Bez prądu i wody. Tak wygląda życie na osiedlu Pekin w Gdyni. "Polskie fawele"

Pekin to pozostałość po samorzutnie powstałej w okresie międzywojennym dzielnicy biedy.
Pekin to pozostałość po samorzutnie powstałej w okresie międzywojennym dzielnicy biedy. Rafał Malko/Agencja Gazeta
Pekin to dzielnica wyjątkowa. Chociaż ciężko sobie wyobrazić życie bez prądu i bieżącej wody, część mieszkańców dzielnicy żyje tak już drugie pokolenie.

Rozbudowa Gdyni w okresie międzywojennym jest ukazywana jako triumf nowoczesności. Ale oprócz pereł modernistycznej architektury, powstały również domy dla biedoty. Część z nich istnieje nawet do dzisiaj. Wygląd gdyńskich dzielnic biedy bardziej kojarzył się z południowoamerykańskimi fawelami niż architekturą Europy Środkowej.

Pozostał Pekin
Jedynym skupiskiem slumsów, które przetrwały do dziś, jest Pekin. Mieści się w dzielnicy Leszczynki. Ograniczają go trzy niewielkie ulice: Orlicz-Dreszera, Kalksztajnów i Dembińskiego. Większość prawie sześciohektarowego terenu zajmują bezładnie rozstawione rudery. Często są one pozbawione prądu i wody.
Domy były stawiane w okresie międzywojennym "na dziko", bez zezwoleń i planu urbanistycznego. Do wielu nie ma nawet możliwości dojazdu. Położone są one na stromych skarpach. Między domami jeszcze 40 lat temu biegały świnie, kury, wałęsały się psy.
W latach 70. od strony ulicy Czerwonych Kosynierów (obecnie Morska) postawiono wysokie wieżowce, które zasłaniają baraki. W surowych warunkach, często bez prądu i kanalizacji w centrum miasta żyje tam około 400 osób.
W 1990 roku teren przejęli spadkobiercy przedwojennych właścicieli gruntu. W planach jest tutaj osiedle wieżowców. Cały czas trwa batalia sądowa z mieszkańcami Pekinu. Większość z nich otrzymało już wyroki nakazujące eksmisję. Na razie brak jednak lokali zastępczych. Przerażony stanem mieszkań swoją interpelacje zgłaszał nawet poseł Robert Biedroń, niestety bezskutecznie.

– Tereny są dosyć atrakcyjne, a nasze domki w fatalnym stanie. Łatwiej więc poczekać aż się wyniesiemy sami, zostawiając domy, niż wykupić je – opowiada Marta, mieszkająca przy ulicy Kalksztajnów. – Mieszkanie zastępcze obiecywano moim rodzicom jeszcze jak byłam w podstawówce. Nic się nie zmieniło, poza tym, że teraz jestem na studiach – dodaje.

Przybyli spełnić marzenia
W gdyńskich slumsach mieszkało niemal 30 proc. przedwojennych mieszkańców miasta. Często przybywali tu bez żadnej gotówki. Mieszkali w prowizorycznych barakach bez bieżącej wody i prądu. Sporą część stanowili też tzw. bosi Antkowie. Byli to robotnicy dniówkowi, w Gdyni pracujący przede wszystkim przy budowie portu. Często nie mając dokąd wracać, na stałe osiedlali się nad Bałtykiem.
Michał Sikora w przedwojennych wspomniniach

Był więc ,,Pekin" nie tylko przystanią dla robotników, sypialną i poczekalnią, w której wyczekiwano na pracę, na łut szczęścia, na fart, ale też siedliskiem zła. Poza tym spełniał rolę filtra, który zatrzymywał męty własne, czyli polskie, jak i zagraniczne.

W Gdyni powstało pięć dzielnic slumsów. Wystarczy rzut oka na statystyki, by zdać sobie sprawę ze skali osadnictwa w takich miejscach. W 1936 r. w Gdyni było 6865 budynków, z czego 4933 określanych jako obiekty prowizoryczne. Mieszkało w nich 30 proc. gdynian.
W Małym Kacku mieściła się Drewniana Warszawa. Tutaj w 155 barakach mieszkało prawie 1000 osób. Urbaniści narzekali na przebiegającą przez dzielnicę rzekę Kaczą. Wilgoć i brak odpowiedniej higieny powodowały spore zagrożenie epidemiologiczne. W samym centrum krótko funkcjonowała "chińska dzielnica".

Jak wspominał pisarz Stanisław Dygat, nazwa brała się od znajdującej się na miejscu palarni opium prowadzonej przez Chińczyka. Nieco dalej, na Obłużu, była Stara Warszawa. Na Chyloni mieściły się baraki o nieco bardziej egzotycznej nazwie - Meksyk. Istniały też mniejsze skupiska baraków. Nazywano je: Budapeszt i Abisynia.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...