Kto zagraża polskim lasom? Leśnicy! Tak twierdzą ekolodzy do spółki z urzędnikami: wycinają drzewa na potęgę

Lasy Państwowe są szeroko krytykowane - wszystko w czasie, kiedy ważą się losy referendum m.in. w ich sprawie.
Lasy Państwowe są szeroko krytykowane - wszystko w czasie, kiedy ważą się losy referendum m.in. w ich sprawie. fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta
Lasy Państwowe za sprawą referendum stały się gorącym tematem. Instytucja stojąca na straży lasów nie zbiera jednak ostatnio pozytywnych recenzji. Z pracy leśników nie jest zadowolona Najwyższa Izba Kontroli i ekolodzy. NIK zarzuca Lasom Państwowym rozpasanie i sugeruje, że leśnicy bardziej niż o przyrodę dbają o nabijanie własnej kabzy. Ekolodzy z kolei mówią o wycince drzew i sprzedawaniu lasów i niszczeniu Puszczy Białowieskiej. Jak jest naprawdę? Kij i w tym wypadku ma dwa końce.

Dwa najpoważniejsze zarzuty pod adresem leśników to: wysokie wynagrodzenia dla pracowników Lasów Państwowych i nadmierna wycinka lasów, która może zagrażać zasobom leśnym Polski. W instytucji, która zarządza jedną czwartą Polski i obejmuje swoim zasięgiem 7,6 mln ha kraju nie dzieje się idealnie, ale czy jest tak źle? W tle całego zamieszania znajduje się jeszcze równie gorący spór o Puszczę Białowieską - symbol polskiej przyrody.



Grzech I: wystawne życie "leśnych ludków"
NIK wziął pod lupę Lasy Państwowe i przyjrzał się finansom polskiego leśnego imperium w latach 2011-2013. Urzędnicy oszacowali, że w tym czasie zarobki leśników poszły mocno w górę, a na przestrzeni badanego przez NIK okresu podskoczyły z 5,6 tys. do ok. 7 tys. zł brutto. Nie żałowała sobie też Dyrekcja Generalna Lasów - tam zarobki najwyższej kadry leśniczej poszybowały w górę do 11 tys. zł. Utrzymanie armii 25 tys. pracowników to spora część wydatków LP.

Lasy Państwowe w tym czasie zadbały też o to, żeby ich siedziby i drogi godnie reprezentowały środowisko leśników. Na ten cel z budżetu LP przeznaczono ładną sumkę - pół miliarda złotów poszło na budynki leśnictwa, z czego spora część dotyczyła siedzib mieszkalnych. – Niestety dynamika wzrostu środków przeznaczanych przez Lasy Państwowe na ochronę i hodowlę lasu była w badanym okresie wyraźnie niższa od dynamiki wzrostu wydatków inwestycyjnych – czytamy w raporcie NIK. W tym samym czasie równie dużo łożono na drogi - na ten cel poszło aż 1, 7 mld zł.

Paweł Biedziak, rzecznik NIK stwierdził, że taka rozrzutna polityka leśnego giganta może położyć się cieniem na gospodarce leśnej kraju. – Prowadzona przez LP gospodarka finansowa(...)stwarza ryzyko nieosiągnięcia podstawowych celów działania Lasów Państwowych: zachowania i ochrony lasów oraz ekosystemów leśnych, a także utrzymania i powiększania upraw i zasobów leśnych.

Co na to sami leśnicy? Anna Malinowska, rzecznika Lasów Państwowych odpiera zarzuty i twierdzi, że instytucję stać na podwyżki, ponieważ dobrze radzi sobie finansowo i wszystko wskazuje na to, że taka dynamika utrzyma się również w przyszłości. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" podkreśliła też, że pracownicy LP mają coraz więcej obowiązków, a rąk do pracy nie przybywa. Skomentowała też sprawę wydatków na budynki i infrastrukturę. Według niej to nie jest rozrzutność, a znaczna część tych przedsięwzięć była podyktowana dostosowaniem miejsca do wymogów prawnych.

Grzech II: wycinanie lasów w pień?
Wycinka lasów i kupczenie drewnem nie podoba się środowiskom ekologicznym - to kolejna po wysokich wydatkach na pensje przewina leśników. Szczególnie wiele emocji wywołuje wycinka drzew prowadzona na terenie Puszczy Białowieskiej. Cztery organizacje ekologiczne - w tym WWF i Greenpeace Polska właśnie wystosowały w tej sprawie apel do ministra środowiska, w którym opisują, haniebną ich zdaniem i szkodliwą dla unikalnego rejonu praktykę.
– Obecnie tylko 30 proc. jej powierzchni jest chronione prawem, a ochrona reszty unikalnego lasu trzeszczy w szwach na skutek działań leśników – piszą. I domagają się od resortu środowiska, żeby ten na terenie całej Puszczy zaprowadził rezerwat. Według ich wyliczeń z Puszczy ubywa za dużo drewna i to o 30 proc. więcej niż pozwala na to tzw. plan urządzania lasu. Twierdzą też, że już w tym roku leśnicy wytną 96 proc. tego, co planowo miało być wycięte do 2021 roku i że pod stołem leśnicy już przygotowują aneks, który pozwoli im na exodus cennych drzewostanów, w tym tych, które ze względu na wiek stanowią najcenniejsze eksponaty przyrody puszczańskiej.

Co na to leśnicy? Jakub Siedlecki z nadleśnictwa w Solcu Kujawskim tłumaczy, że zarzuty i postulaty organizacji ekologicznych są nieuzasadnione, a ich realizacja może okazać się szkodliwa dla Lasów Państwowych.

Leśnicy się bronią
– Z roku na rok w Polsce zasoby leśne rosną i można z nich pozyskiwać więcej drewna bez żadnej szkody dla równowagi leśnej. Nie jest prawdą, że leśnicy wycinają coraz więcej - nie mogą tego robić i nie robią. Przepisy ustalają, że LP może wycinać maksymalnie 55 - 60 proc. rocznych przyrostów. 30 proc. z nich się zostawia, żeby dalej rosły. I tutaj nic się nie zmienia. Jeśli lesistość rośnie, to wówczas większe jest też pozyskiwanie drewna. Trudno jest jednak wytłumaczyć, że nasze działania polegają na tym, żeby część drzew wycinać, a część zostawiać. Organizacje ekologiczne tego nie akceptują, a po swoje w kolejce zgłaszają się jeszcze inne środowiska – opowiada.

Kolejnymi zainteresowanymi w całej sprawie są przedstawiciele przetwórców drzewnych i lokalna społeczność. Właściciele przedsiębiorstw drzewnych uważają z kolei, że leśnicy wycinają za mało, co bezpośrednio uderza w ich interesy i winduje sztucznie ceny drewna. – Do tego dochodzą jeszcze pretensje mieszkańców, którzy skarżą się na to, że nie mogą kupować drewna i niektórzy muszą przerzucać się na węgiel ocieplając domy – dodaje Siedlecki.

Postulat zaprowadzenia rezerwatu na terenie całej Puszczy oznaczałby nie tylko zakaz wycinki drzew, ale również utrudnienia dla mieszkańców i turystów. – Przecież w takim wypadku, żeby wejść na teren rezerwatu trzeba występować o zgodę do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska – mówi leśnik.

Grzech III: martwe drzewo
Sporo kontrowersji budzi też sprawa martwego drewna - czyli obumarłych drzew i obumarłych części tych żywych, zarówno na terenie Puszczy Białowieskiej, jak i we wszystkich lasach zarządzanych przez LP. Środowiska ekologiczne twierdzą, że leśnicy znaleźli sobie doskonały pretekst do zwiększenia liczby drzew idących pod pień w Puszczy. Jest nim kornik drukarz. Ten gatunek chrząszcza atakuje przede wszystkim starsze świerki, ale, jak twierdzą leśnicy, coraz częściej atakuje też te młodsze okazy. Ekolodzy uważają, że leśnicy wycinając zniszczone przez kornika drzewa znaleźli sobie usprawiedliwienie dla nagannej praktyki wycinki.
– Powołują się przy tym na potrzebę ochrony drzewostanów świerkowych. Tyle tylko, że walka z kornikiem za pomocą pił spalinowych jest pozbawiona w Puszczy Białowieskiej jakiegokolwiek sensu. To gatunek chrząszcza, który atakuje drzewa osłabione na skutek susz i obniżania się poziomu wód gruntowych. Na to żadna wycinka nie pomoże, a jedynie zatrzyma naturalne procesy ekologiczne, stanowiące o wyjątkowości Puszczy – mówi Robert Cyglicki, szef Greenpeace w Polsce.

Nadleśniczy Jakub Siedlecki zaprzecza i twierdzi, że wycinka chorych drzew ma na celu m.in. ochronę zdrowych drzewostanów. – Poza tym każde nadleśnictwo zostawia na terenie, którym się zajmuje martwe drzewo. Ale zostawianie wszystkich obumarłych drzew nie jest najlepszym rozwiązaniem, a na dodatek trudno to wytłumaczyć ludziom, którzy idą do lasu, widzą obumarłe drewno i nie rozumieją, dlaczego tyle drewna się marnuje i dlaczego pozwalamy mu gnić, zamiast je im sprzedać – mówi. Z szacunków leśników wynika, że w ten sposób tylko w Puszczy Białowieskiej marnuje się 5 mln m3 drewna świerkowego o wartości ok. 100 mln zł. – Taki rachunek płacą LP za poddanie się lobby ekologów. Tyle kosztuje taka "ekologia", i mało kto o tym wspomni – mówi anonimowo jeden z leśników.

Racje ekologów i nadleśnictw są często nie do pogodzenia. Obecna krytyka Lasów Państwowych nie przypomina jednak wyważonej dyskusji o tym, jaki kierunek mogłaby obrać to potężne leśne przedsiębiorstwo. Organizacje ekologiczne walczą w słusznej sprawie - Lasy Państwowe powinny przede wszystkim koncentrować się na ochronie środowiska, a przeznaczanie na ten cel jedynie 13 proc. wydatków to zdecydowanie za mało. Z drugiej strony postulaty ekologów jak zwykle są radykalne - jak w przypadku Puszczy Białowieskiej i zamiast pomóc, mogą wprowadzić niepotrzebne zamieszanie i przynieść szkodę temu niezwykłemu pomnikowi polskiej przyrody. Tak samo jak ostra ocena NIK wystawiona leśnikom.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...