Poradnik antygrzybiarza. Nie lubię chodzić po lesie. Kupuję grzybnię w internecie, a prawdziwki i rydze koszę w ogródku

Po co chodzić do lasu, kiedy można sprawić, że grzyby wyrosną w przydomowym ogródku
Po co chodzić do lasu, kiedy można sprawić, że grzyby wyrosną w przydomowym ogródku YouTube.com / Wladek2
Film reklamowy jednego przez sprzedawców grzybni leśnych grzybów. 60-letni jegomość wychodzi przed dom, widać ogródek tuje, świerki i róże, za ogrodzeniem przejeżdża tramwaj. – Idę na grzyby – mówi bohater i bierze kosz. Robi dziesięć kroków. Stękając i dysząc kosi podgrzybki pod świerkami. Za chwilę smaży na patelni...

Właśnie wybuchł szał na grzyby. W ostatni weekend przyjeżdżałem szosą pod Olsztynem. Na leśnym parkingu stało ponad 20 aut, żadnego wolnego miejsca. Samochody stały też zaparkowane wzdłuż drogi. Po 8 rano w lesie leżały już tylko obcięte nóżki grzybów. Tam, gdzie rosły kurki, darń wydrapano do gołej ziemi, chyba grabiami. Mimo to, grzybiarze biegali z kozikami w rękach. Gdyby między nimi ukazał się dorodny borowik, ani chybi polałaby się krew. Tylko po co się tak wysilać?

Biznes ma już ofertę dla tych co nie lubią grzybiarskiej gorączki. Inwestując 40-50 złotych można uprawiać grzyby we własnym ogródku. Borowiki, koźlaki, kanie, rydze – największe rarytasy i do tego trudno dostępne. Wystarczy kupić grzybnię w płynie, podlać przydomowe tuje czy świerki i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki otwiera się grzybiarskie eldorado.
Grzyby z butelki
– Preparaty z grzybnią mamy od trzech lat, ale w tym roku mamy prawdziwy boom. Była susza, dopiero teraz pojawiły się pierwsze grzyby w lasach. W handlu ceny są rekordowe. Dlatego coraz więcej osób eksperymentuje z uprawą grzybów na działce czy przydomowym ogródku – mówi pani Patrycja ze sklepu Global Flowers. Opowiada, że tak naprawdę preparaty z grzybnią wynaleziono do tego, aby wspomagać rozwój roślin. W system korzeniowy aplikuje się tzw. preparaty mikoryzowe zawierające żywą grzybnię. Zasiedlając system korzeniowy rododendronów czy iglaków, powoduje, że są one w stanie zaabsorbować więcej minerałów z gleby, stają się bardziej odporne na choroby, suszę, zyskują lepszą kondycję i „dekoracyjność”.

– Do tej pory, jeśli przy okazji stosowania szczepionek mikoryzowych pojawiły się owocniki grzybów, to był to niejako produkt uboczny stosowania tych preparatów. Ostatnio jednak klienci kupują grzybnie dla samych grzybów i podobno mają dobre efekty. Nie słyszałam, żeby ktoś składał u nas reklamację, więc sama zamierzam podlać grzybnią leśnych grzybów swoje tuje – dodaje nasza rozmówczyni.

Polak potrafi
Większość preparatów z grzybnią to produkty polskiego Mykofloru należącego Włodzimierza Szałańskiego z miejscowości Rudy na lubelszczyźnie. Od 1999 roku eksperymentuje z zastosowaniem grzybni w ogrodnictwie. Przekonuje, że udało się mu wyhodować grzybnię trufli, a z niej uzyskać te wyjątkowo cenne grzyby. Byłby to cios dla całego przemysłu truflowego we Włoszech, gdzie dorodne i pachnące grzyby osiągają ceny rzędu kilku tysięcy euro za sztukę. Mykolfor z dumą prezentuje łany borowików wyrastających w przydomowych ogródkach.

W całej sprawie jest jednak sporo przesady, nadużyć i tanich chwytów reklamowych. Sprzedawcy, zwłaszcza z Allegro, reklamują się grafikami, które zestawiają okazałe prawdziwki z jednym ogródkowym świerkiem, albo nawet roślinami w doniczkach. Aż tak pięknie nie jest. Serwis Grzybyhobby.pl rozwiewa trochę mitów na ten temat. Po pierwsze, w ogrodzie muszą rosnąć drzewa, pod którymi w naturze także występują grzyby, na przykład dęby, brzozy, sosny i świerki. Szczepionkę należy wylać wprost do odsłoniętych korzeni rośliny. Owocniki grzybów leśnych pojawią się dopiero wtedy, gdy rośliny ogrodowe stworzą silny związek z grzybnią. To może potrwać rok, a nawet dwa. Krótko mówiąc, w domowym ogródku należy skopiować warunki, jakie występują w prawdziwym lesie, a i tak nie nie ma gwarancji, że po kilku miesiącach zbierzemy składniki na omlet z borowikami.
– Nie znam badań naukowych, gdzie udowodniono od czego konkretnie zależy pojawienie się owocników grzybów, zwłaszcza tych leśnych. Ogródkowe borowiki to kwestia korzystnego zbiegu warunków i wytrwałości – opowiada Jacek Śledziewski z firmy Planto. Twierdzi, że na pewno nie uda się wyhodować domowych kurek, co najbardziej emocjonuje grzybiarzy amatorów. Zachęca jednak do uprawy gatunków grzybów, które łatwo przystosowują się do sztucznych warunków. To pieczarki (wyrosną nawet w kartonie na balkonie), boczniaki, których grzybnię kupuje się wraz z gotowym podłożem. Można też uprawiać grzyby na drewnianych pniach – tu sprawdza się azjatyckie shii-take albo ucho bzowe (podobno bardzo smaczne i zdrowe).
Ciekawą technologię opracowano przy uprawie czubajki kani. Grzybnia kani świetnie przyjmuje się na ziarnie zbóż, co opatentowała jedna zagranicznych firm. Kanie sadzi się wkopując w ziemię 3-kilogramowy pakunek (podłoże wraz z zaszczepionym ziarnem) wprost pod korzenie traw. Te szlachetne grzyby wyrastają po dwóch miesiącach. Ich kapelusze to prawdziwy rarytas przyrządzany w panierce jak kotlety schabowe. – Nadal chodzę do lasu, ale dla przyjemności, żeby zażyć ruchu. Nie szukam grzybów, tylko je zbieram – zarzeka się Jacek Śledziewski.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...