Mount Everest już nie dla wszystkich. Żeby zmądrzeli trzeba było 300 ofiar. Teraz na szczyt wejdą tylko przygotowani

Everest już nie dla każdego?
Everest już nie dla każdego? Fot. Shutterstock
Koniec wysokogórskiej samowolki? Wszystko na to wskazuje – przynajmniej w Nepalu. Kraj zarabia krocie na turystach, którzy chcą zdobyć Mount Everest – najwyższy ośmiotysięcznik świata, ale właśnie wypowiedział wojnę nieprzygotowanym miłośnikom gór. Od teraz Everest będzie otwarty tylko dla nielicznych.

Na górę co roku próbują wejść dzieci i osoby w zaawansowanym wieku. Najstarszy turysta miał 80 lat, z kolei najmłodszy śmiałek miał zaledwie 13 lat. Władze Katmandu w przeszłości wielokrotnie były krytykowane za nieodpowiedzialną politykę, która w efekcie na górskim szlaku prowadziła do tragedii.

Wymagająca droga na szczyt przerosła już wielu, o czym najlepiej świadczą statystyki. Podczas wspinaczki zginęło do tej pory już ponad 300 osób. Nepal przez wiele lat w kwestii obostrzeń dla przyszłych zdobywców ośmiotysięcznika pozostawał liberalny. Krytycy Katmandu twierdzą, że zyski z turystyki wysokogórskiej były ważniejsze niż bezpieczeństwo ludzi.

Nepalski rząd najwyraźniej przestraszył się zaostrzającej się krytyki i postanowił wprowadzić ograniczenia dla turystów chcących zdobyć Everest. W planach jest wprowadzenie ograniczeń wieku – na szczyt nie mogłyby wchodzić osoby poniżej 18. roku życia i te, które przekroczyły barierę 75 lat. Regulamin może jednak objąć również tych, którzy nie mogą się wylegitymować żadnym doświadczeniem w górskiej wspinaczce.


Najprawdopodobniej na liście zdobywców szczytu nie znajdą się też osoby niepełnosprawne. Według szefa nepalskiego departamentu turystyki, zezwalanie na wejścia osób, które mają fizyczne ograniczenia jest nieodpowiedzialne. – To nie jest kwestia dyskryminacji. Wspinaczka na Everest to nie żart. Jak możesz wspinać się bez nóg? Ktoś cie będzie musiał wnieść. Chcemy, aby w górach było bezpiecznie dla wszystkich – powiedział.

W Polsce również nie brakuje przykładów nieodpowiedzialnej wspinaczki. Pisała o tym niedawno Katarzyna Zuchowicz z naTemat, która o turystach w górach rozmawiała z ratownikiem i przewodniczącym zarządu TOPR Adamem Maraskiem. – W Tatrach rzeczywiście widać, że nie jest źle. Porządne buty, plecaki... Dużo ludzi chodzi z kijkami. Ale mimo to i tak człowiek bez przerwy czyta o tym, jak bardzo niefrasobliwi są turyści w górach. Że na szlaki wyruszają w sandałach, klapkach, niemal na bosaka, z małą torebką przez ramię. Sam zresztą widział to wiele razy – mówił.

Temat wysokogórskiej brawury pojawił się też w tekście Tomasza Mołgi z naTemat. Jak pisał, Polacy wspinają się nie tylko nieodpowiedzialnie, ale również wybierają sobie za cel szczyty szczególnie wymagające. – Polacy brylują w statystykach górskich wypadków, które eksperci nazywają „zabili się na własne życzenie”. Czy to w Alpach czy Kaukazie nasi amatorzy są znani z lekceważącego stosunku do zasad bezpieczeństwa, podejmowania ryzyka wynikającego z pośpiechu – oceniał wówczas Marcin Kacperek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich.

Źródło: TVP INFO
Trwa ładowanie komentarzy...