"Ludzie dziwią się, że w ekosklepie można wydać raptem 7 zł" – to możliwe, przekonują założyciele "Nagie z Natury"

Sklep bez reklamówek i z eko-żywnością od 1 zł? Taki powstał właśnie na warszawskim Muranowie
Sklep bez reklamówek i z eko-żywnością od 1 zł? Taki powstał właśnie na warszawskim Muranowie Fot. Facebook / Nagie z Natury
Ekosklepów są setki, w większości straszą cenami i stają się mekkami dla bogatych. A co mają zrobić osoby, które chcą żyć zdrowo i nie wydać całej pensji? Dwa miesiące temu w Warszawie powstało „Nagie z Natury”, alternatywa na ekologicznym rynku, której właściciele nie chcą wciskać koszmarnie drogiej żywności w plastikowej torbie.

Czemu znowu eko?
Założyciele sklepu, który swoje podwoje otworzył latem tego roku, mieli prosty plan: stworzyć miejsce, które jak dziesiątki zagranicą, promuje ekologiczny styl życia niewielkim kosztem. – Dużo jeździliśmy po świecie i widzieliśmy mnóstwo takich sklepów – mówi Adam Czarnecki. – To nas zainspirowało do działania.

Kiedy pytamy, po co właściwie kolejny ekosklepik, odpowiada: Bo widzę wielkie zaangażowanie w takie inicjatywy poza Polską. Kiedy byłem dzieckiem, wchodziłem do warzywniaka i mogłem zważyć sobie trochę tego, trochę tamtego – dziś tak samo jest np. we Francji, Włoszech i w Hiszpanii. Chcemy do tego wrócić.
Czarnecki przekonuje, że zakupy w supermarketach to nie tylko wynik przyzwyczajenia, ale przede wszystkim braku alternatywy i wiedzy. – Powiedzmy sobie szczerze, nie wiemy, jak się odżywiać i co jeść – stwierdza. „Nagie z Natury” ma być miejscem, gdzie ludzie zaczną się nad takimi kwestiami zastanawiać. Wszystkie produkty są ekologiczne, a co najważniejsze, przed zakupem można ich dotknąć i spróbować. – Odpowiadamy na pytania, takie jak choćby: "Co jest dobre na dane schorzenie?" albo "Nie mogę jeść X, co innego możecie mi zaproponować?" – tłumaczy pracownik sklepu.

Nagie z Natury ma różnić się tym, że klienci nie dostają produktu w opakowaniu, dlatego zamiast kilograma makaronu czy jabłek, wezmą jedną albo kilka sztuk. Czarnecki przytacza historię mężczyzny, który kupił wszystkiego po trochu, by pomóc żonie cierpiącej z powodu glutenu. Po zmianie diety, okazało się, że źródłem jej problemów była chemia spożywcza. Z drugiej strony pojawia się pytanie, ile małżeństwo zapłaciło za nowe menu.

Tylko tyle?
Według cennika, np. 100 gr białego ryżu kosztuje 1, 27 zł, za bułkę tartą trzeba zapłacić 1,83 zł, cena cukru trzcinowego to 2 zł, a suszone morele (również 100 gr) to wydatek ok. 15 zł. Ceny wahają się między 1 a 30 zł.
– Klienci dziwią się przy kasie, że za coś płacą np. 7 zł – słyszymy. – Wtedy potrafią decydować się na dokładkę produktów. Przyznaje, że klienci przychodzą z różnych powodów. Dzieci są fanami czekolady i suszonych śliwek, dorośli nawet dobijający do 100 lat, chcą po prostu o siebie zadbać, ale też osoby na specjalnej diecie, szukające np. orzechów i nasion szałwii. Pojawiają się też obcokrajowcy – tym zależy na żywności, pochodzącej ze swojego kraju.

Czarnecki jest pewien, że ekologiczne życie nie jest zabawą dla bogatych. – Istnieje obawa, że jak coś jest eko, to musi być drogie – mówi. – A może być takie i wcale nie trzeba jeść tego aż tyle, by dostarczyć sobie witamin, czy innych składników odżywczych.

Stosunkowo niskie ceny są efektem bezpośrednich zakupów u producentów. Odpadły marże, a wynajęcie lokalu również nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Właściciele nie muszą i nie chcą też inwestować w plastikowe siatki – zastępują je papierowe torby, słoiki i butelki. – Jeżeli ktoś przyjdzie z własnym opakowaniem, dostaje rabat i jednocześnie nie zużywa kolejnych surowców – dodaje Czarnecki.
Sposób na życie

Niedroga żywność i brak reklamówek to jedno, "Nagie z Natury" jest częścią większego, edukacyjnego planu. Na fanpage'u sklepu pojawiają się informacje o dostępnych produktach, a strona zalewana jest artykułami o zdrowym odżywianiu. W przyszłości dojdą jeszcze szkolenia, w tym m.in. z wegańskiego gotowania.

– Myślę, że potrafimy się przestawić – uważa nasz rozmówca. – Klienci nie ukrywają jeszcze zdziwienia asortymentem, bo dotąd nie wiedzieli o jego istnieniu. Kupowali produkty, które wyglądały zupełnie inaczej i tak np. kiedy morele w supermarkecie są różowiutkie, u nas będą brązowe. Czarnecki wierzy, że z czasem będą one bardziej dostępne.
Najbardziej ceni sobie jednak relacje z klientami, samemu brakowało mu miejsca, gdzie nie czuje się anonimowy. Sam chętnie prowadzi rozmowy, odpowiada na pytania i dzieli się swoją wiedzą. A ludzie wracają, sklep zaczyna przypominać te lokalne. Wie też, że wyrasta na konkurenta miejsc, które czasami po prostu oszukują i mamią obietnicami o ekologicznej żywności. Sam radzi uważać na to, co kupujemy. – Czytajmy etykiety, sprawdzajmy, co jest w składzie i nie wierzmy we wszystko, co zobaczymy na witrynie – dodaje.

"Nagie z Natury" znajduje się na warszawskim Muranowie, przy ulicy Pokornej 2 i powoli zyskuje popularność. Ciekawe jest, co będzie dalej – na razie to pierwszy sklep w Polsce, który w taki sposób promuje ekożycie.

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...