"Hotel to alternatywna rzeczywistość". Recepcjonistka, jak przez lupę widzi wszystkie nasze słabości i paranoje

Praca w hotelu do najłatwiejszych nie należy. Recepcjonistka opowiedziała nam o kulisach swojej pracy.
Praca w hotelu do najłatwiejszych nie należy. Recepcjonistka opowiedziała nam o kulisach swojej pracy. Fot. nataliej Flickr / https://flic.kr/p/3WBBnp / CC BY-NC 2.0 / http://bit.ly/1jNlqZo
Kiedy Karolina wraca z pracy, zawsze opowiada jakąś ciekawą historię swojemu chłopakowi. Nawet jeśli ma czasem wrażenie, że wszystko już widziała, okazuje się, iż ludzie nieustannie są w stanie ją zaskoczyć. Pracuje jako recepcjonistka w hotelu i jak mówi, „jest to alternatywna rzeczywistość”. To, co dzieje się za drzwiami hotelu, po drugiej stronie już się zadziać nie może.

Każdy z nas ma zachcianki
Od ponad dwóch lat pracuje w trzygwiazdkowym hotelu, który może przyjąć około 80-ciu gości. Najczęściej jest pełne obłożenie. – Codziennie spotyka się ludzi z różnych stron świata, o różnych charakterach i przyzwyczajeniach. Trzeba dołożyć wszelkich starań, żeby gość poczuł się wyjątkowo potraktowany i żeby wrócił do nas w przyszłości. Bo hotelarstwo to biznes, jak każdy inny, musi zarabiać – mówi Karolina.



Obsługa jest zaś od spełniania najdziwniejszych nawet potrzeb klientów, a te bywają naprawdę zaskakujące. Karolina kupowała już bilety na koncerty, bookowała loty, organizowała wycieczki, masaże, umawiała fryzjerów, makijażystki, wizyty u lekarzy, czy też u mechaników.

Pytamy więc o najbardziej szalony pomysł klientów jej hotelu. – Kiedyś w okolicy była wystawa kotów. Przyjechali państwo, którzy postanowili zostawić mi pod opieką dwa z nich. Nie mogli ich zostawić samych, bo koty cierpiały na depresję i nie mogły być same w pokoju. Zostawili mi je w klatce, a one i tak cięgle miauczały i miauczały. Jest taka część ludzi, którzy mają chore fazy na punkcie swoich zwierząt – odpowiada.

Uciszyć ptaki!
Inni są za to bardzo wybredni. Jeden z klientów zmieniał swój pokój co dwa dni. W każdym mu się coś nie podobało. To światło było złe, łóżko w nieodpowiednim miejscu, kolor ścian nie taki. W końcu przyszedł do Karoliny i powiedział: – Pokój jest idealny, wszystko super, ale wie Pani co? Lubię sobie nad ranem otworzyć okno, tylko ptaki ciągle śpiewają. Czy mogłaby pani coś z nimi zrobić?. Jak mówi Karolina, nie było mowy o przejęzyczeniu, bo klient był Polakiem. Został grzecznie poinformowany, że pomimo najszczerszych chęci, Karolina niestety nie będzie mogła w tym przypadku pomóc.

Spuszczeni ze smyczy
Najczęściej gośćmi hotelowymi są biznesmeni. Bardzo wielu z nich jest przedstawicielami handlowymi. – Przyjeżdżają też faceci z innych miast i do nich dochodzą kobiety. Ta odległość sprawia, że czują się swobodniej – opowiada recepcjonistka. – Widzę dużo starszych mężczyzn z młodymi kobietami na jedną noc. Niektórzy to stali klienci. Wiadomo, że mają żony. To smutne. Czasem babeczki dzwonią z pytaniem w stylu „czy Pan X mieszka w hotelu” lub „czy Pan Y już się zameldował”.

W ich hotelu nie zamawiają jednak prostytutek. Karolina nie wie nawet, gdzie miałaby w tej sprawie zadzwonić, ale takie prośby się zdarzają. Jak mówi, „grzecznie odmawia” ich realizacji. Nie da się jednak tego całkiem uniknąć. – Raz nawet widziałam, jak przed wejściem w samochodzie siedział alfons i na nią czekał. Niektóre wyglądają tak zwyczajnie. Jak... dziewczyna z sąsiedztwa – ocenia Karolina. Sama też otrzymała kiedyś niedwuznaczną propozycję. Taka sytuacja miała miejsce tylko raz, ale do dziś ją pamięta. – To byli akurat Litwini, zaproponowali czy się z nimi nie prześpię, czy nie pójdę z nimi na górę. Ręce opadają… Przypuszczam jednak, że gdyby byli trzeźwi, to by nigdy tego nie powiedzieli – ocenia. To właśnie alkohol według niej powoduje, że granice przyzwoitości w hotelu pękają.

Wygląda to trochę tak, jak gdyby ludzie byli podczas podróży spuszczeni ze smyczy. Nie ma znaczenia w tej kwestii, ani status materialny, ani wykształcenie, ani pozycja społeczna. – Mamy bardzo dużo konferencji lekarzy, ostatnio byli to na przykład ginekolodzy. Mają sympozja, później spotykają się w restauracji. Toalety są zarzygane, zasikane. Wydawałoby się, że to jednak jest elita, ludzie którzy są powszechnie szanowani – opowiada.

Karolina zastanawia się też, czy alkohol nie jest jedną z przyczyn paradowania… nago. Ona sama przynajmniej czterokrotnie widziała nagich ludzi, którzy spacerowali hotelowymi korytarzami. – Mamy monitoring, ale goście nie zawsze zwracają uwagę na kamery. Czasem widzi się rzeczy, o których wolałoby się zapomnieć – mówi. Nie wszyscy jednak robią to celowo – Kiedyś był taki Pan, który chciał chyba wyjść na chwilę na korytarz, nie wiem w jakim celu. Zapomniał jednak karty do drzwi i nie mógł wejść z powrotem. Dobre 15 minut bił się z myślami, czy zejść do mnie tak, jak go „pan Bóg stworzył” – opowiada Karolina.

Jeśli chodzi o rzeczy, których wolałaby nie widzieć, można do nich zdecydowanie zaliczyć też temat fekaliów. – Zdarzyło się, że pan usiadł pod drzwiami i się po prostu wypróżnił, ale tu nie ma co opowiadać. Inny gość rozmazał swój kał na ścianie. Pokojowe natomiast spotykają się z sytuacjami, że przyczyną zatkanego odpływu w prysznicu jest... kupa – zastanawia się pracownica hotelu. Wydawać by się mogło, że pewnych granic po prostu się nie przekracza, a jednak...
Strach ma wielkie oczy
Czasami hotelowe historie są nawet jeszcze mniej zabawne. Szczególnie jeśli dzieją się w nocy. – Jakiś czas temu zaczęły nas nękać telefony. Dzwonił facet. Po angielsku poinformował, że śpi w hotelu, ale potrzebuje pomocy. Zaczął opowiadać, że będzie potrzebował nożyczek, bo razem z nim jest w pokoju kobieta... zakneblowana! Tak, tak, zakneblowana. Jeśli natychmiast ktoś nie przyniesie nożyczek lub noża, to ona się udusi. Pan nie chciał podać nazwiska, ani numeru pokoju w którym nocuje, ponieważ to bardzo „wstydliwy” problem, bo mieli „sex party” – opowiada Karolina.

Sytuacja się na tym jednak nie zakończyła. – Otrzymał instrukcje, że na recepcji będą leżeć nożyczki, żeby zszedł i sobie wziął. Nie schodził, a telefony się powtarzały. W tle jęki kobiety! W hotelu nikogo z obsługi nie ma, więc człowiek zaczyna się bać. Facet znowu wydzwania, podobna gadka oraz prośba, żeby przynieść koc i wsiąść do windy. Szybkie spojrzenie na okna, czy oby nikt mnie nie obserwuje. Sprawdzam gości w systemie, który potencjalny pokój to może być, w którym pokoju są obcokrajowcy. Kolejny telefon, facet dzwoni, a ta baba jęczy! Wzywam ochronę. Sprawdzili hotel, obeszli dookoła, nikogo nie ma – tym razem skończyło się na strachu, ale takie sytuacje zostają w pamięci.

Jest też miło
Na szczęście są też klienci, których zachowanie przywraca wiarę w ludzi. Najczęściej są to stali goście, którzy hamują się w swoich pomysłach. Karolina ma z nimi raczej dobre relacje. Teraz często odwiedza ich Belg, który jest inżynierem i od kilku miesięcy przyjeżdża do nich na dłuższe pobyty. Za każdym razem przywozi im oryginalne pudełka belgijskich czekoladek. Niedługo przyjedzie po raz ostatni, obsługa chce mu kupić na pożegnanie jego ulubiony alkohol. Zdarza się też, że goście zostawiają prezenty. Najdziwniejszy jaki otrzymała Karolina? Pudełko z prawie 40 sztukami… prezerwatyw. Dostała też wazę w kształcie zająca. – To mogę jeszcze zrozumieć, bo zbliżała się Wielkanoc – mówi.
Finanse trudna sprawa
Są też goście, którzy zostawiają napiwki. Nie jest to jednak za częste. Z obserwacji Karoliny wynika, że najczęściej są to goście zagraniczni. Najwięcej udało jej się dostać 50 euro. Polacy nie mają takich przyzwyczajeń. – Zawsze śmiejemy się, kiedy goście płacący rachunki w tysiącach złotych, po wydaniu im reszty, chowają do kieszeni nawet 2 złote – ocenia.

Jeśli już jesteśmy przy finansach trzeba dodać, że oszustów nie brakuje. Niedawno do hotelu Karoliny przyjechał wieczorem pan, który nie miał rezerwacji. Kiedy następnego dnia przyszło do zapłaty, stwierdził, że już to zrobił. Trzeba było sprawdzać monitoring z poprzedniej nocy, żeby udowodnić panu, że jednak tak nie było. – W końcu zapłacił z wielką łaską wyzywając nas od złodziei – opowiada nasza rozmówczyni.

Zdarzają się też bardziej „zorganizowani” goście. – Niektórzy są ścigani od wielu lat przez policję. Jeżdżą po całej Polsce, a potem uciekają bez uregulowania należności. Od czasu kiedy pracuję, były 3 takie przypadki. I nie są to jacyś „menele”, tylko krawaciarze, którzy zupełnie nie wzbudzają podejrzeń. Oprócz takich przypadków jest też grupa ludzi, którzy nie płacą za minibary w pokojach, zabierają szampony, mydła, ręczniki, czy też ozdobne poduszki. Obsługa widzi to wszystko – stwierdza.

Co kraj, to obyczaj
Różnice kulturowe też mogą być w hotelu ciekawe... Karolina podkreśla, że jest daleka od uogólnień i stereotypów, ale rzeczywiście to zauważa. Widzi na przykład, że Azjaci traktują wszystkich z wyższością. – Jak przyjeżdżają Chińczycy, czy Koreańczycy, to nie mają zwyczaju mówić „dzień dobry” i „dziękuję”. Chyba po prostu nie mają takich norm, bo zauważyłam to praktycznie u nich wszystkich – ocenia.

Nie za dobre wspomnienia ma również w kontakcie z Kazachami. – Kiedyś chłopak stąd żenił się z dziewczyną z Kazachstanu. Wynajęli cały hotel dla gości z zagranicy. Były to jakieś elity z tego kraju. Jak oni chodzili poubierani?! Cali w diamentach. A jak nas traktowali?! Jak najgorsze bydło. Zero szacunku, jak służbę – wspomina. A jacy są Polacy? Z opowieści Karoli wynika, że bardzo różni.

Branża nie dla wszystkich
Są tacy, którzy mają serce na dłoni. Są też tacy, którzy krzyczą, bo jak twierdzą „mają na to ochotę”. Wtedy obsługa hotelu musi się uśmiechać, trzymać nerwy na wodzy i pamiętać, że „klient nasz pan”. Nie wszyscy się do takiej pracy nadają i są w stanie wytrzymać presję. – Jest bardzo dużo osób, które nie wytrzymują. Jeżeli szuka się jakiegoś pracownika, na przykład na recepcję, to zatrudnia się od razu 3 czy 4 osoby, bo większość rezygnuje. Po prostu nie dają rady. Tu trzeba się ciągle uśmiechać, ciągle być w dobrym humorze, trzeba być dla wszystkich uprzejmym – opowiada Karolina.

Nie jest to też praca, o której da się zapomnieć zaraz po wyjściu z niej. – Przychodzę do domu i ciągle mam dużo telefonów. Zmieniamy się cały czas i ten, kto był dwa dni temu w pracy, nie wie do końca, co było dzień wcześniej. Jeżeli coś ważnego się wydarzyło, to musimy to wiedzieć – opowiada.
Hotel, w którym pracuje Karolina jest otwarty całą dobę. Oznacza to też nocne zmiany i pracę w każde święta, co jest po prostu ciężkie fizycznie i psychicznie. – Naprawdę jest to ciekawa praca, ale nie dla wszystkich – podkreśla. Jak mówi, wybrałaby ją po raz drugi. Wiele się w niej nauczyła. Rozwinęła między innymi swoje umiejętności interpersonalne, nauczyła się rosyjskiego. – Dzięki tej pracy naprawdę wiesz, jak rozmawiać z różnymi ludźmi. Wiesz kiedy nie powiedzieć za dużo. Człowiek uczy się pokory i cierpliwości. Na pewno ten czas nie poszedł na marne – ocenia.

Hotel niczym Narnia
Przechodząc przez drzwi hotelu wkraczasz do jedynego w swoim rodzaju świata. Ludzkie pragnienia, przyzwyczajenia, potrzeby i szaleństwa widać tam, jak przez lupę. Karolina dzięki tej pracy poznała wiele ciekawych osób, których nie miałaby okazji poznać w innym miejscu. Znalazła tam przyjaciół, z którymi spędza czas także poza pracą. Codziennie hotel stawia przed nią nowe wyzwania i każdego dnia nieustannie zaskakuje. Chociaż może nie tyle sam hotel, co klienci. Z tej perspektywy hasło „nasz klient, nasz pan”, zyskuje zupełnie nowe znaczenie.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...