Jest przeciwieństwem stereotypowego ojca. Modny Tata: Niektórzy przekroczyli barierę dobrego smaku

Wywiad z Modnym Tatą
Wywiad z Modnym Tatą Zdjęcia należą do archiwum Michała Będźmirowskiego
Michał Będźmirowski prowadzi projekt, który nazywa się "Modny Tata". Za jego pośrednictwem chce ukazać nowoczesnego mężczyznę, ojca i męża. Swoją przygodę z mediami społecznościowymi rozpoczął na instagramie, na którym publikował swoje zdjęcia z synem. Bardzo szybko zgromadził tysiące obserwujących. Na blogu podejmuje tematykę ojcostwa, mody, kultury i sportu. Ma tytuł doktora i jest wykładowcą na dwóch uczelniach.

Nigdy nie zostawiasz brudnych skarpetek w salonie?



Pewnie, że zostawiam! Nie jestem perfekcyjną panią domu, a normalnym facetem. Czasami robię wielki bałagan, a żona jest bardzo pedantyczna. Musi mieć wszystko poukładane, dlatego ostatecznie spotykamy się gdzieś pośrodku. Nie znaczy to, że nie lubię funkcjonować w ładzie, dlatego staram się ten mój artystyczny nieporządek zrekompensować gotując, czy robiąc zakupy. Nie chcę stawiać siebie za wzór do naśladowania, bo nim nie jestem, ale robię co mogę żeby nie tylko nie przeszkadzać, ale także pomagać w domowych obowiązkach.

Docieram do takiej grupy osób, które prowadzą podobny tryb życia do mnie, ale gdzieś tam zabrakło im motywacji i chęci do działania, chciałbym, aby zaimponowali swoim partnerkom, zrobili coś dla siebie, swojego malucha. Ojciec jest autorytetem, powinien być aktywnym człowiekiem na wielu płaszczyznach, pomagać swojej partnerce, bo tego samego uczy także swoje dziecko. Takie zachowanie na pewno zaprocentuje. Ojciec, który tylko pracuje, czyli dla dziecka jest nieobecny,a po powrocie do domu leży na kanapie i obsługuje pilota to żaden wzorzec.

Twój ojciec był modnym tatą?

To były inne czasy, więc trudno mówić o nim w kontekście modnego taty rozumianego dzisiejszymi kategoriami. Był jednak swego rodzaju modnym ojcem chociażby w aspekcie uczestnictwa w życiu domowym, o czym wspomniałem wyżej. Dziś ma ponad 50 lat, jest profesorem, dał mi wzorce, które staram się naśladować. Dzięki niemu jestem ambitny, dążę do celu, rozwijam się, ale też mam szacunek do ludzi, do pracy.

Miał dla Ciebie czas?

Zdecydowanie tak, choć patrząc z perspektywy zastanawiam się czasem jak udawało mu się łączyć obowiązki zawodowe z życiem rodzinnym. Ojciec pracował zawodowo, a po godzinach rozwijał swoją karierę naukową, a mimo wszystko zawsze aktywnie uczestniczył w naszym życiu. Poświęcał mi i bratu dużo uwagi, grał z nami w piłkę, rozmawiał, po prostu był.

Spotkałeś się kiedyś z krytyką swojego wizerunku?

Owszem, choć póki co tylko incydentalnie.

Ciężko by było krytykować faceta, który chodzi na spacery z dzieckiem albo czyta mu książkę, czy też dba o siebie regularnie ćwicząc. Z drugiej strony krytykować można wszystko, bo taki przywilej daje wolność słowa. Myślę, że wynika to albo z nieznajomości sensu Projektu, albo własnych frustracji, bo chodzi o promowanie ojców, zdrowia, rozwijanie się w wielu aspektach życia. Krytyka takiego podejścia wydaje się być nieracjonalna, ale można, każdy komentarz jest cenny, bo świadczy o jakimś zainteresowaniu tematem.

Po co piszą do Ciebie mężczyźni?

Pytają, jakie czytam książki, gdzie kupuję ubrania, dodatki, jakich kosmetyków do włosów używam, jak się odżywiam, jak i czym zaskoczyć swoją kobietę, itd. Pytań jest dużo, na wszystkie staram się odpisywać i to ludzie doceniają, a ja dziękuję za to, że zmotywowałem ich do działania. To miłe, bardzo. Moja grupa docelowa to ludzie, którzy w większości mają swoje rodziny, pracują zawodowo, chcą coś zmienić w życiu. Można z nimi porozmawiać na naprawdę ciekawe tematy.
A kobiety?

Chcą wiedzieć jak zmotywować do działania i zaktywizować swojego faceta, jakiego bodźca użyć, by dzięki temu cała rodzina zaczęła funkcjonować troszkę lepiej niż do tej pory. Dziękują za inspirację.

Nie piszą z prośbą o pomoc – jak zmienić swojego męża, by był taki jak Ty?

Zdarza się, oczywiście. To miłe, dlatego choć nie stawiam się za wzór zawsze staram się odpisywać. Trudno mi pomóc drogą mailową, bo takie rozmowy wymagają spotkań, a ja niestety nie mam takiej możliwości z uwagi na brak czasu, poza tym nie czuję się kompetentną osobą by radzić. Polecam wtedy fachową literaturę i odsyłam do uważnej lektury.

Jesteś blogerem (Michał przerywa)

Nie lubię terminu bloger.

W takim razie jak można Cię nazwać?

Autor projektu "Modny Tata". Prowadzę blog, instagram, fanpage’a, ale też aktywizuję ojców np. do dbania o siebie, dobrego odżywiania czy też szeroko rozumianego rozwoju osobistego.

Nie uważasz, że mężczyźni ostatnio coraz częściej odważają się ruszać z tego typu projektami?

Pewnie tak, naprawdę nie mam czasu tego sprawdzać. Poza tym nie mam aspiracji, by z kimś konkurować. Projekt to ja, nikogo w nim nie udaję i nie staram się śledzić aktualnych trendów na promowanie się. Nie wiem jak wygląda cały świat social media. Robię swoje. Mam pracę, rodzinę, interesuje mnie tylko grupa docelowa, z którą mam kontakt. A co do tzw. "konkurencji", to nic tylko im gratulować, bo pokazywanie światu świadomego ojcostwa to fajna sprawa.

Nie wierzę Ci, że nie śledzisz innych. Świetnie radzisz sobie w social media, masz idealnie prowadzone konto na instagramie…

Jedyne co śledzę, to kwestie związane z polityką, które uwielbiam i temu poświęcam dużą część czasu w ciągu dnia. Oglądanie zdjęć różnych osób z branży do mnie nie przemawia. Są oczywiście osoby, które wykonują kawał dobrej roboty, ale to tylko garstka pośród tłumu innych. Oczywiście, wiem kim jest Rafał Maślak, Ekskluzywny Menel, czy też inni celebryci, o wiele bardziej wolę jednak czytać publikacje chociażby Tomasza Lisa.
Spotykasz wielu modnych ojców na ulicy?

Trudno powiedzieć. Na pewno mężczyźni dbają o siebie coraz bardziej, a często nawet bardziej niż kobiety. Nie wiem czy są ojcami, różnie teraz z tym bywa. Niestety, czasami przesadzają, co możemy dostrzec u celebrytów. Niektórzy przekroczyli barierę dobrego smaku.

Gdzie kończy się ta bariera?

Mężczyzna powinien być męski. Dbać o swoją rodzinę, pracować i takie wzorce promować. Robienie jedynie zdjęć i pokazywanie się ciągle z produktami reklamowymi albo bez koszulki jest mało męskie.

Również zacząłeś od publikowania zdjęć na instagramie

Tak, ale zrobiłem to w wieku 31 lat. Miałem już rodzinę, pracę, mogłem sobie pozwolić na taką przygodę. To zaprocentowało. Chciałem też zrobić coś dla siebie.

Przeprowadziłem się do Warszawy, bo byłem ciekawy jak ona funkcjonuje. Dla żony to nie był żaden problem, ponieważ jest warszawianką, a ja chciałem poznać życie w stolicy. Obecnie jestem trochę w rozjazdach, bo wykładam na dwóch uczelniach – jednej w Trójmieście, a drugiej w Warszawie.

Twój syn nie będzie miał nic przeciwko, że za kilkanaście lat bez problemu znajdzie swoje zdjęcia w sieci?

Myślę, że wszystkie zdjęcia, które umieszczam w internecie są okay. Nie pokazuję go biegającego na golasa. Pokazuje nasze codzienne życie i to też w wyselekcjonowanym zakresie. Nie fotografuję synka non stop, a raczej umieszczam nasze wspólne zdjęcia, by pokazać jak razem spędzamy czas, jak się bawimy itd. Traktuje to jak tworzenie pamiątki. Myślę, że to nie jest nic złego i każdy rodzic, który ma dziecko, stara się podzielić tym szczęściem ze światem.

W takim razie, jakiego zdjęcia nie zamieścisz?

Na pewno nie opublikuję zdjęcia syna, gdy ten chociażby kąpie się w wannie, czy też innych naszych osobistych momentów życia. Najważniejsze jest dla mnie jego bezpieczeństwo.

Nie zamieszczę również siebie bez koszulki, bo uważam, że facetowi nie wypada. Takie zdjęcia nie niosą za sobą żadnej wartości, na promowaniu których mi zależy.

Otrzymałeś taką propozycję reklamową?

Tak, pewnie, że tak. Podziękowałem. Bez przesady. Jestem zbyt poważnym człowiekiem.

Dlaczego nie chcesz pisać o wychowaniu?

Będę o nim pisać, ale na pewno nie w kontekście “rób tak i tak, bo to będzie najlepsze dla twojego dziecka”. Chciałbym opisywać własne doświadczenia. Maluszek ma ponad rok, nie śmiałbym mówić ojcu, który ma dziecko w wieku 5 lat jak je wychowywać. Do wszystkiego trzeba dojść powoli. Rejestruję błędy, które popełniam. Przyjdzie czas, że będę chciał się nimi podzielić.

Kiedy na świecie pojawił się twój syn, to z żoną podzieliliście się równo obowiązkami?

Nie wiem czy równo, ale na pewno tak, by żonie i mi było wygodnie. Żona zajmowała się kwestiami związanymi z opieką nad maluchem, a ja gotowaniem, robieniem zakupów.

Mieliśmy też od początku wspólne obowiązki, jak np. wstawanie w nocy do dziecka. To były trudne, ale bardzo ważne dla nas chwile, nasze chwile. Minęły, ale myślę też, że bardzo nas zbliżyły. Teraz maluch nie budzi się już w nocy, ale mamy następne nasze wspólne obowiązki, które raczej nazwałbym przyjemnościami, bo wszystko co związane z synem to dla nas ogromna radość. To nasze miliard dolarów.
Nie byłeś w “odstawce”?

Broń Boże. Nie wiem czego oczekują mężczyźni, ale to normalne, że pojawienie się na świecie małego skarba przykuwa uwagę wszystkich na 100%, ale nigdy nie czułem się zaniedbany. To kwestia priorytetów.

Kiedy udzielasz wypowiedzi do mediów, to zawsze podkreślasz, że blogowanie to żadna praca

To jest zajęcie, na pewno też jakiś sposób na życie, może niektórzy twierdzą, że to praca… Pośród gąszczy blogów są także te profesjonalne, merytoryczne. Nie śmiałbym powiedzieć na nich złego słowa. Są też jednak takie, które w moim mniemaniu nie przedstawiają żadnej wartości. Mając dużą oglądalność, osoby je prowadzące powinny wykorzystywać to i edukować młode społeczeństwo, czyli grupy do których docierają w jakikolwiek sposób, chociażby propagując bezpieczny seks, co, jak doskonale wszyscy wiemy, w gimnazjum stanowi problem.

To jest ta wartość dodana, coś innego, dodatkowego niż tylko zastanawianie się z rana czy ta szminka pasuje do tej torebki, czy ta torebka to tych butów. Ważna sprawa, nie wątpię, ale co jakiś czas można też zwrócić uwagę na inny problem młodego pokolenia. Ja myślę jednak innymi kategoriami. I nie będę mierzył innych swoją miarą. Każdy ma prawo wyboru co chce czytać, oglądać, podziwiać.

Pracuję od paru lat i wiem jak trudno jest zarobić pieniądze. Narzekanie, że zamiast wypoczywać np. w Barcelonie, bloger/ka musiał/a robić zdjęcia na bloga, pominę milczeniem. Myślę, że wiele osób mając taka pracę brałoby nadgodziny.

To naprawdę przykre w czasach, gdy mamy kryzys ekonomiczny i każda złotówka jest cenna, a osoba która ma 19-20 lat leci sobie na wczasy i jeszcze narzeka, że ktoś jej robi zdjęcia.

W blogowaniu są pieniądze?

Jak najbardziej i czapki z głów wobec tych, którzy znaleźli swoją niszę i na tym zarabiają. Szkoda, że osoby, które robią sobie zdjęcia, nie niosą za swoją działalnością żadnych wartości dodanych. Co jest wyjątkowego pokazywaniu jak założyć marynarkę… Fajna sprawa, na jedno zdjęcie jak znalazł, ale co dalej?

Mam wrażenie, że te osoby są odrealnione, nie znają problemów przysłowiowego Kowalskiego. Mają ciekawe życie, ale to przecież nie będzie trwało wiecznie. Moim zdaniem popularność można wykorzystać nie tylko dla siebie, ale także dla innych i za ich twórczością powinna być jakaś wartość dodana.

Jaka jest Twoja wartość dodana?

Jestem szczęściarzem. Mam wykształcenie, pracę, rodzinę, swoje wartości, które pielęgnuję, ale jednocześnie stworzyłem Projekt, który przynosi mi ogromną satysfakcję i pozwala dotrzeć do sporej ilości osób i pokazać im część mojego życia.

Moja wartość dodana to próba zmotywowania ludzi - bo nie tylko ojców - do działania, podjęcia próby walki o siebie w tych, nie oszukujmy się, trudnych czasach. Każdy tą walkę rozumie na swój sposób, są wartości przemijające jak uroda, moda, …., ale też stałe jak rodzina, o którą warto i trzeba dbać. Moim zdaniem jednak tylko szczęśliwy, spełniony rodzic jest w stanie dać szczęście swojemu dziecku. Dlatego tak ważny jest dla mnie rozwój osobisty. To daje mi szczęście.

Chciałem pokazać poprzez Projekt, że po narodzinach dziecka można dalej funkcjonować. Nie trzeba z niczego rezygnować, tylko nauczyć się dysponować czasem. Tu nie chodzi o to, by przynosić tylko do domu pieniądze, a potem leżeć na kanapie. To bardzo duże uproszczenie roli ojca w życiu rodziny.
Kto robi Ci zdjęcia?

To zależy, o jakich zdjęciach mówimy, bo są tam zarówno selfie w windzie, jak również profesjonalne zdjęcia, które wykonują zawodowi fotografowie. Zdjęcia rodzinne przeważnie wykonuje żona, bo pochodzą one z naszych rodzinnych zbiorów i przedstawiają naszą codzienną, rodzinną aktywność.

Jeżeli mam reklamować jakiś produkt, to oczywiście umawiam się na spotkanie z zawodowcem, bo szanuję wartość prezentowanych marek, ale nie powiedziałbym, że to ciężka praca, po której muszę odsypiać cały dzień – maksymalnie taka sesja zajmuje godzinę, może dwie. Reszta jest w gestii fotografa, który musi te zdjęcia obrobić i to jest praca. Pozowanie z kawą to nic trudnego.

Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...