Przetrzymują nastolatka w psychiatryku. Powód? Sędziowie odpoczywają na wakacjach, a sprawa przecież może poczekać

Przetrzymują nastolatka w psychiatryku. Powód? Sędziowie odpoczywają na wakacjach, a sprawa przecież może poczekać
Przetrzymują nastolatka w psychiatryku. Powód? Sędziowie odpoczywają na wakacjach, a sprawa przecież może poczekać Paweł Brewczyński / Facebook
18-letni Paweł z Krakowa, który mimo młodego wieku, jest świetnym informatykiem, trafił do Szpitala Psychiatrycznego w Kobierzynie na dobrowolną obserwację. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że "dobrowolna" obserwacja zamieniła się w przymusową odsiadkę. Nastolatka przetrzymują w szpitalu wbrew obowiązującym przepisom, ponieważ... trwa sezon urlopowy, przez co sądy działają opieszalej. Paweł o swojej sytuacji pisze po kryjomu w sieci.

Paweł, jak sam przyznaje trafił do szpitala psychiatrycznego po tym, jak chciał podjąć próbę samobójczą. Do placówki zgłosił się dobrowolnie na obserwację. I chociaż w takiej sytuacji zazwyczaj lekarze obserwują pacjenta najdłużej przez 10 dni, to nastolatek posiedzi w psychiatryku prawie trzy tygodnie.



O tym, że będzie musiał uzbroić się w cierpliwość dowiedział się, kiedy chciał opuścić szpital na własne życzenie. "To jest jak areszt tymczasowy dla podejrzanego o przestępstwo" – napisał podczas AMA na Wykopie. Paweł nie traci kontaktu z rzeczywistością dzięki temu, że udało mu się przemycić do szpitala laptopa. Korzysta z niego i informuje o tym, co się dzieje w psychiatryku.

Diagnozę w takich przypadkach wystawia lekarz ze szpitala, ale sprawa toczy się też równolegle w sądzie. Z oceną stanu psychicznego w szpitalu nie byłoby problemu, ale na decyzję sądu trzeba poczekać i to właśnie przez opieszałość przedstawicieli wymiary sprawiedliwości 18-latek nie może opuścić placówki w Kobierzynie.

Krakowski Sąd nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. – Jak na nasze realia, termin rozprawy - za 20 dni - jest maksymalnie szybki. Poza tym w takich sprawach jak zaburzenia psychiczne nie można poganiać specjalistów, bo przecież chodzi o ludzkie życie. Dajmy im czas na solidną diagnozę – powiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej" Waldemar Żurek, rzecznik prasowy krakowskiego sądu.
Trwa ładowanie komentarzy...