Bojkot, dopisanie pytań, kapitulacja przed PiS… 4 wyjścia dla PO z referendalnej pułapki Dudy

Premier Ewa Kopacz ma poważny problem z referendum zaproponowanym przez Andrzeja Dudę
Premier Ewa Kopacz ma poważny problem z referendum zaproponowanym przez Andrzeja Dudę Fot. Kuba Atys / AG
Prezydent Duda zaszachował PO w sprawie referendum. Teraz rządząca partia właściwie nie ma dobrego wyjścia – może tylko szukać najlepszego ze złych rozwiązań. Oto, jakie ma opcje i która oznacza dla Platformy najmniejsze straty.

1. Senat godzi się na referendum

O losie proponowanego przez prezydenta referendum zdecyduje ostatecznie wyższa izba parlamentu. Dominuje w niej PO. Najmniej prawdopodobny scenariusz to ten, w którym senatorowie Platformy otwierają drogę do kolejnych referendalnych pytań. Zgoda na kolejne głosowanie oznaczałaby wysokie koszty dla rządzącej partii.



Jakie? Przede wszystkim temat kolejnego referendum i niewygodnych dla PO pytań zdominowałby kampanię wyborczą. Opierałaby się ona o społeczno-gospodarcze tematy, takie jak wiek emerytalny, które interesują społeczeństwo o wiele bardziej, niż np. kwestia ordynacji wyborczej (JOW-y).

– Wtedy nie tylko PiS mógłby być na fali. Mniejsze partie też mogłyby się odnaleźć. Np. pewną szansą dla PSL jest pytanie o prywatyzację lasów. Z kolei na kwestii wieku emerytalnego może wypłynąć SLD. Dla Platformy oznaczałoby to utratę wyborców – komentuje dla naTemat prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Poza tym referendalne pytania dotykają postulatów PiS. Jako że głosowanie miałoby się odbyć w dniu wyborów, drugie referendum oznacza mobilizację sympatyków partii Kaczyńskiego. Opcja “jeden dzień - dwa głosowania” to kolejny gwóźdź do trumny PO.

2. Senat odrzuca referendum

Opcja, która wydaje się najbardziej oczywista. Jednak proste rozprawienie się z pomysłem prezydenta Dudy niesie za sobą nawet większe koszty, niż zgoda na głosowanie. Krótkie “NIE” to tyrady opozycji o lekceważeniu głosów milionów obywateli, którzy podpisali się pod inicjatywami ws. sześciolatków czy prywatyzacji lasów. To też argumenty, że Platforma tłumi “głos ludu” wyrażany w takiej formie demokracji bezpośredniej.

Politycy PO już mogą sobie wyobrażać lawinę spotów i haseł wyborczych, w których opozycja szydzi z ich “obywatelskości”. Na tym przede wszystkim polega ta pułapka na Platformę, o której od orędzia Dudy mówią komentatorzy i publicyści.

Mimo tych argumentów nie brakuje zwolenników rozwiązania z odrzuceniem przez Senat referendum. Jest nim np. prof. Radosław Markowski –  Cała dyskusja powinna się toczyć o pryncypia. Eksperci wypowiedzieli się, że to referendum będzie niekonstytucyjne i na tej podstawie Senat powinien je odrzucić – przekonuje w rozmowie z naTemat.

Tyle że batalia “społecznej” retoryki PiS z “konstytucyjną” retoryką PO jest z góry przesądzona. Tutaj też rządzący stoją na straconej pozycji.

3 Bojkot głosowania

Takie, dość zaskakujące rozwiązanie, podsunął dziś Platformie Tomasz Lis. Według niego Platforma powinna zaapelować do swoich wyborców, by po prostu 25 października nie oddawali głosu w referendum. W ten sposób – przynajmniej na pozór – PO pokazałaby, że mimo wszystko szanuje kryjące się za pytaniami obywatelskie inicjatywy.

Z bojkotem jest jednak kilka problemów, które sprawiają, że takie rozwiązanie jest jednak dla ugrupowania Kopacz nieopłacalne. Po pierwsze, wezwanie do nieuczestniczenia w referendum mogłoby się przełożyć na niższą frekwencję w wyborach. A to oczywista korzyść dla PiS i być może otwarcie drogi do uzyskania przez tę partię konstytucyjną większości.

Po drugie, jest pytanie, czy postawa Platformy byłaby dla wyborców zrozumiała. Oto PO zachęca do głosowania w jednym referendum, a zniechęca do uczestnictwa w drugim. Trudno byłoby to wytłumaczyć. Także ze względów praktycznych. Jeśli już wyborca jest w lokalu wyborczym, dlaczego miałby odmówić odebrania jeden z dwóch kart do głosowania?

Po trzecie, ryzyko powrotu retoryki o antyobywatelskiej postawie. Przedsmak mieliśmy już wtedy, gdy obóz PO wzywał do bojkotu warszawskiego referendum ws. odwołania prezydent Gronkiewicz-Waltz. Wtedy politycy PiS przekonywali, że to głosujący są prawdziwymi obywatelami. Dziś działania antyfrekwencyjne Platformy byłyby dużo bardziej kosztowne.

4. Dopisanie pytań, czyli kompromitacja referendum

Jak się wydaje, to najlepsza ze złych dróg dla Platformy. I taka, którą najwyraźniej obiera premier Kopacz, która dziś zadeklarowała chęć rozszerzenia referendum z 25 października. Szefowa rządu zasugerowała, że można byłoby zapytać obywateli o opinię np. w sprawie poboru do armii. To równie absurdalne, jak pytanie choćby o prywatyzację Lasów Państwowych.
– To minimalizowanie strat. Nie sądzę, by dopisanie pytań było możliwe i by premier Kopacz naprawdę na to liczyła. Musiałby być w tej sprawie polityczny kompromis, a to niemożliwe. Dlatego trzeba to traktować jako głos w kampanii wyborczej – ocenia prof. Chwedoruk.

Pomysł PO wygląda tak: proponując swoje absurdalne pytania pokażemy, jak absurdalne są te proponowane przez PiS. Przeprowadzając konsultacje z innymi partiami pokażemy, że Duda tego nie zrobił. A jego oczywisty sprzeciw wobec naszej inicjatywy posłuży do zaatakowania go własną bronią, czyli zarzutem o antyobywatelską postawę.

Jak to się skończy? Niemal na pewno tak, że po ośmieszeniu idei drugiego referendum Senat na głosowanie - w wersji okrojonej do pytań PiS - się nie zgodzi. Platformie może "zminimalizuje straty", co nie zmieni faktu, że sprawę referendum już przegrała.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...