„Chcę, żeby tato przestał pić”. Uzależnienie od alkoholu to choroba przewlekła i trudna do leczenia

Alkoholizm to przewlekła choroba psychiczna
Alkoholizm to przewlekła choroba psychiczna Adam Kozak / Agencja Gazeta
"Mam 12 lat i chcę, żeby mój tato przestał pić. To już trwa od wielu lat. Jak byłam mała nie przeszkadzało mi to. Teraz zaczęłam jednak to rozumieć" – tak rozpoczyna się wiadomość przesłana na skrzynkę mailową Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Wołanie o pomoc jednego z tysięcy dzieci w Polsce, które cierpią z powodu uzależnienia rodzica lub rodziców od alkoholu.

Dziewczynka pisze dalej: "Tato podbiera od mamy pieniądze (ona już nie wie gdzie je chować). Kupuje codziennie 3-4 piwa. Wypija je w domu lub w sklepie. Gdy mama wraca z pracy tato zaczyna się awanturować. Wyzywa mnie i mamę. Dobrze, że mam jeszcze babcię. Tylko z nią mogę o tym porozmawiać. Gdy słyszę jak tata obraża mamę mam ochotę się zabić. Często podczas ich kłótni okaleczam swoje ciało – tnę się żyletką lub cyrklem. Nie wiem co zrobię jak zabraknie mi babci. Chyba naprawdę zabiję się podczas przypływu złości. Próbuję namówić mamę na wizytę u psychologa, jednak nie ma żadnego odzewu. Nie wiem co mam robić w tej sytuacji. Czy powinnam ojca zgłosić na leczenie?".

To nie jest odosobniona historia, cierpią dzieci, cierpi też wiele kobiet. Nie wiedzą co zrobić, uważają, że leczenie alkoholizmu w Polsce jest mało skuteczne. Czują się bezsilne wobec tego problemu.

Bezsilne i załamane
"Zaraz po ślubie, 2,5 roku temu, kiedy zaszłam w ciążę mój mąż zaczął spożywać alkohol. Pije 10 piw dziennie, czasami dokłada jeszcze do tego takie małe buteleczki wódki, które nazywa małpkami. Mój synek ma prawie dwa lata i tatusia trzeźwego jeszcze nie widział. Nie wiem jak mogę pomóc mojemu mężowi. On twierdzi, że problemu nie ma.Prosiłam o pomoc, wszyscy mówią żeby znalazła sobie inny plan na życie. Mąż wszczyna awantury, uderzył mnie jeszcze kiedy byłam w ciąży. Nie wiem jak żyć, czuję się bezsilna" – napisała z kolei jedna z naszych czytelniczek.

Takich listów przychodzi do nas więcej. Wiele z nich przepełnionych jest goryczą. Bliscy uzależnionych uważają, że mamy słaby system leczenia, że nikt im nie chce pomóc.

Kolejna nasza czytelniczka pisze: "Mam męża alkoholika. Wszelkie sposoby pomocy okazały się nieskuteczne". Dodaje, że mąż był przymusowo leczony na oddziale zamkniętym, jednak to tylko spowodowało, że stał się jeszcze "cwańszy" w swoim pijaństwie i skorzystał z wątpliwych rad alkoholików, których spotkał w ośrodku.


Czy leczenie jest skuteczne?
"Po co wydaje się pieniądze na leczenie, skoro jest ono nieskuteczne?" – pyta kobieta.

I dodaje: "Państwo nie leczy alkoholików a tym samym przykłada rękę do tego, że ich rodziny cierpią i chorują. Dlaczego pieniądze uzyskane z opłat za koncesje na sprzedaż alkoholu zamiast iść na skuteczne leczenie alkoholików rozpływają się. Płaci się za kuratorów, którzy mają nadzór nad alkoholikami ale po co? Ich rola to tylko pogadanki, które nic nie wnoszą, a za które trzeba płacić. Przecież akcyza ze sprzedaży alkoholu zasila budżet państwowy więc im więcej piją, tym więcej można wydawać. Szkoda,że kosztem alkoholików i ich rodzin. Nie ma w kraju leczenia od uzależnienia od alkoholu. Na tej chorobie zarabiają inni".

Trzy historie, które łączy nie tylko choroba alkoholowa, ale również cierpienie i bezsilność.

O tym jakim ogromnym problemem jest uzależnienie od alkoholu jest świadczy choćby fakt, że wbrew temu co się wydaje rodzinom alkoholików, w Polsce mamy jeden z lepszych systemów leczenia uzależnienia od alkoholu.

– Odstajemy od świata i od Europy, ale w tym pozytywnym sensie. Mamy specjalny system leczenia uzależnienia od alkoholu. Ok 3 tys. osób pracuje w tym systemie, prowadzi leczenie osób uzależnionych. Leczenie alkoholików w naszym kraju jest bezpłatne, NFZ wydaje na nie rocznie ok. 350 - 400 mln zł. Natomiast metody leczenia stosowane w Polsce nie odbiegają od tych stosowanych w Europie czy Stanach Zjednoczonych – wyjaśnia nam Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Jak tłumaczy problem polega na tym, że uzależnienie od alkoholu to choroba psychiczna, której leczenie uwarunkowane jest chęcią podjęcia tego leczenia przez pacjenta. Skuteczność w dużej mierze zależy od chorego.

– Uzależnienie od alkoholu jest chorobą chroniczną, taką samą jak cukrzyca, czy nadciśnienie. Stosowanie się do zaleceń i przestrzeganie pewnych zasad jest konieczne we wszystkich tych chorobach. Jednak przy cukrzycy i nadciśnieniu lekarze mają narzędzie, którego brak do walki z uzależnieniem od alkoholu – skuteczną farmakoterapię. Alkoholik nie dostanie pigułki, która go wyleczy – mówi dyrektor PARPA.

Dyrektor Brzózka zapewnia, że co do skuteczności leczenia alkoholików również nie odbiegamy od innych krajów – wynosi ona 30 proc.

Po pierwsze zapobiegać
Jak mówią specjaliści alkohol to jedyny legalny, twardy narkotyk powodujący ogromne szkody. Oprócz degradacji psychiki, jego nadmierne spożycie powoduje wiele poważnych chorób somatycznych, których leczenie kosztuje 6-7 mld zł rocznie.
Krzysztof Brzózka
dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych

Sumując szkody wywołane uzależnieniem od alkoholu, można pokusić się o stwierdzenie, że są one większe niż te wywołane przez uzależnienie od heroiny czy kokainy.

W Polsce mamy 700 tys. osób uzależnionych od alkoholu, 250 tys. z nich podejmuje terapię. Trzeba leczyć chorych ale i prowadzić działania, dzięki którym nie zachorują następni.

Dyrektor Brzózka uważa, że jeśli chodzi o działania prewencyjne niezwykle ważne jest wprowadzenie działań systemowych, które np. dotyczyłyby reklam alkoholu.

– Reklamy alkoholu pokazują młodych, fantastycznie bawiących się ludzi. A przecież to wszystko jest złudne.

Oczywiście trudno ograniczyć reklamę czy sprzedaż alkoholu. Nie chcą tego, co wcale nie dziwi, producenci napojów alkoholowych i nie są do tego skorzy politycy, którzy tłumaczą, że wpływy do budżetu z akcyzy za alkohol są jedną z ważnych pozycji przychodowych budżetu.

Zdaniem dyrektora PARPA te duże przychody to tylko złudzenie, ponieważ nie patrzy się na wydatki, które są konieczne w związku z nadmiernym spożywaniem alkoholu. Zaznacza, że z akcyzowych wpływów nie opłaca się leczenia uzależnionych od alkoholu. Koszty ich leczenia pokrywane są ze składek zdrowotnych płaconych na NFZ i w niewielkiej części z opłat za zezwolenie na sprzedaż alkoholu pobieranych przez samorządy.

Szef PARPA wyznaje też niepopularny pogląd, że należy wprowadzić ceny minimalne na alkohol, naliczane w zależności od dawki alkoholu w danym trunku.

– Wyższe ceny alkoholu zmniejszają spożycie wśród nieletnich oraz tych najmocniej uzależnionych.
Kobiety piją więcej
Specjaliści wskazują też, że coraz więcej kobiet zagląda do kieliszka i nie przestaje nawet gdy zachodzi w ciążę. Dla wielu z nich, zdaniem dyrektora PARPA, zachęcające mogło być piwo smakowe.

– Kiedyś nie produkowano takiego i kobiety zwykle piwa nie piły, nie smakowało im. Myślę, że trzeba się nad tym zastanowić, bo niewielu o tym mówi, ale co roku na tysiąc urodzonych dzieci 20 ma uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy z powodu spożywania alkoholu przez matkę podczas ciąży. Tych dzieci rodzi się więcej niż z Zespołem Downa – podsumowuje specjalista.

Trzeba myśleć o sobie, nie o alkoholiku
Co do kobiet, które zmagają się z chorobą alkoholową męża dyrektor Brzózka radzi, żeby myślały przede wszystkim o sobie i dzieciach i na tym skupiały swoje główne działania. Uzależniony od alkoholu musi chcieć się leczyć, żeby terapia miała szanse powodzenia.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...