Pot i łzy na treningu dają kopa na cały dzień. Negocjacje z klientami po takim wysiłku to pestka

Co wspólnego ma ekstremalny wysiłek z karierą? Więcej niż mogłoby się wydawać FOT. KUBA ATYS / AGENCJA GAZETA
Moda na sport zapanowała nad Wisłą już jakiś czas temu. Polacy polubili się nawet z ekstremalnymi odmianami wyciskania z siebie siódmych potów. Szczególnie cenią je biznesmeni, dla których porządny wycisk to nie tylko robienie formy i rzeźbienie sylwetki. Adrenalina z sali treningowej przenosi się na ich skuteczność w pracy – są bardziej zmotywowani, konsekwentni i śmielej podnoszą sobie poprzeczkę.

Ekstremalny sport – siła mięśni i charakteru
Żeby przetrwać taki ekstremalny trening, nie wystarczą dobre chęci – trzeba żelaznej konsekwencji i pełnej gotowości na podejmowanie ponadprzeciętnego wysiłku. – Słabeusze odpadają na samym początku – przyznaje Hubert Gruza, trener triathlonu. Zasady, które panują na treningach, przypominają niekiedy żywcem poradniki dla biznesmenów. To właśnie dlatego coraz częściej właściciele firm i pracownicy wyższego szczebla wstają zza biurek, zdejmują eleganckie garnitury i biegną na salę treningową.
Gruza uważa, że nawyki wyniesione z treningu przekładają się na udane życie zawodowe. – Na treningach trzeba pokonywać swoje bariery. Kiedy myślimy, że nie damy rady, okazuje się, że się myliliśmy. Pokonywanie słabości i wiara w to, że nie ma rzeczy niemożliwych – to wie każdy, kto zajmuje się triathlonem i na pewno jest to pomocna nauka w pracy – mówi.

Na treningach pojawiają się też często ci, których kariera utknęła w martwym punkcie. Sport staje się bodźcem, który potrafi rozruszać nie tylko ciało, lecz także napełnia głowę nowymi pomysłami. – Regularne i trudne ćwiczenia to też szkolenie charakteru: nauka pokory, konsekwencji, uporczywego dążenia do celu i wytrwałości – uważa trener triathlonu.

Nie ma, że nie mogę!
Can’t do is not an option – tą zasadą kieruje się w życiu, pracy i na treningach Jakub Sarna, dyrektor Departamentu Sprzedaży Produktów Skarbowych Deutsche Bank Polska. Z powodzeniem łączy życie rodzinne, intensywną pracę i treningi. Jak to robi? Pół żartem, pół serio przyznaje, że energia do działania i świetna organizacja czasu to pochodna liczby posiadanych dzieci. Ale nie tylko – szef Departamentu Sprzedaży Produktów Skarbowych trenuje na co dzień jedną z najbardziej ekstremalnych dyscyplin – triathlon. I jak twierdzi, intensywne ćwiczenia przynoszą efekty.
– Warto odnaleźć dyscyplinę sportu, która będzie sprawiała nam przyjemność i stopniowo budować formę. W moim przypadku jest to triathlon, który uczy dobrej organizacji i dyscyplinuje, dlatego pomaga też w pracy. Kształtuje ciało i ducha, uodparnia na stres, uczy konsekwencji oraz w naturalny sposób wciela w praktyce również w życiu zawodowym zasadę fair play. Pot, ból i niejednokrotnie łzy uczą empatii, wrażliwości oraz zrozumienia i szacunku dla wysiłku i zaangażowania współpracowników – opowiada.

Jak przyznaje, miłością do tej trudnej i wymagającej dyscypliny zaraża też od paru lat kolegów z banku. Robi to na tyle skutecznie, że każdego roku w banku przybywa entuzjastów triathlonu. Każdego, kto chce przystąpić do grupy zapalonych triathlonistów ostrzega, że ten sport silnie uzależnia i niełatwo potem wyrwać się z jego szponów.

– Po kilku latach wspólnego biegania w 2012 roku razem z przyjacielem z zespołu, również zapalonym sportowcem, Jankiem Tenderendą założyliśmy w naszym banku drużynę triathlonową, która skupia coraz szerszą rzeszę bankowych tri-amatorów. Do startu w zawodach zachęcamy także klientów. Sport jest dla nas jak narkotyk. Bez regularnego treningu czujemy się źle. Dzięki wspólnemu wysiłkowi i startom znamy się z Jankiem jak łyse konie, co powoduje, że w pracy rozumiemy się bez słów – opowiada Sarna.

Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Home Broker, od wielu lat biega, prowadzi na ten temat bloga, a od jakiegoś czasu jest też zapalonym triathlonistą. Jego zdaniem uprawianie amatorskiego sportu przynosi sporo korzyści w pracy. Czego on się nauczył? – Na pewno cierpliwości i wytrwałości, i lepszej organizacji czasu. Żeby pogodzić pracę z treningami, trzeba mieć grafik dopięty na ostatni guzik. Podobnie jest z zadaniami w pracy – nie ma mowy o zaległościach. Uprawianie sportu uczy dyscypliny na treningach i poza nimi. Co więcej? Na pewno dzięki temu, że uprawiam sport, lepiej porozumiewam się z innymi – praca zespołowa staje się łatwiejsza – opowiada.

Sport hartuje na treningu i w pracy
Bartek Macek, trener crossfitu i współwłaściciel Reebok Crossfit Mokotów, przyznaje, że wśród jego klientów jest sporo przedstawicieli biznesu. Szczególnie często pojawiają się u niego o poranku. – Przychodzą właśnie rano, przed pracą i fundują sobie intensywny trening. Po co? Jak twierdzą, żeby naładować akumulatory. Ci, którzy uprawiają crossfit, są już tak zahartowani, że ich organizm potrzebuje takiego rodzaju kopa tuż po przebudzeniu. Niektórzy piją kawę, a inni wybierają intensywny wysiłek. Poranni miłośnicy crossfitu przychodzą, żeby się nakręcić przed pracą – opowiada.
Jest jednak jeszcze jedna grupa klientów. Macek tłumaczy, że spora część jego podopiecznych, którzy na co dzień zajmują się prowadzeniem poważnych interesów, pojawia się na sali treningowej w poszukiwaniu chwili zapomnienia. – Intensywny wysiłek w tym wypadku staje się formą odprężenia. Trudno sobie to wyobrazić, że wymagające ćwiczenia mogą przynieść chwilową ulgę, ale z relacji uczestników treningów wynika, że tak właśnie jest. Mogą się tu, mówiąc kolokwialnie, wyżyć, zmęczyć i radykalnie odciąć się od tego, co za chwilę czeka ich w pracy.
Co jeszcze daje uprawianie sportu, który wymaga dużego zaangażowania i wysiłku? – Taki intensywny trening to nie lada wyzwanie i nieustanne podnoszenie poprzeczki. Jeśli ktoś zajmuje się biznesem, to musi być ambitny – crossfit tego uczy, tu nie ma miejsca dla leniuchów i przeciętniaków. Ten sport uczy wychodzenia przed szereg – podkreśla Macek.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...