O co chodzi w "Evereście"? W USA to historia, jak w Polsce ta z Broad Peak – przerażająca i pełna wzajemnych oskarżeń

”Everest” - opowieść o tragedii z maja 1996 roku
”Everest” - opowieść o tragedii z maja 1996 roku Fot. Kadr z filmu
Można powiedzieć, że wróciły duchy z przeszłości. Wyprawa odbyła się niemal 20 lat temu i bez filmu ”Everest” być może nikt nie rozdrapywałby już starych ran. Ale raczej się nie da, bo wersji tamtych zdarzeń i wzajemnych pretensji też nie brakuje. Film również ich nie rozstrzyga. Jak było naprawdę w 1996 roku? Która wersja jest prawdziwa? Dlaczego każda z nich wzbudza tak ogromne kontrowersje?

Kluczowa postać, jeden z tych, którzy przeżyli wyprawę z maja 1996 roku – Jon Krakauer. Amerykański dziennikarz z magazynu ”Outside”, który wyruszył z himalaistami, by opisać potem ich zmagania. I opisał. Wydał książkę, opowiadał o wyprawie w mediach i oskarżał. Tyle, że winnych śmierci 8 uczestników wyprawy szukał – według wielu – nie tam, gdzie trzeba. Wśród tych, którzy podobno najbardziej pomagali ratować innych.
Nikt nie prosił mnie o pomoc
Teraz sam stanął pod ścianą. Bo jego bohater w filmie odmawia udzielenia pomocy, gdy prosi o nią jeden z przewodników – Anatolij Bukrijew. Ten sam, którego prawdziwy Krakauer oskarżył o niedostateczną pomoc. I się zaczęło. Dziennikarz powiedział wprost, że filmu ”Everest” nienawidzi, a prawdziwa wersja zdarzeń została przedstawiona w jego książce ”Wszystko za Everest”. I wszystkich do niej odsyła.

– Nigdy nie było takiej rozmowy. Anatolij przychodził do kilku namiotów i nie tylko szerpowie mogli wyjść. Nie twierdzę, że ja mógłbym pójść lub poszedłbym. Mówię tylko, że nikt nie przyszedł do mojego namiotu i mnie o to nie pytał – powiedział.
Piotr Ciszewski, himalaista

Pamiętam jak byłem wyczerpany wspinając się na Mount Everest. Dlatego nie sądzę, byśmy mogli wierzyć któremukolwiek z nich. Nie mówię, że kłamią, ale przy takim wysiłku ciężko zwracać uwagę na szczegóły. Sam nie pamiętałem tego, co zrobiłem kilka sekund wcześniej. Te wspomnienia, które zostały Krakauerowi i Bukriejewowi muszą być zamglone i dlatego nie powinniśmy niczego osądzać na podstawie ich książek. Czytaj więcej

Kolejna wersja zdarzeń
Problem polega, że książki są dwie. Gdy Krakauer postawił zarzuty pod adresem Rosjanina, ten zaraz napisał swoją. Niestety, już nie żyje. Nie może dalej podtrzymywać swojej wersji, ani odpierać zarzutów. Ale są na świecie tacy, którzy wierzą w jego wersję.

• Jon Krakauer opisując wydarzenia z 1996 kierował się czystą głupotą!! Wstyd, że sporo ludzi zawierzyło w jego wersję wydarzeń i oczernianie prawdziwego bohatera, jakim był Anatolij Bukriejew! On SAM, rozpoczął akcję ratunkową, która uratowała życie większości ludzi z ekpiy Fishera. Człowiek legenda, jeden z najlepszych himalaistów a tak oczerniany przez tego matoła Krakauera.

• Podczas gdy on padł jak przecinak i całą tragedię przespał w swoim namiocie, Bukriejew w czasie burzy śniegowej sam wychodził kilka razy do góry aby ratować klientów wyprawy, którzy za swoją głupotę o mały włos nie zapłacili utratą swojego życia (weszli na szczyt zbyt późno, krańcowo wyczerpani, zostali na nim zbyt długo, bezmyślnie opóźniając zejście).

• Czytałam wypowiedź Simone'a Moro, który był bliskim przyjacielem Bukrijewa i rozmawiał z nim na ten temat. Otóż kiedy ten wybitny himalaista wszedł do namiotu Jona (pamiętnego roku 1996) i poprosił o pomoc w sprowadzeniu ludzi na dół, ten go spławił, odpowiadając, że nie jest przewodnikiem! I jeszcze na dodatek oczernił Bukrijewa w tej żałosnej powieści sensacynej!. Najwyraźniej bał się, że świat dowie się o jego tchórzostwie i postanowił zaatakować pierwszy.  Czytaj więcej

Są też inni, którzy przeżyli tamtą wyprawę. Niektórzy zamilkli, nie chcą wracać do tamtych chwil, gdy zaskoczyła ich burza śnieżna. Niektórzy też napisali swoje książki, spokojniejsze, może bardziej terapeutyczne, by samemu poradzić sobie z tragedią?
– Dlaczego przeżyłem, gdy inni przewodnicy zginęli? Dziś już sobie z tym poradziłem. Zdałem sobie sprawę, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, co można było zrobić w takich okolicznościach. Moim zdaniem nikogo nie można winić. Żadnych bohaterów, żadnych nikczemników. To była po prostu wspinaczka – wspominał po latach Michael Groom, jeden z uczestników wyprawy.

Najbardziej przerażającym dla niego wspomnieniem było pozostawienie po drodze Becka Weathersa, który tracił wzrok, był coraz słabszy. Przez całą noc zamarzał, był bliski śmierci. Na drugi dzień odnalazła go ekipa ratunkowa, cud, że przeżył. Ale ratownicy doszli do wniosku, że akcja jest tak trudna, a on umrze, więc znów go pozostawili. Weathers został w końcu uratowany, miał potworne odmrożenia. Ślepy, bez rękawic, okryty lodem, dotarł do obozu. Stracił nos, lewą dłoń i część prawej. On również napisał książkę. „Everest. Na pewną śmierć” to wstrząsający pamiętnik. I jeszcze jedna relacja z tamtej wyprawy.
Uciekł, zostawił kolegów
Ta historia przypomina trochę to, co przeżyliśmy podczas polskiej wyprawy na Broad Peak, gdy zginęło dwóch himalaistów: Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski.


”Bielecki uciekł, zostawił partnerów. Moralna katastrofa” – komentowano. Sami pisaliśmy w naTemat o piekiełku w środowisku himalaistów, jakie wytworzyło się po tamtej wyprawie. Oczywiście to, co działo się tam, na górze, najlepiej było oceniać z perspektywy Warszawy.
Ryszard Gajewski, znany himalaista, TOPR-owiec i przewodnik górski w rozmowie z portalem Sport.pl wytknął wtedy jednemu z uczestników wyprawy, Adamowi Bieleckiemu, brak doświadczenia, nieodpowiedzialność, a nawet kłamstwa. "Kiedy Bielecki na Broad Peaku zobaczył, że zaraz będzie ciemno, uciekł. Dla niego noc bez namiotu to tragedia. A przecież przy dzisiejszym sprzęcie spokojnie można wykopać dziurę, siąść" – przekonywał. Wzajemnych pretensji nie było końca.

Środowisko himalaistów podzieliło się też zupełnie niedawno, po śmierci Aleksandra Ostrowskiego, który zginął zjeżdżając ze szczytu Gaszerbrum II. Andrzej Bargiel, drugi śmiałek, któremu udało się zjechać ze szczytu, zarzucił swoim kolegom, że nie zaangażowali się odpowiednio w poszukiwania zaginionego.

Nigdy w życiu
Na Evereście tamtego feralnego dnia były dwie komercyjne wyprawy. Prowadziło je dwóch przewodników – Rob Hall i Scott Fischer. Krakauer był w ekipie Halla. Dziś mówi, że tamta wyprawa była największym błędem jego życia. Że nigdy w życiu drugi raz nie wchodziłby na Mount Everest.

napisz do autora: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...