Grupa naTemat

Od chemii w jedzeniu się nie ucieknie? E-tam, wystarczy wiedzieć, czego unikać

Fot. Circlephoto / Shutterstock
Zjadamy ich 2 kilogramy rocznie, ukrywają się pod mało kreatywnymi pseudonimami złożonymi dużego „e” i trzech cyfr. O tym, że konserwant konserwantowi nierówny wiemy jednak nie od dziś. Piątą literą alfabetu oznaczane są bowiem wszystkie dodatki do żywności, z których tylko część ma negatywny wpływ na zdrowie. Ich nagromadzenie w składzie często wywołuje ciarki i sprawia, że rezygnujemy z zakupu.

Prawda jest jednak taka, że przy stosowanej obecnie technologii produkcji żywności uciec od chemicznych dodatków nie sposób. Więc o ile w najbliższym czasie nie planujecie wyprowadzki na nieskalaną spalinami mazurską wieś, gdzie będziecie spożywać jedynie warzywa z przydomowego ogródka i pić mleko od samodzielnie wydojonej kozy, wraz z ekspertami z Fundacji Alma, proponujemy zapoznać się z listą składników, których spożycie może nam faktycznie zaszkodzić.
Barwniki – naturalne czy identyczne z...?
Na widok dostępnych przy supermarketowej kasie lizaków we fluorescencyjnych kolorach, czy gum o smakach tak nieprawdopodobnych jak „popcorn” czy „żrący kwas”, trudno uwierzyć, że istotnie można je jeść bez szkody dla zdrowia. Substancje, które sprawiają, że oczy zarówno dzieci, jak i rodziców stają się wielkie jak spodki (tych pierwszych z radości, tych drugich – ze strachu), to barwniki, na liście sztucznych dodatków zajmujące pozycje od 100 do 199.


Niektóre z nich to ekstrakty naturalne, takie jak likopen (E 160d) pochodzący z pomidorów, kapsantyna (E 160c) – ekstrakt z papryki, chlorofil (E 140), który znajdziemy min. w szpinaku. Często spotykane na etykietach są również kurkumina (E 100) oraz ryboflawina (E 101i). O ile ta pierwsza brzmi „naturalnie” przywodząc na myśl znaną przyprawę, to dźwięk drugiej wywołuje lekki niepokój. Żółtawa ryboflawina to nic innego jak witamina B2. Używana w rozsądnych ilościach, jak wszystkie powyższe barwniki, jest nieszkodliwa.
Trudno sobie jednak wyobrazić, aby feerię kolorów, jaką kuszą nas wytwórcy słodyczy, była dziełem jedynie barwników naturalnych. Wśród prawie setki E z tej grupy większość uzyskiwana jest syntetycznie, a wiele ma negatywny wpływ na zdrowie, między innymi:

Czerwień koszenilowa (E 124) – oranżady, lody, dżemy wata cukrowa – wszystkie nienaturalnie czerwonawe produkty mogły być barwione właśnie tym dodatkiem. Według oficjalnych wytycznych, dopuszczalna dzienna dawka jego spożycia to 4 mg/kg ciała, jednak należy pamiętać, że jest to substancja potencjalnie rakotwórcza – wyniki niektórych badań wskazują, że może się przyczynić do powstawania guzów wątroby. Czerwieni koszenilowej nie należy mylić z koszenilą (E 120) – naturalnym barwnikiem pochodzenia zwierzęcego (pozyskiwanym z czerwców kaktusowych - pluskwiaków, zamieszkujących Amerykę Południową).

Tartrazyna (E 102) – na obecność tego barwnika szczególnie wyczuleni powinni być astmatycy, bowiem powoduje on uwalnianie histaminy, co z kolei może prowadzić do napadów duszności. Produktów barwionych E 102, czyli między innymi kukurydzy, marcepana, zup instant czy likierów owocowych powinny unikać również osoby uczulone na aspirynę – tartrazyna może nasilić u nich reakcję alergiczną.

Aluminium (E 173) – wbrew pozorom nie unikniemy przenikania tego pierwiastka do organizmu pozbywając się z kuchni aluminiowych garnków. E 173 jest barwnikiem stosowanym w przemyśle piekarniczym. To właśnie za jego sprawą wiele mąk ma śnieżnobiałą barwę. Występuje również w soli, większości proszków do pieczenia, przyprawach, piwie i twardych serach. Udowodniono, że aluminium ma działanie neurotoksyczne, a jego absorpcja może przyczyniać się do powstawania choroby Alzheimera.

Barwniki Stratfordzkie- E 110 –żółcien pomarańczowa , E 104 żółcień chinolinowa, E 122-azorubina, W 129 czerwień altura , E 102 tartrazyna , E 124 pąs to w Rozporządzenia 1333/2008
Barwniki , które mogą mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie dzieci. Taka też informacja musi znaleźć się na opakowaniu gdy występują jako składnik żywności.
Konserwanty – można naturalnie, ale po co?
To właśnie tę nazwę stosujemy zwyczajowo, kiedy mówimy o szkodliwych dodatkach. Żywność była oczywiście konserwowana na długo przed narodzinami Mendelejewa, jednak z czasem solenie i kwaszenie przestało nam wystarczać, a tajemną wiedzę tablicy pierwiastków zaczęli na potęgę wykorzystywać producenci napojów, soków, konserw i innych produktów. W efekcie to właśnie pośród E o numerach od 200 do 299 najtrudniej znaleźć te, które pozostawałyby bez wpływu na nasze zdrowie.

Do tej nielicznej grupy należy na przykład: kwas mlekowy (E 270), powstający w wyniku fermentacji laktozy i fruktozy, stąd jego udział w powstawaniu serów i jogurtów czy kapusty kiszonej. Łatwo przyswajany przez organizm, stosowany jest jako bezpieczny regulator kwasowości. W mozzarelli i innych serach serwatkowych znajdziemy natomiast kwas octowy (E260) – jeśli nie cierpimy na nietolerancję octu, również nieszkodliwy. W przemyśle mięsnym i rybnym powszechnie stosuje się również octan potasu (E261), który przedłuża trwałość produktów chroniąc nas przed takimi chorobami jak listerioza czy dur brzuszny.
Niestety, daty przydatności do spożycia liczonej nie w miesiącach, ale w latach nie osiągniemy metodami chałupniczymi. Idąc na rekord w sztucznym przedłużaniu życia artykułów spożywczych, producenci sięgają między innymi po:

Benzoesan sodu (E211) – jego zadaniem jest niedopuszczanie do rozwoju grzybów i bakterii w produktach takich jak napoje, soki, dżemy, konserwy rybne czy warzywa w occie lub oleju. Zadanie to spełnia skutecznie, jednak w połączeniu z witaminą C – kombinacji dość często spotykanej na przykład w napojach gazowanych, przeradza się w rakotwórczy benzen

Kwas propionowy (E 280) – powszechnie stosowany przy wypieku chleba i ciast o przedłużonym okresie trwałości. Choć nie wszystkie badania dowodzą jego negatywnego wpływu na zdrowie, został zakazany między innymi w Niemczech. Tamtejsi naukowcy uznali, że przyczynia się do powstawania raka żołądka.

Azotany potasu i sodu (E 249 – 252) – znajdziemy je w wyglądających jak z obrazka kiełbasach i szynkach. Azotany nadają wędlinom odcień różu, na którego widok cieknie ślinka, wzmacniają smak, chronią przed jadem kiełbasianym, ale niestety nie są obojętne dla zdrowia.
Antyutleniacze – zachowują kolor, syntetycznie
O właściwościach syntetycznych antyutleniaczy najlepiej (a właściwie najgorzej) świadczy fakt, że większości z nich nie wolno dodawać do żywności przeznaczonej dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Ich główną funkcją jest zabezpieczenie produktu przed negatywnymi skutkami procesów utleniania.

Teoretycznie więc syntetyczne antyutleniacze mają działać jak tokoferole w olejach czy flawonoidy w owocach i warzywach. W przeciwieństwie jednak do antyutleniaczy naturalnych – nie są obojętne dla zdrowia. Popularnym przeciwutleniaczem jest również kwas askorbinowy, czyli witamina C, używany do konserwacji przetworów owocowych.
BHA (E 320) – czyli butylowany hydroksyanizol. Odpowiada za zachowanie w niezmiennej postaci barw i smaków płatków śniadaniowych, gum do żucia czy olejów do smażenia. W połączeniu z witaminą C wytwarza wolne rodniki, szkodliwe dla komórek DNA. Przyjmowanie dużych dawek BHA może prowadzić do uszkodzenia nerek, wątroby, żołądka i tarczycy oraz prowadzić do nowotworów. .

BHT (E321) – związek podobny do BHA – pod względem zastosowania, jak i toksyczności. Ponadto ma działanie teratogenne, czyli zwiększa prawdopodobieństwo chorób u potomstwa.

TBHQ (E319) – związek używany między innymi do konserwacji mięsa i ryb. To właśnie między innymi jego zawartości mięsne „wkładki” kanapek sprzedawanych w popularnych sieciach fast-foodów zawdzięczają swoją legendarną kilkuletnią trwałość. Oprócz gastronomii używa się go również w przemyśle chemicznym, perfumiarskim i lakierniczym, nie dziwne więc, że jego długotrwałe przyjmowanie przyczynia się do powstawania między innymi guzów żołądka.
Emulgatory – szkodliwe zwłaszcza dla kieszeni
Jak wskazuje nazwa, zadaniem emulgatorów jest wytworzenie emulsji, czyli połączenie cząstek wody i oleju w gładką, jednolitą masę. Pierwszym stosowanym w masowej produkcji żywności było żółtko jaja, wyparte jednak szybko ze względu na swój krótki okres trwałości przez lecytynę sojową. Dzisiaj emulgatory stosuje się powszechnie w produkcji lodów, majonezów, margaryn czy czekolad.

Emulgatory upodobali sobie niestety również nie do końca uczciwi producenci żywności. W tym przypadku nie czyhają oni jednak nie tyle na nasze zdrowie, co finanse. Dzięki „magicznym” właściwościom zagęstników można na przykład zwiększyć wagę jogurtu nie dodając do niego wcale większej ilości droższego mleka, ale znacznie tańszych: wody i gumy guar (E 412) – substancji pozyskiwanej z guaru – rośliny strączkowej. Pochodzenia naturalnego jest również mączka chleba świętojańskiego, zwana również gumą karobową (E410), czyli sproszkowane nasiona szarańczyna strąkowego (czyli inaczej drzewa karobowego, lub chlebowca świętojańskiego).

Na liście substancji o numerach od 400 wzwyż warto jednak bacznie przyjrzeć się zwłaszcza jednemu:

Karagen (E407) – niesławny dodatek do mięs i wędlin. Odpowiada za ich sztuczne „pompowanie” - karagen, wprowadzany do wędlin w postaci chemicznego żelu, potrafi zwiększyć wagę produktu nawet do 20%. Szczegółowych badań na temat jego właściwości ciągle brak, ale warto wiedzieć, że zanim odkryto jego „zbawienne” z punktu widzenia masarzy właściwości, służył jako wypełniacz produkcji zabawek i maszyn.

„Lista dopuszczonych do produkcji żywności jest długa. Pogłębiajmy naszą wiedzę na ich temat. Świadomie kupujmy produkty czytając ich skład na etykiecie. Na półkach sklepowych znaleźć można wiele produktów. Wybierajmy te, które będą dla nas najlepsze również w dłuższym okresie czasu. Wybierajmy sprawdzone i wiarygodne miejsca zakupu, czytajmy etykiety, bo warto żyć zdrowo i świadomie” – rekomenduje Prezes Fundacji Alma Pokochaj Życie, Magdalena Grabowska.
Czytaj etykiety, żyj zdrowo i świadomie” - hasło akcji społecznej Fundacji Alma powinno stać się naszym mottem na co dzień. Konserwanty, których negatywnego wpływu na zdrowie podważyć nie sposób, powinniśmy kategorycznie eliminować z naszej diety. Nie oznacza to jednak, że te uznane teoretycznie za bezpieczne, można pochłaniać bez ograniczeń. Pamiętajmy więc, że jeśli jakiś składnik nie występuje w przyrodzie, nie powinno go być w składzie naszego posiłku".

Fundacja Alma Pokochaj Życie powstała po to, aby zmieniać nawyki żywieniowe Polaków i uczyć jak zdrowo żyć. Pragniemy dzielić się wiedzą na temat tego, jak świadomie wybierać dobrej jakości jedzenie. Aby żyć zdrowo, być w świetnej formie i mieć dobre samopoczucie, warto wiedzieć, co kładzie się na talerzu każdego dnia. Produkty pozornie takie same, nie są takie same, dlatego powinniśmy czytać etykiety i wybierać produkty najlepszej jakości.



Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Alma Pokochaj Życie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Jedzenie
Skomentuj