"Taka ładna dziewczynka, szkoda, że bez nogi". Niepełnosprawni sportowcy zwalczą kult idealnego ciała?

Anna Omielan, stypendystka Renault Handisport Team
Anna Omielan, stypendystka Renault Handisport Team Fot. Facebook / Anna Omielan (polska pływaczka)
Patrzył na mnie za każdym razem, kiedy odkładałam złożony z aluminiowych prętów koszyk na kupkę innych, leżących na sklepowym parapecie. W stanie błogiego zagapienia na zawadiacką kozią bródkę sportowca z filmowego plakatu nie raz zdarzyło mi się strącić kupę żelastwa na podłogę i sprowokować panią zza lady do niekontrolowanego wrzasku.

Przedmiotem mojej wielkiej niespełnionej miłości czasów szkolnych był Mark Zupan – bohater filmu „Murderball”. Do tej pory nie wiem, dlaczego praktycznie przez cały okres mojej edukacji w szkole podstawowej, pan z lokalnej wypożyczalni wideo reklamował swój przybytek plakatem pochodzącym akurat z tego filmu dokumentalnego o graczach w rugby na wózkach. Przywołując w myślach wizerunek ulubionego wtedy sportowca nie pamiętam, żebym choć przez chwilę myślała o jego niepełnosprawności. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym nawet dokładnie wiedziała, o czym tak naprawdę jest film, który dla ścisłości, obejrzałam dopiero w zeszłym roku.
Pretekstem do tej sentymentalnej wycieczki osobistej jest obiegowa opinia, że sportowcy niepełnosprawni oraz osoby z niepełnosprawnościami w ogóle, są dla mediów, a co za tym idzie – dla opinii publicznej, nieatrakcyjne. Moje doświadczenia temu przeczą, tak samo jak kolejne inicjatywy z udziałem osób niepełnosprawnych, które w Polsce cieszą się coraz większym zainteresowaniem.



Boimy się niepełnosprawnych? W Polsce - tak
W zeszłym roku stan Nowy Jork zdecydował się wprowadzić do użytku zmodyfikowane piktogram oznaczający miejsca dla osób niepełnosprawnych. Widać, że „ludzik” na wózku nie tylko siedzi, ale wyraźnie znajduje się w ruchu. Jako przedstawiciele globalnej społeczności nauczyliśmy się więc akceptować fakt, że fizyczna niepełnosprawność nie wyklucza aktywności, czasami nawet większej, niż w przypadku osób „zdrowych”. Dowodem tego są rosnące słupki statystyk oglądalności relacji z kolejnych paraolimpiad.

O tym, że dotychczas nie było to aż tak oczywiste mówi pływaczka Anna Omielan, stypendystka Renault Handisport Team: – Wiele razy słyszałam słowa, które sprawiały mi przykrość. Już od szkoły podstawowej byłam przezywana, inne dzieci śmiały się ze mnie, a nawet zarzucano mi zbyt wysokie oceny z wf-u, bo przecież jak osoba bez nogi może mieć najwyższe oceny z przedmiotu, na którym trzeba biegać i skakać – wspomina.
Okupione godzinami morderczych treningów, potem i łzami równouprawnienie na sportowych arenach nie przekłada się jednak na równe traktowanie we wszystkich sferach życia, zwłaszcza jeśli chodzi o obecność osób niepełnosprawnych w mainstreamowych mediach. Maciej Lepiato, złoty medalista paraolimpijski w skoku wzwyż, przekonuje jednak, że sytuacja się poprawia, ale tylko na świecie. – Mam wrażenie, że w innych krajach jest inaczej – mówi pytany o to, dlaczego ze scenami brutalnej przemocy w telewizji stykamy się praktycznie za każdym kliknięciem przycisku na pilocie, a żeby trafić program z udziałem osoby niepełnosprawnej trzeba się mocno „naskakać” po kanałach. – Mam nadzieję, że w przyszłym roku w kontekście relacji z igrzysk paraolimpijskich to się zmieni także u nas – mówi.

Na zachodzie – nie bez zmian
Za przykład tego, że zagraniczne media nie boją się prezentować niepełnosprawności w różnych kontekstach może posłużyć reklama popularnych za oceanem chipsów Doritos. Hasłem „Yes, you are bold, but are you daring?” opatrzone zostało video, w którym niepełnosprawny koszykarz w nietypowy sposób wykorzystuje swoją przewagę nad sprawnym przeciwnikiem.
Abstrahując od tego, czy odwagę w walce o piłkę pod koszem i pomysł użycia protezy jako „zbijaka” można jakkolwiek osadzić w kontekście zapychania się wątpliwej jakości chrupkami, twórcy reklamy udowodnili, że niepełnosprawność wcale widzów nie „odpycha”, wręcz przeciwnie. Dlaczego w polskich mediach brakuje tego typu przykładów?

- Niepełnosprawność wprawia ludzi w zakłopotanie. Doświadczam tego na co dzień. Może podobny mechanizm działa, gdy widzą niepełnosprawnych w mediach? Może podobne odczucia mają sami dziennikarze? Nie wiem, ale na pewno budowanie świadomości, że niepełnosprawni fizycznie nie są społecznymi kalekami tylko osobami, które starają się normalnie żyć, są ambitne i osiągają sukcesy, jest bardzo ważne. Myślę, że niepełnosprawni sportowcy mogą torować w pewnym sensie drogę do budowania większej i pozytywnej akceptacji społecznej dla niepełnosprawności w ogóle – komentuje Anna Omielan.

Wtłaczanie niepełnosprawności w ramy mainstreamu nie obywa się jednak bez wpadek, czego dowodzi niefortunna reklama butów do biegania, którą kilka lat temu popełniło Nike.
Sportowy gigant usiłował wypromować obuwie kształtem i właściwościami amortyzacyjnymi przypominające kopyto kozicy górskiej, dzięki któremu entuzjastyczne hasanie po bieżni nie sprawi, że nabawimy się kontuzji kręgosłupa (a dokładnie, że „nie zakręci się on niczym plastikowa, zabawkowa sprężyna, na najbliższym sosnowym wierchu”). W pewnym momencie copywriter wodze poprawności politycznej popuścił zbyt mocno. Odwołanie do możliwości „przemierzania przez resztę życia powierzchni ziemi na elektrycznym wózku inwalidzkim” wywołało falę negatywnych komentarzy.

Cała nadzieja w sportowcach
W Polsce o większą obecność osób niepełnosprawnych w mediach też dopominają się sportowcy. – Kiedyś w autobusie usłyszałam od starszej pani: "Taka ładna dziewczynka, szkoda że bez nogi". A ja bez tej nogi nadal czuję, myślę, mam plany, rozwijam się, studiuję i marzę o udziale w kolejnej paraolimpiadzie – wspomina Anna i dodaje, że sama nie ma kompleksów związanych z własnym wizerunkiem: – Lubię i akceptuję moje ciało. Staram się doskonalić je na tyle, na ile jest to możliwe. Pracuję nad kształtem sylwetki, ilością mięśni czy tkanki tłuszczowej. Nie zmienię tego, że nie mam nogi i staram się nie przejmować opinią innych na temat mojego ciała. Przez lata nabrałam chyba trochę dystansu – tłumaczy.
Być może właśnie ten dystans i zdrowe podejście do własnego wizerunku sprawiło, że zarówno Anna, jak i Maciej chętnie zgodzili się na udział w sesjach do ekskluzywnych kalendarzy. – Spodobał mi się pomysł i idea promocji niepełnosprawnych sportowców. Poza tym zachęciła mnie możliwość spotkania nowych, interesujących ludzi oraz przeżycia ciekawej przygody. Nie zastanawiałem się ani chwili nad udziałem w tym przedsięwzięciu – mówi Maciej o swoim udziale w sesji zdjęciowej dla PARAolimpijczyków.

Również Anna jest zdania, że inicjatywy, które skracają dystans i znoszą medialne bariery pomiędzy sprawnymi i niepełnosprawnymi, należy wspierać, nawet jeśli wiąże się to z udziałem w dość odważnej sesji. Na kratach kalendarza Paraolimpijczycy 2015 z jej udziałem widzimy sportowców bardziej rozebranych niż ubranych.
– Miałam obawy z tym związane, ale okazało się, że pomysł na moje zdjęcie jest dla mnie jak najbardziej akceptowalny. Podobało mi się też, że ujęcia są zainspirowane sytuacjami z treningów – tłumaczy.
- Wzięłam udział w tej sesji ponieważ miała szczytny cel, a pieniądze ze sprzedaży pomogły w treningach innych niepełnosprawnych sportowców. Podobała mi się też idea promocji osób niepełnosprawnych jako prawdziwych, wartościowych sportowców, ale też osób które nie boją się pokazać światu – podsumowuje Anna. Jeszcze kilka takich inicjatyw i może w osoby, które nie boją się pokazywać światu niepełnosprawnych, zamienią się również przedstawiciele koncernów medialnych?

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...