić. W końcu dopóki nie doświadczymy czegoś na własnej skórze, ciężko w coś uwierzyć i to jest całkiem zrozumiałe, po drugie, jeżeli ktoś nie posiada wiedzy na ten temat, to wielce prawdopodobne jest to, że będzie wypisywał głupoty albo się wyśmiewał.

Reakcje ludzi bywają różne, ale jeszcze większym problemem niż śmiech czy powątpiewanie jest to, że się po prostu wstydzą przyznać, że mieli albo mają do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi. Dlatego staramy się działać dyskretnie zapewniając wszystkim anonimowość i nigdy nie zdradzamy szczegółów śledztwa.

Co się dzieje po takim śledztwie? Pozbywacie się ducha?

Nie jest tak, że po śledztwie, w którym stwierdziliśmy istnienia ducha pakujemy manatki, mówimy "macie ducha" i jedziemy do domu - w taki sposób zachowują się początkujący amatorzy i ludzie bez wiedzy. Potem do akcji wkraczają kapłani egzorcyści lub, jeśli ktoś sobie tego życzy, księża z lokalnych parafii. Chociaż oni zazwyczaj po prostu się boją i nie są skorzy do pomocy. Zresztą egzorcyzmów nie może odprawiać pierwszy lepszy duchowny. Ja jak i Piotr Sobczyk zdobyliśmy licencję w USA w Zakonie Egzorcystów, stąd tylko dwóch śledczych egzorcystów w Polsce. Współpracujemy też z 4 duchownymi, którzy są egzorcystami. Pamiętam, że przy jednym ze śledztw prosiliśmy o pomoc miejscowego księdza. Bał się i nie wystawił głowy z plebanii.
Taki ksiądz, czy w ogóle człowiek podejmujący się egzorcyzmów musi być "czysty" i nie może mieć grzechów na sumieniu, bo wtedy zamiast pomóc, staje się łakomym kąskiem dla demona. Dlatego nie piję, nie biorę żadnych używek. Nie mogę sobie pozwolić na słabość, w przeciwnym wypadku mógłbym być w niebezpieczeństwie i zamiast pomagać ludziom, sam potrzebowałbym wsparcia. Demon wyczuwa każdą słabość i próbuje ją wykorzystać.

Czy bycie śledczym zjawisk paranormalnych jest niebezpiecznym zajęciem?

Tak, zdarzają się niebezpieczne sytuacje. To właśnie najczęściej przypadki, kiedy mamy do czynienia z groźnym duchem - demonem. Taki demon potrafi zrobić niewiarygodne rzeczy. Sztuczki takiego ducha działają na człowieka w sposób piorunujący. Bywa że osoby wpadają w panikę, zupełnie tracą nad sobą i swoim ciałem kontrolę. Najskuteczniejszą bronią przed demonem są sztywne reguły. Zazwyczaj na drogach nie giną ludzie, którzy przestrzegają przepisów. Tutaj jest podobnie. Żeby być skutecznym, trzeba mieć żelazne zasady. Dlatego nie każdego chętnego dopuszczamy do śledztwa. Jeśli ktoś koniecznie chce poczuć dreszczyk emocji, musi przejść kurs i być do takiego spotkania z duchami solidnie przygotowany. W czasie takiego przygotowania pokazujemy m.in fragmenty nagrań z naszych śledztw.

Czy w Polsce jest dużo nawiedzonych miejsc?

Jeździmy po całej Polsce i jak już wspomniałem, nie narzekamy na brak zleceń, wręcz przeciwnie. Bywa że zgłaszają się do nas ludzie, którzy chcą sprzedać dom. Jeśli po naszym badaniu okaże się, że ma tam miejsce jakaś aktywność paranormalna - wówczas cena nieruchomości idzie w dół. W takim wypadku też możemy pomóc, ale w wypadku sprzedaży, za naszą pomoc pobieramy opłaty, czego nie robimy nigdy w przypadku zgłoszeń od prywatnych osób potrzebujących pomocy.

Często zgłaszają się do nas np. firmy, które chcą przegonić ducha z miejsca pracy, ale w kolejce po naszą pomoc są też instytucje państwowe. Pracowaliśmy już dla polskiego wymiaru sprawiedliwości - Prokuratury, policji, CBŚ i innych urzędach, gdzie zdarzały się niewytłumaczalne zjawiska. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć iż zainteresowała się działalnością PTGH japońska telewizja.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...