„Rywalizujemy o złoto” – o kondycji polskiego rynku IT mówi prezes CUBE.ITG

– Nasi klienci z podziwem i zazdrością patrzą na polski rynek – mówi prezes CUBE.ITG Paweł Witkiewicz. W rozmowie z Tomaszem Machałą, redaktorem naczelnym naTemat, tłumaczy, skąd bierze się przewaga Polski na rynku rozwiązań IT oraz prognozuje, jak w ciągu najbliższych lat postępować będzie informatyzacja usług sektorów bankowego i medycznego.

Jak Pana firma zarabia pieniądze?

Na integracji. Główny sektor, do którego kierujemy ofertę, to bankowość i finanse. Tu mamy najwięcej kontraktów, największą bazę klientów, najwięcej pracowników. Poza tym działamy w sektorze retail, obsługujemy wiodące sieci handlowe. Mamy klientów również w sektorze energetycznym i telekomunikacyjnym. Rozwijamy się także w sektorze publicznym.

Jaka jest Wasza przewaga? Na czym polega ta integracja, skoro sprzętu nie produkujecie?

Rzeczywiście bazujemy na rozwiązaniach naszych partnerów, światowych producentów. Posiadamy kompetencje wdrożeniowe. Lokalizujemy rozwiązania największych światowych firm na polski rynek. Do systemów dodajemy polski element, dopasowujący dany system do polskiego rynku w różnych zakresach – na przykład wymogów prawnych, choćby w zakresie płatności.
Czym wasza praca dla sektora komercyjnego różni się od tego publicznego?

Na rynku publicznym dominuje zakup sprzętu. Mniej patrzy się na efekt do osiągnięcia, na potrzebę informatyzacji, bardziej na konieczność wydania funduszy unijnych. Łatwiej wydaje się fundusze na zakup sprzętu, trudniej na dedykowanym oprogramowaniu. To się powoli zmienia. Klienci publiczni zaczynają myśleć biznesowo. Na rynku medycznym widzimy bardzo dobry trend. On jest związany z wchodzącym prawem o elektronicznej dokumentacji medycznej, ale też potrzebą ochrony danych pacjentów, które nadal są składowane w szufladach, bez jasnych zasad, kto powinien mieć do nich dostęp.

Potwierdza Pan, że polska bankowość wyprzedza technologicznie wiele tych z zachodniej Europy?

W Unii Europejskiej Polska bankowość jest najbardziej innowacyjna. Dysponujemy zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi.
CUBE. ITG współpracuje z klientami w całej Europie. Mogę powiedzieć, że nasi klienci z podziwem i zazdrością patrzą na polski rynek. To wynika z historii. W latach 90. przeskoczyliśmy do nowej rzeczywistości, bardzo szybko weszliśmy w rozwiązania bankowości elektronicznej i mobilnej. W bankach na zachodzie Europy klient bywa nadal związany z fizyczną placówką banku. U nas związany jest coraz bardziej tylko ze swoją komórką. W Polsce ścigamy się tylko z Turcją, która jest w niektórych obszarach bardziej innowacyjna od Polski. Rywalizujemy więc o ten umowny złoty medal.
Co się zmieniło na rynku IT w ostatnich latach?

Kiedyś duży projekt trwał 3 lata. Zmieniały się wizje, zakresy, budżet przekraczało się wielokrotnie. W tej chwili raportujemy do klienta postępy co 3 miesiące, a czasem mamy statusy projektowe raz w tygodniu, zgodnie z metodykami zarządzania projektami, które stosujemy. Żyjemy szybciej, wszyscy chcą szybszych efektów. I to mierzalnych. Zmniejszyła się waga dokumentacji. Ważniejsze jest szybkie wdrożenie. Oczywiście w bankowości jest trochę inaczej ze względu na wymogi nadzorcze, audyty, przepisy, bezpieczeństwo.

Czy jest coś w tureckich bankach, czego możemy im zazdrościć?

Bardziej rozwinięte od naszych płatności mobilne oraz dużo mniej biurokracji papierowej. Klient podpisuje się na tablecie. Nie ma dokumentacji papierowej. Podziwiam też rząd turecki, który wkłada duży wysiłek w wyjaśnienie społeczeństwu, co i dlaczego się dzieje. Mają spójną akcję informacyjną, pokazującą nowe zasady działania administracji. U nas jest więcej niż tam kart płatniczych. Więcej też transakcji przeglądarkowych, desktopowych. We Włoszech, Grecji, Hiszpanii większy natomiast niż u nas jest udział transakcji w oddziałach. Izraelczycy z kolei mają świetne doświadczenia w aspekcie bezpieczeństwa. Każdy rynek ma swoją specyfikę.

Bezpieczeństwo po włamaniu do PlusBanku, bazy Ashley Madison i innych atakach jest chyba teraz ważnym tematem?

W branży to absolutnie wiodący trend. Świadomość społeczna problemu jest wciąż znikoma. Chętnie dzielimy się wszystkimi naszymi danymi, tracąc nad nimi kontrolę. Jeszcze jako tako chronimy swoje dane finansowe, ale zupełnie lekceważymy bezpieczeństwo na przykład danych medycznych. Stosunek do dokumentacji medycznej jest frywolny. Dokumenty są składowane w różnych miejscach. Każdy może uzyskać do nich dostęp.

Nie mamy poczucia, że te dane medyczne mają jakąkolwiek wartość dla kogoś.

Tymczasem one wpływają na wysokość składki u prywatnego ubezpieczyciela, na polisę na życie, mogą wpłynąć na karierę zawodową, na przykład polityczną. Przy obiegu elektronicznym te zagrożenia zostaną wyeliminowane. Nie będzie można, tak jak obecnie, wziąć sobie karty pacjenta do domu, bo lekarz pisze pracę doktorską i potrzebuje. Dziś to jest traktowane jako jego prawo i coś oczywistego.
Różne instytucje będą musiały wydawać coraz więcej na bezpieczeństwo. To dla Was zdaje się dobra informacja.

Banki mają komórki zajmujące się tylko bezpieczeństwem. W ochronie zdrowia takich nie ma. Tymczasem prosty atak DDoS można zorganizować naprawdę tanio. Bardziej wyrafinowane ataki także się zdarzają. Będzie rosła refleksja o miejscu przechowywania danych. Im to miejsce będzie bezpieczniejsze, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś się do nich dostanie. Nasi klienci z reguły nie mają wystarczająco dużo zasobów, żeby nadążać za tym, co na świecie dzieje się w kwestii bezpieczeństwa w IT. Będą więc musieli korzystać z zewnętrznych ekspertów, takich jak my.

Powiedział Pan „na świecie”. Rozumiem, że IT to dziś globalny rynek?

To czy atakujemy kogoś w Polsce, czy atakujemy w Niemczech, czy w Indiach nie ma żadnego znaczenia. Metody i środki są dokładnie te same. Z tego wynikała nasza strategia rozwoju i zakup wrocławskiego ITMED, którego spółką zależną jest Data Techno Park. Spółka DTP umożliwia nam bezpieczne przechowywanie danych. Proszę zauważyć, że budżety IT największych instytucji co roku rosną. Kiedyś te pieniądze były przeznaczane na sprzęt. Dziś już nie ma potrzeby kupować nowych komputerów. Większość instytucji ma wystarczający poziom wydajności. Zmniejszyły się też koszty zleceń, bo konkurencja jest większa. Natomiast wzrastają koszty utrzymania systemów oraz rosną nakłady na bezpieczeństwo – to jest najszybciej rosnący segment.
Pracuje Pan w IT 16 lat. Co się zmieniło w tym czasie?

Świadomość klientów. Kiedyś IT żyło dla samego IT.

I dla dowcipów o dziale IT.

Teraz IT jest takim samym działem, jak każdy inny i tak samo musi dostarczać firmie konkretne rozwiązania biznesowe. IT to dużo bardziej otwarte struktury. Powstaje w nich dużo więcej, niż kiedyś, pomysłów pomagających firmom zdobywać pozycję na rynku.

Po co taki CUBE.ITG klientom, skoro rosnącą liczbę oprogramowania mogę po prostu uruchomić za darmo w chmurze lub przy minimalnym miesięcznym koszcie.

Aplikacje tak. My jednak pracujemy z firmami, w których działy IT mają wielkość dużych spółek. W bankach IT potrafią liczyć po 200 osób. Zdarza się, że duże firmy mają 100 różnych systemów. Trzeba je integrować ze sobą. Systemy muszą ze sobą bezbłędnie współpracować. Źle zaprojektowany system IT jest w stanie wydajnościowo zabić każdą infrastrukturę.

A więc obecnie każdą firmę.

Dlatego nasi klienci mają bardzo rozbudowane cykle wdrożeniowe. Testy trwają czasem dłużej niż stworzenie aplikacji – bo nawet po 6 miesięcy. Są testy funkcjonalne, wydajnościowe, regresyjne. Podczas tych ostatnich sprawdzamy, w jaki sposób przywrócić system do stanu przed zmianą. Nie bez powodu duże instytucje finansowe przeprowadzają kluczowe wdrożenia w weekendy i to najchętniej te długie. Mamy więcej czasu na regresję.

Skoro banki mają po 200 osób w IT, to po co im wy?

Nawet największe zespoły są głównie skoncentrowane na utrzymaniu systemów. Nie mają czasu rozglądać się po świecie. Nie mają kiedy gonić za rynkiem. A nawet jeśli, to potem nie mają zasobów, żeby światowe trendy przełożyć na projekty. Tym zajmujemy się my.

Czy o pracowników w IT jest naprawdę tak trudno?

Kompetencje polskich specjalistów są bardzo wysoko oceniane. A więc wyceniane. Kiedyś naszą przewagą na Zachodzie była cena. Dziś już nie odbiega ona od cen zachodnich firm.

W Niemczech CUBE.ITG GmbH nie startuje w kategorii „najtaniej”?

W Hiszpanii nasze stawki zrównały się z lokalnymi. W Niemczech różnice są kilku-, kilkunastoprocentowe. Jesteśmy w stanie wygrywać, bo dostarczamy lepsze rozwiązania szybciej. Nasza jakość i efektywność jest doceniana. Nasi pracownicy na każdym poziomie posługują się angielskim. Dzięki temu mogą uczestniczyć w międzynarodowych projektach. W firmach na Zachodzie po angielsku mówi kadra managerska, ale poniżej język jest problemem utrudniającym pracę. Walka o najlepszych pracowników IT jest w Polsce zażarta i odbija się na kosztach wynagrodzeń.

Jeśli nie cenami, to czym polski rynek różni się od niemieckiego?

Jest oczywiście dużo większy. Ma też dużo bardziej metodyczne podejście do projektów. Ten niemiecki porządek naprawdę działa. Wdrażają tam wszystkie nowoczesne metodyki prowadzenia projektów. Mają usystematyzowane podejście. Faza analizy potrafi trwać naprawdę długo. Ostatnio mieliśmy klienta, u którego analiza zajęła 2 lata. W tym czasie sprawdzał, co ma być zrobione, w jaki sposób i jak dostarczone.
To była duża instytucja finansowa?

Tak. Oczywiście można sobie zadać pytanie przy tak szybko zmieniającym się świecie, jaki jest sens prowadzenia takich projektów. Bo jak analiza się skończy po 2 latach, to sytuacja będzie kompletnie inna, niż gdy analizę się zaczynało. Więc w kanałach dla klientów tak nie można działać. Ale w systemach centralnych banków, które działają po 20-30 lat, to już jest inna materia. W Polsce analiza nie jest doceniana. Realizuje się projekt, gdy tymczasem koszt naprawy błędu rośnie w miarę rozwoju projektu. Naprawienie czegoś na etapie fazy analizy, to tak naprawdę poprawienie dokumentacji. Jeżeli mówimy już o fazie testów to mówimy o reinżynierii kodu. Firmy w Niemczech mają też dużo lepiej określoną ścieżkę rozwoju poszczególnych rozwiązań. Wiedzą, gdzie chcą być za rok, 3 i 5 lat. Świadomie budują strategię IT.

A my w Polsce?

Jest bliżej do Hiszpanów, do Włochów. Jesteśmy bardziej chaotyczni, ale dzięki temu rozwijamy się szybciej. Dotyczy to jednak głównie sektora komercyjnego, bo publiczny rozwija się w IT dużo wolniej. Nadal niewiele spraw możemy z urzędami załatwić cyfrowo.

Dlaczego jesteście obecni na Zachodzie?

Uczymy się, nabieramy tam doświadczenia biznesowego. Uczymy się pracy w dużych, międzynarodowych, wielokulturowych zespołach. Globalizacja rynku IT prowadzi do tego, że takich projektów jest coraz więcej. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak działają największe instytucje finansowe na świecie.

Te największe jako dostawców wybierały dotąd raczej Indie niż Polskę.

Offshoring zmienił się w nearshoring. Polska jest bliżej, mamy tę samą strefę czasową, jesteśmy w Unii, można do nas szybciej dolecieć, mówimy po angielsku bez akcentu, nie ma różnic kulturowych. Mamy stawki nie wyższe niż na Zachodzie, a dostarczamy lepszą jakość i wydajność pracy. Mobilność w branży IT jest mitem. Niewiele osób jest gotowych wyjechać z miasta do miasta, nie wspominając o przeprowadzce za granicę.

Nie chcą się rozwijać?

Mogą rozwijać się w Polsce. Specjalista od IT dostaje tu bardzo dużo ofert. Tylko bardzo duża podwyżka jest w stanie zmienić nastawienie. 15% różnicy w dochodach naprawdę nikogo nie skłoni do tego, żeby robić zamieszanie, przenosić rodzinę, kupować dom.

Jednym z najważniejszych haseł w branży jest teraz Big Data. Co dla pana oznacza?

Ogrom danych można zebrać w jednym miejscu i dzięki niemu dostosować rozwiązania do klienta. Banki już starają się strategię sprzedażową coraz bardziej personalizować, już nie mówimy o kliencie banku, nie mówimy już o kliencie jakiegoś segmentu.
Teraz mówimy o segmencie mieszkańca Dolnego Mokotowa pijącego kawę na pl. Zbawiciela wydającego miesięcznie 250 złotych na kebab.

Dokładnie. Wydającego tyle i tyle kartą, tyle wypłacającego gotówkowo. Widzimy, gdzie i ile wyjeżdża, za ile, co możemy mu zaoferować. To daje bankom nowe możliwości, tym bardziej że marże w sektorze finansowym znacząco spadają. Historycznie były one wyższe niż w innych branżach. Banki dzięki big data będą widziały cały cykl życia klienta. Widzą, kiedy skończył studia, założył rodzinę, więc wiadomo, że będzie chciał kupić mieszkanie, potem urodzą się dzieci, będzie chciał zmienić auto na większe, może kupić jakiś fundusz edukacyjny. Taka wiedza pozwoli bardzo precyzyjnie oferować rozwiązania. Nie ma sensu oferować wczasów za 50 000 komuś kto zarabia 4000.

Banki będą więc brokerami usług.

Informacje o klientach mogą sprzedawać grupie zaufanych dostawców różnych ofert. Będzie to atrakcyjne dla obu stron. Banki świetnie widzą przecież, kto jest wypłacalny, a kto nie.

CUBE.ITG rozpycha się w branży medycznej. Właśnie wygraliście przetarg na Mazowszu na ponad 77 milionów.

Branża medyczna będzie polegała na zewnętrznych dostawcach. Trudno sobie wyobrazić tworzenie przez szpitale własnych działów IT. Szpitalowi jest niewątpliwie trudno zapłacić informatykowi tyle, co firma komercyjna. Natomiast potrzeby są, i to duże. Sprowadzają się zarówno do zbierania informacji medycznej, jak i zarządzania szpitalem jako potężną instytucją. Coraz więcej placówek zaczyna tworzyć architekturę IT z prawdziwego zdarzenia, gdzie jest warstwa zarządzania użytkownikami, zarządzania uprawnieniami, elektronicznego obiegu dokumentów, elektronicznego rozliczania czasu pracy, inwentaryzacji sprzętu i planowania jego zużycia.

W ciągu 3-4 lat czego możemy się spodziewać, gdy chodzi o informatyzację w medycynie?

Pacjent może oczekiwać od szpitala tego, czego od banku – bardziej spersonalizowanej diagnostyki i leczenia, dobranej konkretnie pod nasz genotyp. W Stanach Zjednoczonych medycyna idzie w stronę personalizowanej diagnostyki i personalizowanego leczenia. Dziś prywatne placówki medyczne świadczą tylko te procedury, które są rentowne i dochodowe. Z innymi odsyłają do publicznej służby zdrowia. Im więcej danych będzie miało NFZ, tym lepiej będzie zarządzać wydatkami.

Jak pan oszczędza własne pieniądze?

Jestem zwolennikiem, zarówno w domu, jak i w firmie, dywersyfikacji inwestycji. Jestem akcjonariuszem CUBE.ITG, dbam więc o rozwój spółki. Zainwestowałem także w kilka nieruchomości, mam instrumenty finansowe, w tym fundusze inwestycyjne. Jestem zbyt zajęty, żeby samemu inwestować na giełdzie czy na kontraktach. Mam wykształcenie ekonomiczne, ale trzeba mieć więcej czasu na takie działania. Można się bowiem bardzo boleśnie zdziwić, budząc się rano.
Trwa ładowanie komentarzy...