Artyści i sportowcy na emeryturze nie siedzą z założonymi rękami – o ile dobrze ją zaplanują

Ci aktorzy mają na siebie pomysł i prowadzą własny biznes Agencja Gazeta/Facebook.com
Richard Gere, amerykański aktor, który wpisał się w pamięć fanów kina niezapomnianymi kreacjami, takimi jak ta Edwarda Lewisa z filmu „Pretty Woman”, przyznał ostatnio, że dzisiaj nie musi sobie zaprzątać głowy pieniędzmi, tak jak niektórzy jego koledzy po fachu. – Dobrze swoje pieniądze zainwestowałem – skwitował krótko. Jak gdyby to było tak oczywiste, a przecież nie jest. Przykładów rozsądnego zarządzania gażą w przypadku artystów czy sportowców ciągle jest stosunkowo niewiele, ale coś zaczyna się zmieniać. Również u nas.

Kariera nie trwa wiecznie
W tym samym wywiadzie Richard Gere stwierdził, że „pracował w dobrych czasach, kiedy w kinie świetnie się zarabiało. I nigdy nie był rozrzutny, nie przepił fortuny”. O takim szczęściu nie może mówić wielu jego kolegów z branży, którzy jak on zgarniali milionowe honoraria za udział w filmach. Co jakiś czas głośno robi się o kolejnej spektakularnej plajcie artysty, który zarabiał przecież bajeczne pieniądze.


Okazuje się, że talent aktorski czy muzyczny nie idzie często w parze ze smykałką do interesów, a brylowanie na ekranie to nie to samo, co podliczanie słupków własnych oszczędności. Prawdą jest jednak też to, że ta tendencja zaczyna się zmieniać, a artyści nie wydają już pieniędzy tak lekką ręką jak dotychczas. Do kariery podchodzą praktycznie, a u jej szczytu zaczynają odkładać i inwestować, żeby w momencie, kiedy minie ich pięć minut, nie zostać na lodzie.

To czas, kiedy warto pomyśleć o zapewnieniu sobie środków na przyszłość, kiedy dochody będą mniejsze lub mniej regularne. Nawet jeśli o kontrakty dbają managerowie gwiazd, to decyzja o tym, co robią z zarobionymi pieniędzmi, należy do nich samych. Ci, którzy nie zarządzają swoimi finansami świadomie i długoterminowo, mimo talentu i dobrych zarobków często mogą pozostać bez środków do życia.

Tych, którzy myślą o tym, co będzie, kiedy telefon z propozycjami przestanie dzwonić, można podzielić w Polsce na trzy grupy. Niektórzy biorą się za biznes, inni idą do polityki, a jeszcze inni poświęcają się działalności charytatywnej.

Kurtyna w dół, pora na biznes
Tym, który przecierał szlak w Polsce, jest bezsprzecznie Marek Kondrat. Być może dlatego, że jego odejście było dosyć niespodziewane, a przez to spektakularne. Uznany i ceniony aktor postanowił rzucić aktorstwo. Na dobre. Wierzyło mu niewielu, ale do dzisiaj Konrad udowadnia, że nie rzucał słów na wiatr i konsekwentnie pokazuje drzwi tym, którzy przychodzą do niego z propozycjami. Postanowił założyć sklep z winami. Zaczął od jednego, a dzisiaj jest już właścicielem siedmiu takich sklepów. Do tego jeden dodatkowy online. Kondrat nabiera wiatru w żagle, bo jego winiarska sieć ciągle się rozrasta.
Ostatnio emerytowany aktor otworzył w Krakowie kolejny punkt sygnowany swoim nazwiskiem. Tym razem to BARaWINO – czyli pierwszy sklep aktora, z którego można wyjść nie tylko z butelką wybornego wina, lecz także oddać się małej degustacji na miejscu. Aktor przypierany wielokrotnie do muru przez dziennikarzy odpowiada niezmiennie tak samo – nigdy nie żałował, że zrezygnował z kariery aktorskiej dla sztuki winiarskiej. „Nie czuję związku emocjonalnego z poprzednim zawodem, swoje jako aktor zrobiłem, mój czas w tym zawodzie się zamknął” – mówił w jednym z wywiadów.

W tym samym wywiadzie Kondrat zwrócił uwagę na to, że aktorzy zadziwiająco często, szukając dodatkowego zajęcia, które zapewni im dochód, kiedy przyjdzie im kończyć karierę, zakładają restauracje. Miał rację. I chociaż ta branża nie jest łatwa, a o sukces trudno, lista aktorów-restauratorów jest długa. Swój lokal z alkoholem i jedzeniem ma m.in. Piotr Adamczyk. Znane nazwisko to jedno, ale sama rozpoznawalność nie gwarantuje sukcesu. Przekonał się o tym z kolei Borys Szyc, którego knajpa nie przyniosła spodziewanych profitów.
Znani idą do polityki
Oprócz zakładania własnego interesu równie częstym wyborem artystów i sportowców po zakończeniu kariery staje się polityka. W Sejmie znajdziemy zadziwiająco silną reprezentację byłych sportowców. W poselskich ławach zasiada m.in. Iwona Guzowska, była kick-bokserka, której jakiś czas temu podczas walk na ringu kibicowała cała Polska. Sportsmenka już drugą kadencję jest posłanką Platformy Obywatelskiej, a rękawice bokserskie zamieniła na projekty ustaw. I chociaż już zapowiedziała, że nie będzie się ubiegać o kolejny mandat poselski, to reprezentacja byłych sportowców w parlamencie i tak z pewnością będzie silna.
W ślady Guzowskiej poszła m.in. Jagna Marczułajtis-Walczak, jedna z najlepszych polskich snowboardzistek, która najpierw była radną Krakowa, a potem została posłanką. Nie ogranicza się jednak do działalności politycznej – pod Zakopanem prowadzi swoją szkołę narciarską. Kolejnym przykładem na to, że polityka może być sposobem na zarobkowanie i życie po zakończeniu sportowej kariery jest Jan Tomaszewski, były piłkarz i trener, a dzisiaj poseł.

Inna strona tego samego zawodu
Jeszcze inny pomysł na życie mają ci, którzy postanowili sprawdzić, jak ich dotychczasowe życie zawodowe wygląda od strony praktycznej. Emilian Kamiński, Krystyna Janda, Michał Żebrowski i Tomasz Karolak, mimo tego że jeszcze można ich zobaczyć na wielkim ekranie, albo deskach teatru, postanowili zawczasu zadbać o zajęcie, które będzie im towarzyszyć, kiedy zabraknie ofert od reżyserów.
Cała czwórka założyła swoje teatry, które są dla nich nie tylko odskocznią od ról filmowych i teatralnych, lecz także swoistą lokatą na przyszłość. Wszyscy zgodnie przyznają, że prowadzenie prywatnego teatru nie jest łatwą sprawą, a zapełnienie krzeseł na widowni to nie lada wyzwanie, ale z uporem co sezon tworzą atrakcyjną ofertę dla widzów.

– Myślę, że sytuacja, w której powodzenie teatru zależy przede wszystkim od jakości prezentowanych spektakli, a produkcje są pewnego rodzaju prywatnym ryzykiem jego producentów, sprzyja wszystkim – zarówno budżetowi państwa, jak i widzom, którzy chcą oglądać dobre przedstawienia – mówił jakiś czas temu naTemat Michał Żebrowski, właściciel Teatru 6.piętro w Warszawie.

Te przykłady, a znalazłoby się ich przecież znacznie więcej, pokazują, że artyści i sportowcy zdają sobie sprawę z tego, że ich dobra passa nie będzie trwać wiecznie. Dlatego już nie czekają z założonymi rękami aż sława albo dobre wyniki przeminą. I bardzo dobrze. Bo oprócz talentu w życiu liczy się też głowa do interesów.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...