Grupa naTemat

Czego producent nie może zataić? Odkrywamy sekrety etykiet

Fot. Evan Lorne / Shutterstock
"Od grudnia zeszłego roku, zgodnie z dyrektywą unijną 1169/201, wszyscy działający na terenie UE producenci i importerzy żywności mają obowiązek stosowania się do jednolitych przepisów dotyczących znakowania swoich produktów" - czytamy na stronie internetowej Fundacji Alma. Co to oznacza dla nas, konsumentów? Przede wszystkim wiemy dokładnie, jakie informacje powinna zawierać etykieta. Jeżeli któregoś z elementów brakuje, mamy podstawy, aby poddać intencje producenta pod wątpliwość.

Etykieta – pozycje obowiązkowe
Na opakowaniu należy umieścić nazwę produktu – to przecież oczywiste, więc wydawać by się mogło, że z tym najważniejszym elementem nie powinno być problemu. A jednak, jeśli zagłębimy się w przepisy unijne, zauważymy, że nazewnictwo wyrobów gotowych może być skomplikowane.

Producent musi zdecydować się, czy jego produkt nosi „nazwę przewidzianą w przepisach”, w tym przypadku unijnych lub krajowych, czyli na przykład jogurt czy oliwa z oliwek. Jeśli nazwa danego wyrobu w takim wykazie nie figuruje, producent może posłużyć się „nazwą zwyczajową” czyli określeniem produktu powszechnie zrozumiałym przez mieszkańców danego kraju. W polskich realiach będzie to na przykład „kajzerka”. Jeśli dany produkt nie posiada takiej nazwy, można zastosować „nazwę opisową”, którą jednak należy skonstruować w taki sposób, aby odróżniała dany produkt od innych i jednocześnie dostarczała konsumentom wystarczających danych na jego temat. i nie wprowadzała konsumenta w błąd.

Zastosowanie danej nazwy np. "parówki z cielęciną" czy "marchewka z groszkiem" skutkuje obowiązkiem podania w składzie ilości cielęciny czy ilości marchewki i groszku. W nazwie wędlin , w których jest więcej niż 5 % wody musi być przy nazwie wędliny dopisek „z dodana wodą ‘ np. szynka konserwowa z wodą dodaną”.

– Wielu konsumentów dokonując zakupów nigdy nie patrzy na tzw. kontretykietę, czyli to co napisane jest z tyłu opakowania. Często ograniczamy się tylko do obejrzenia przodu opakowania, gdzie kuszą nas hasła marketingowe i piękny design. Tego co pisze z tyłu czasem po prostu nie rozumiemy, gdyż pojawiające się dziwnie brzmiące nazwy nic nam nie mówią. Dlatego niezwykle ważne jest budowanie świadomości Polaków, aby sprawdzali składy produktów i uczyli się rozpoznawać składniki, które spożywane w nadmiarze mogą mieć negatywny skutek dla naszego zdrowia – mówi Magdalena Grabowska, Prezes Fundacji Alma Pokochaj Życie.
Im „smaczniej”, tym gorzej
Przepisy są po to, żeby je łamać, zdają się jednak myśleć niektórzy producenci i unijne zalecenia łamią już na etapie nazewnictwa. Jak twierdzi Kamila Kwietniewska – technolog żywności i żywienia człowieka oraz redaktor naczelna serwisu czytamyetykiety.pl, im bardziej „smakowita” nazwa, tym bardziej powinniśmy być czujni:
Kamila Kwietniewska
specjalistka ds. żywienia z serwisu czytamyetykiety.pl

Określenia: domowy, staropolski, babuni, tradycyjny, wiejski, naturalny, świeży brzmią bardzo obiecująco, co wykorzystują producenci. Przykładowo, przymiotnik „wiejski” przy wędlinie (np. szynka wiejska) powinien odnosić się do cech charakteryzujących produkcję, w której nie stosuje się substancji dodatkowych, a także białka sojowego i wieprzowego. Dlatego stosowanie określenia „wiejski” do wędlin zawierających cały szereg substancji dodatkowych stanowi naruszenie prawa żywnościowego i wprowadza konsumentów w błąd. Oczywiście, jeśli skład nie odzwierciedla nazwy to producent może liczyć się z karą. Jednak kara z pewnością będzie niższa od zarobku producenta.

Skład – lektura podstawowa ? Nie tylko…
Po nazwie powinien nastąpić wykaz składników. Pamiętajmy, że umieszczane są one w kolejności od tych, których zawartość w produkcie jest najwyższa, do tych, których dany produkt zawiera śladowe ilości. Właśnie te najdrobniejsze elementy, które, nawet tylko teoretycznie, mogą się w danym wyrobie znaleźć, muszą zostać skrzętnie odnotowane na etykiecie. Od grudnia dodatkowo producenci mają obowiązek wyróżniania (bold, podkreślenie) na opakowaniach tych składników które wg. rozporządzenia są wymienione jako alergeny.

Uporządkowanie regulacji dotyczących szczegółowego wykazu składników ma nas uchronić przed nieświadomym zakupem produktów wysoko przetworzonych, takich jak na przykład pasztety czy kiełbasy. Przy produkcji tych najtańszych często wykorzystuje się na przykład tzw. MOM - mięso sztucznie odkostnione, czyli wsad tłuszczowy bardzo niskiej jakości. Nic dziwnego, że producenci jak ognia unikali wyszczególniania tej nazwy na etykiecie. Teraz za uchylanie się od tego obowiązku grożą im sankcje finansowe.
Na etykiecie oprócz składników są bardzo istotne informacje uzupełniające np. w przypadku czekolad. Mimo ,że są podane na opakowaniu czekolady składniki to przepisy w przypadku kiedy w czekoladzie jest oprócz drogiego tłuszczu kakaowego inny tłuszcz roślinny (dużo tańszy) podać informację „ „oprócz tłuszczu kakaowego wyrób zawiera tłuszcze roślinne i… taka czekolada jest z dodanym olejem palmowym dużo tańsza. Przy przetworach owocowych jest obowiązkowa informacja z ilu gram owoców sporządzono 100 g przetworu owocowego.
Ile, gdzie i przez kogo?
Producent musi nas również poinformować, jaka jest waga netto produktu, oraz jego data przydatności do spożycia. Ponadto, jeśli dany wyrób ma być przechowywany w szczególnych warunkach (w lodówce, w miejscu zacienionym), również należy to zaznaczyć. Napoje o zawartości alkoholu powyżej 1,2% objętości muszą również zawierać informację o jego rzeczywistej zawartości.

Z opakowania powinno także jasno wynikać, gdzie i przez kogo dany wyrób został wyprodukowany, oraz, jeśli pochodzi z importu, jaka firma wprowadziła produkt na polski rynek. Produkty marek własnych również muszą zawierać nazwę i adres firmy wprowadzającej towar na rynek.

W przypadku wskazanych w rozporządzeniu produktów należy również zaznaczyć dokładne miejsce pochodzenia danego produktu. Zmiany w tej kwestii odczuli zwłaszcza przedstawiciele branży mięsnej, którzy do tej pory musieli znakować jedynie wołowinę - od pierwszego kwietnia „metką” z krajem pochodzenia i uboju opatrzone są obowiązkowo również wyroby drobiowe i wieprzowe.
– Kupujmy w dobrych sklepach, do których produkty dostarczają rzetelni dostawcy. W miejscach, gdzie składniki produktu możemy sprawdzić na jego etykiecie lub bezpośrednio w miejscu jego sprzedaży. Ważne jest również, aby były to sklepy, które gwarantują, że wszystko począwszy od doboru dostawcy, transport, przechowywanie odbywa się zgodnie z wysokim standardami i normami prawnymi. Jakość oznacza wyższą cenę – jednak dzięki temu będziemy mogli rozkoszować się smakiem zakupionych produktów bez obaw o swoje zdrowie – mówi Magdalena Grabowska, Prezes Fundacji Alma Pokochaj Życie.

Etykiety na sprzedawanych przez siebie produktach muszą obecnie umieszczać również przedsiębiorcy działający w branży żywienia zbiorowego. Odwiedzający co rano nasze biuro „Pan Kanapka”, na pytanie, co znajduje się pomiędzy dwoma pajdami chleba, nie może już odpowiedzieć, że produkty kupuje żona, a on tylko sandwiche zawija w folię. Na każdej kanapce musi znaleźć się dokładny wykaz składników – z uwzględnieniem rodzaju pieczywa, wędliny czy „smarowidła”.
Spis wartości odżywczych – na razie dobrowolny
Unijni legislatorzy nie zapomnieli o osobach dbających o linię, jednak na uzupełnienie etykiet o wartości odżywcze, producenci mają jeszcze niecały rok. Od 2016 obok wykazu składników, na opakowaniu towarów przetworzonych obowiązkowo będzie musiała się znaleźć informacja o tym, ile kalorii dostarcza porcja gotowego wyrobu, oraz w jakiej części składa się z tłuszczów, kwasów tłuszczowych nasyconych, węglowodanów, cukrów, białka i soli oraz innych składników odżywczych.

Wytyczne dotyczą na razie jedynie wyrobów spożywczych, jednak w kwietniu tego roku europarlamentarzyści przyjęli rezolucję, w której apelują o objęcie obowiązkiem uwzględniania wartości kalorycznych również producentów alkoholi.

Drobny druczek nie przejdzie – ma być wyraźnie i zrozumiale
Informacje zawarte na etykietach wyrobów sprzedawanych na terenie UE muszą być nie tylko wyczerpujące, ale i zrozumiałe. Minimalną wysokość czcionki reguluje rozporządzenie nr 1169/2011. Czytamy w nim, że małe litery muszą mieć wysokość co najmniej 1,2 mm, a w przypadku opakowań o powierzchni mniejszej niż 80 cm2 – 0,9 mm. Uwzględniania składników unikną jedynie producenci wyrobów, których opakowania mają powierzchnie mniejszą niż 10 cm2 – wtedy niezbędne jest jedynie wyliczenie potencjalnych alergenów, koniecznie poprzedzone słowem „zawiera”.
Dobór słów ma w przypadku ujednoliconych unijnych etykiet duże znaczenie. Wyliczenie nie może rozpoczynać się zgodnie z indywidualnym wyczuciem językowym poszczególnych producentów – każda etykieta musi bezwzględnie zawierać wyraz „składniki”, z następującym po nim dwukropkiem. Dodatkowo, wszelkie informacje na temat produktu muszą znajdować się w „jednym polu widzenia”. Oznacza to, że nie można na przykład składu umieścić na jednym boku opakowania, a informacji o alergenach – na drugim.

Etykieta prawdę ci powie – i tylko ona
– Aby wiedzieć na pewno, czy produkt jest godny naszej uwagi, trzeba poznać jego składniki i wartość odżywczą – sugeruje Kwietniewska. Zdaniem specjalistki, lekka doza sceptycyzmu podczas zakupów jest nieodzowna, bowiem wiara w to, że ujednolicenie unijnych przepisów w magiczny sposób uleczy niektórych producentów z chciwości, to niestety tylko mrzonka.

– Najlepiej jest porównywać produkty między sobą. W ten sposób łatwiej dokonać słusznego wyboru – doradza naczelna czytamyetykiety.pl i przestrzega przed ślepym podążaniu za sugestiami: – Bardzo duży wpływ na nasze wybory mają reklamy. I tutaj sprawdza się taka myśl: klucz do prawidłowego odżywiania? Unikać tego, co jest zbyt nachalnie reklamowane – podsumowuje.

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Alma Pokochaj Życie

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZdrowieDietyJedzenie
Skomentuj