Grupa naTemat

Język Niesiołowskiego za ostry? "To przykre, że koledzy z własnej partii często nie udzielają mi poparcia"

Język Niesiołowskiego za ostry? "To przykre, że koledzy z własnej partii często nie udzielają mi poparcia"
Język Niesiołowskiego za ostry? "To przykre, że koledzy z własnej partii często nie udzielają mi poparcia" Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Stefan Niesiołowski to polityk, który nie boi się mówić tego, co myśli. Niektórzy twierdzą, że zdarza mu się powiedzieć o jedno lub nawet więcej słów za dużo. Sam Niesiołowski, który właśnie otworzył blog w naTemat twierdzi, że to łatka przypięta mu przez nienawidzących go przeciwników. Ubolewa, że tej nagonce ulegają niejednokrotnie koledzy z Platformy.

W naTemat pojawił się pierwszy wpis na pańskim blogu. Momentami merytoryczny, ale i ostry. Dlaczego używa Pan ostrego języka?

Stefan Niesiołowski: Czasami, w polemice bezpośredniej mogę użyć nieco mocniejszego określenia, ale w żadnym wypadku nie poczuwam się do odpowiedzialności za zimną wojnę w Polsce, za niesłychany potok chamstwa, wyzwisk, agresji, bo to jest domena pseudo prawicowych mediów. Już nie chcę przytaczać co piszą... "Komorowski gorszy od Hitlera", ja w czapce enkawudzisty... Pojawiają się niesłychane wyzwiska pod moim adresem, autorstwa pana Ziemkiewicza, Mazurka, Sakiewicza... W najmniejszym stopniu nie czuję się odpowiedzialny za demolowanie debaty publicznej.

A nie wydaje się Panu, że przypięto Panu łatkę polityka, który w Platformie jest numerem jeden pod względem ostrości języka?

Tak, to robota moich przeciwników. Podobnie było w przypadku prezydenta Komorowskiego. Człowieka spokojnego, kulturalnego, uprzejmego. Aż trudno znaleźć większego patriotę. Kiedy prowadziłem kampanię i rozdawałem ulotki, spotykałem się z hasłami "Komorowski KGB", "Człowiek GRU", "złodziej", "morderca ze Smoleńska". Podobnie jest w przypadku osób, które mnie nienawidzą, czyli z obozu kato-prawicy, PiS i jego przyległości albo tych wszystkich pseudo-katolickich mediów.

Dlaczego Pana "nienawidzą"?

Pałają z nienawiści do mnie, ponieważ moje diagnozy, analizy i oceny są trafne. Oni są zbyt bezradni, żeby polemizować, bo po ich stronie nie może być argumentów. Prowadzą zatem tego rodzaju kampanię we wszystkich mediach PiS-owskich, a to jest ogromna część mediów. Ona oczywiście przynosi taki efekt, że część ludzi się na to łapie, ale tym gorzej dla nich.

A jak Pan oceniłby sposób komunikowania Stefana Niesiołowskiego?

Nie jestem od tego by oceniać, niech robią to inni. Moje teksty, analizy i artykuły bronią się same. To jest trafność analizy, nieuleganie modom, na które zawsze byłem zawsze bardzo odporny. Potrafiłem konfrontować się z komunistyczną propagandą prawie zupełnie sam. Niektórzy mówili: "a jednak jest w tym dużo racji, że socjalizm i sprawiedliwość społeczna mają przyszłość". Ja mówiłem, "jaka sprawiedliwość społeczna? To oszustwo i dyktatura". Teraz natomiast powszechne są zachwyty nad Dudą.

W jakim sensie?

Na przykład ostanie przemówienie Andrzeja Dudy w Nowym Jorku było banalne. Na przykład teza, że "prawo a nie siła". Przecież to już Rzymianie powiedzieli "plus ratio quam vis", czyli "rozum a nie siła". Niektórzy zachwycają się banalnym Dudą, który stoi z takim chytrym uśmieszkiem, miną jakby co chwila bał się, że mu ktoś ubliży. Jestem na to w największym stopniu odporny, tak jak potrafiłem być odporny na komunistyczną propagandę. Teraz jestem odporny na propagandę pisowską. Natomiast ona jest zaraźliwa. Te banały, że w PiS-ie są patrioci, a Platforma nie dotrzymuje obietnic, to wszystko są kłamstwa, które znamy już z komunizmu.

Gdyby zamiast Dudy przemawiał Pan, to byłoby mniej ogólników i banałów?

Tam były same banały! Nie znalazłem tam ani jednego ciekawego sformułowania. To było banalne, żałosne przemówienie. Nie zawierało żadnych elementów, które nadawałyby się do krytyki. To tak, jakbym powiedział, że jest dobrze, gdy jest ciepło, gdy jest przyjemnie, a ludzie powinni długo żyć i być szczęśliwi. To był stek przeraźliwych banałów, a ja bym się na czymś skoncentrował.

Na czym?

Powiedziałbym przynajmniej jeden konkret, aby to wyglądało, że o coś tej Polsce chodzi. Nie ma na świecie chyba ani jednego polityka, który powiedziałby, że liczy się tylko siła, że za pomocą gospodarczą powinno iść żądanie ustępstw w innych obszarach, że prawo słabszego jest mniej warte niż prawo silniejszego. Nawet najokropniejszy dyktator by tego nie powiedział. To Kim Ir Sen by tego nie powiedział. Było mi wstyd, że polski prezydent coś takiego mówi, a zobaczyłem falę zachwytów i banałów publikowanych w mediach. To, co mówił Duda, było zupełnie żałosne, swoją przeraźliwą banalnością.

Mówi się, jaka to wspaniała jest polityka PiS, jaka przebiegła i inteligentna, a jaki ten Kaczyński jest genialny. To samobójczy trend, który może doprowadzić do tego, że Polska sobie sama zafunduje kłopoty. My odpowiadamy za stan naszego państwa i wychowaliśmy pisowski nowotwór, który Polskę w pewnym momencie może zacząć pożerać.

Polscy politycy mówią często banały, aby przypadkiem nikt im niczego nie zarzucił. Czy Pan waży słowa, czy stara się powiedzieć to, co w danym momencie pan myśli?

Zawsze, gdy mówię, to myślę nad tym, co mówię. Polityk zawsze waży słowa. No może Paweł Kukiz tego nie robi, Grzegorz Braun który mówi, że trzeba rozstrzelać dziennikarza, czy Antoni Macierewicz. Nawet jest mi trochę wstyd odpowiadać na takie pytania, czy ważę słowa. To trochę ładniejsza forma pytania, "czy pan jest normalny". Ważenie słów jest podstawowym elementem polityki. Nad każdym zdaniem się zastanawiam, choć czasem może mi się zdarzyć, jak każdemu, że powiem coś nie tak, jak bym chciał powiedzieć.

Miałem na myśli ogólną tendencję, aby nie powiedzieć o jednego słowa za dużo. Mam wrażenie, że niektórzy politycy kierują się tylko tą zasadą i uciekają w truizmy i banały, które wytykał Pan prezydentowi Dudzie.

W przypadku Dudy to nie jest kwestia tego, o czym pan mówi. To jego marność intelektualna, niski poziom. On nie jest w stanie niczego wypracować. Albo czyta tekst napisany przez kogoś innego, albo mówi coś od siebie i jest to żałosne. Natomiast ma pewien swój styl i potrafi prezentować pisowską propagandę. Nie jest tak, że mówi same banały. W ONZ powiedział same banały, ale tu w Polsce mówi rzeczy pisowskie. To propagandysta PiS-u, który reprezentuje interes jednej partii. On potrafi urazić. Na przykład Platformę, panią premier Kopacz – w tym jest bardzo dobry. I tu bym bronił pana Dudy. Nie można mu postawić zarzutu, że nie wiadomo o co mu chodzi. Jemu chodzi o zwycięstwo wyborcze PiS-u i działa w tym kierunku.

Niektórzy politycy Platformy również zwracają uwagę na Pana język. Na przykład Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała, że od lat pracują nad pana językiem. Joanna Mucha stwierdziła zaś, że nie popiera takiego dyskursu. Miewa Pan z tym problemy w swoim ugrupowaniu?

Nie, żadnych. Kidawa-Błońska wyjątkowo coś takiego powiedziała. Na szczęście tego już od dawna nie było, bo nie chcę wdawać się w spory z moimi kolegami. Jest to przykre, że czasem nie zapoznają się dobrze z daną wypowiedzią, gdy toczy się nagonka na mnie, a ja nie otrzymuję wsparcia we własnej partii. To nie wynika z tego, że ja coś źle powiedziałem, tylko że oni tego nie wiedzą, nie zrozumieli lub od razu dali się porwać.

Na przykład?

Choćby nagonka, że kazałem dzieciom jeść szczaw. To w ogóle nie była prawda. Mówiłem, że ja sam jadłem szczaw, gdy byłem dzieckiem. Drugim kłamstwem było, że pobiłem dziennikarkę, a ja nawet jej nie dotknąłem. Teraz kolejne sformułowanie, kiedy powiedziałem że na Kopacz plują pisowskie śmiecie. Chodziło mi o media, a poszła informacja, że nazwałem Joannę Lichocką pisowskim śmieciem. Ja tego nie powiedziałem. Mówiłem o mediach, które szkalują w plugawy sposób panią premier. Nazwałem te media pisowskimi śmieciami i podtrzymuję to, ale nie nazwałem tak Lichockiej. Ona nie jest żadnym śmieciem, bo człowiek nigdy nie jest śmieciem. Człowieka stworzył pan Bóg, człowiek ma duszę i człowiek ma godność.

Pani Kidawa-Błońska nie przeczytała dobrze mojej wypowiedzi, ale to pojawiało się wielokrotnie. Politycy Platformy, tak jak wielu innych są nieodporni na nagonkę. Gdy się gdzieś w Polsce toczy nagonka, ludzie którzy nie mają wyrobienia walki z komunizmem, ulegają temu i uważają, że coś w tym musi być. To jest przykre, nieprzyjemne, irytujące i trzeba z tym żyć, że koledzy z własnej partii często nie udzielają mi poparcia i powtarzają pisowskie kłamstwa.

A czy bywa tak, że dziennikarze którzy zapraszają Pana do studia prowokują? Bo "Niesiołowski zawsze coś powie"?

Niestety, dziennikarze w dużej części są dość słabo rozeznani w tych wszystkich subtelnościach, są bardzo konformistyczni, powtarzają banały. Wielu jest propisowskich, na przykład Rymanowski. Wydawałoby się, że jak jest w TVN-ie, to będzie niezależny. Otóż nie. Panuje jakaś fałszywa teza, że TVN to stacja proplatformiana. To brednia. Mamy na przykład Rymanowskiego i wielu innych. Ale nie, specjalnie mnie nie prowokują, choć czasem liczą, że coś im się uda, że coś palnę i będzie może jakiś proces. Przyzwyczaiłem się do tego i zazwyczaj nie mam procesów, a jak mam – to wszystkie wygrywam. Co jakiś wytacza mi je "Gazeta Polska" czy "Radio Maryja", ale zawsze przegrywają.

A jak pańska rodzina, zwolennicy reagują na pańskie występy w mediach? Nie mówią: Stefan, trochę łagodniej? To pomaga, czy przeszkadza?

Więcej jest takich, którzy mówią, że wreszcie ktoś mówi prawdę o PiS-ie. W takim tonie jest 90 proc. wpisów na moim Facebooku Są też tacy, którzy mówią mi "łagodniej". Że coś było niepotrzebne, za mocne, ale jest tych osób dużo mniej. Są też tacy, którzy twierdzą że mówię zbyt łagodnie.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Stefan Niesiołowski
Skomentuj